Maroko - Daktyle

W drodze na lotnisko w Agadirze – relacja – część 8

W drodze na lotnisko w Agadirze – relacja – część 8

Ostatni dzień w Maroku. Jeszcze tylko krótki spacer po sennym, porannym Marrakeszu. Medyna dopiero się budzi. Stragany pozamykane. Gdzieś wąską uliczką przemyka się motocykl, rowerzysta, powóz ciągnięty przez muła. Ktoś otwiera stragan. Leniwie zaprasza do środka. Przyjemny chłód nocy jeszcze trwa. Przemyte wodą z samego rana uliczki sprawiają wrażenie skąpanych w deszczu.

Maroko - Plac Dżemaa el-Fna w Marrakeszu
Maroko – Plac Dżemaa el-Fna w Marrakeszu

Mam tylko godzinę. Kupuję ostatnie pamiątki. Dlaczego tego nie zrobiłem wczoraj? Nie mam pojęcia. Opuszczam Medynę. Wsiadam do taksówki. Ktoś już tam jest. Jedziemy zawieść innego pasażera na miejsce. Później moja kolej. Nie ma pustych przejazdów. Nie ma chwili do stracenia.

Maroko - Daktyle
Maroko – Daktyle

Autobus odjeżdża z opóźnieniem. Mam nieco czasu w zapasie. Po trzech godzinach jestem znów w Agadirze. Odnoszę wrażenie jakbym tą samą podróż odbywał do tyłu. Wiem jak dojechać na lotnisko. Ale będę kombinował. Dla urozmaicenia.

Zastanawiam się, czy mam wystarczająco dużo czasu żeby wybrać się na plażę. Choć na chwilę. Zastanawiam się i idę przed siebie. Jest upalnie. Na rogu skrzyżowania stoi kilka tak zwanych collective ‘taxis’. Pytam od niechcenia, czy można się zabrać do Inezgane. Można. Za ile? Za 6. No to jadę. Plecak do bagażnika. Ja do kabiny. Ruszamy od razu. Z plaży nici.

Inezgane to miasteczko przesiadkowe w pobliżu Agadiru. Liczba taksówek czekających na klientów robi kolosalne wrażenie. Setki niebieskich i żółtych mercedesów czeka na swoja kolej na wielkim placu. Na pierwszy rzut oka nie wiadomo o co tu chodzi, jak się poruszać. Tłumy wędrują w każdą stronę. Jak mrówki. Wszędzie. Ja z nimi. Najpierw w jedną stronę. Chyba źle. Wracam. Chyba lepiej. Znajduję przystanek autobusowy. Kilka kobiet chroni się w cieniu jedynego drzewa. Nikt nie rozumie po angielsku. Do gry wchodzą ręce. Angielski nie potrzebny. Nikt nikogo nie rozumie, a jednocześnie wiemy, że się dogadaliśmy. Tak, to jest przystanek, z którego odjeżdża autobus na lotnisko. Czuję, że zostanę poprowadzony na lotnisko wręcz za rękę. Czekamy razem na autobus. Może na ten sam.

Gdy podjeżdża autobus każą mi wsiadać. Wsiadam. Ktoś wsiada ze mną. Pewnie powie mi gdzie wysiąść. Nie mylę się. Autobus zatrzymuje się przed wjazdem na lotnisko. Młody chłopak wysiada ze mną. Jeszcze tylko kilka minut piechotą. Docieram w samą porę. Dobrze, że miałem zapas czasu. No i dobrze, że nie poszedłem na plażę. Przejazd publiczną komunikacją zajął prawie dwie godziny. Ale za to kosztuje 10 dirhamów. Taksówka jedzie pół godziny i kosztuje 200 dirhamów.

Samolot będzie za dwie godziny. Odprawiam bagaż. Deklaruję, że nie wywożę marokańskich pieniędzy i cierpliwie czekam w strefie bezcłowej na samolot.

Zdjęcia z trekkingu i z podróży do Maroka

Kolejne odcinki relacji z Maroka znajdziecie tu: Relacja z Maroka na blogu.

Całość relacji z Maroka do pobrania stąd: Relacja z Maroka w pdf.

Zdjęcia z trekkingu i z podróży do Maroka znajdziecie w galerii: Maroko 2016.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.