Etiopia - Pustynia Danakilska - Wielbłądy

Nocleg na pustyni Danakilskiej

Nocleg na pustyni Danakilskiej – odcinek 12

Wstaję z chęcią. Dziś początek kolejnej przygody. Śniadanie popite kawą i colą smakuje nieźle. Nieoczekiwanie okazuje się, że startujemy o 9, zamiast o 8. Nie ma to większego znaczenia. Mamy chwilę na spacer po Mekele. Nagle spotykamy Yemane, który mówi, że plan znowu się zmieni i zaczynamy teraz. Znosimy bagaże do samochodu i jedziemy do siedziby biura, które w rzeczywistości organizuje całą wycieczkę. Nazywa się Ethiopian Tour & Travel (ETT) albo podobnie. Dostajemy 40 minut wolnego. Idziemy w miasto. Korzystamy z dobrego światła. Kręcimy się po niewielkich uliczkach. Każda okolica skupia sklepy z innej branży. Jest okolica pełna jubilerów, warsztatów samochodowych, ciuchów. Wszędzie busiki czekające na pasażerów. A my szukamy etiopskich t-shirtów piłkarskich. Znajdujemy. Ale zbyt małe. Za to dres jest w porządku. Przymierzam. Kupuję. Będzie do kompletu z klapkami.

Etiopia - Mekele - Portret
Etiopia – Mekele – Portret

Nasz czas mija. W drodze powrotnej kupujemy stos małych drewnianych krzyżyków. Jesteśmy gotowi do podróży. Do samochody dołączyli nam Niemca i Brytyjkę pakistańskiego pochodzenia. Ciekawie się z nimi rozmawia. Czas szybko mija. Po godzinie zatrzymujemy się pięcioma samochodami na kawę. Potem kierujemy się w stronę depresji Danakilskiej. Kilka postojów na zdjęcia, na siku. Ciężko zapanować nad całym towarzystwem. Chińczycy, Japończycy, Hiszpanie. Japończycy mają ciekawa kartkę z napisami po japońsku. Z jednej strony napisane jest „Toaleta”. Z drugiej strony „Foto”. Ktoś im wciąż musi pokazywać, co mają robić. Wjeżdżam do nowego regionu w Etiopii. Tu mieszkają Afarowie. Przed wyjazdem do Etiopii wyczytałem w przewodniku, że kiedyś Afarowie witali przyjezdnych w dość nieprzyjemny sposób. Mężczyznom obcinali jaja. Nie wiem, ile w tym prawdy (możliwe, że to całkowicie zmyślone opowieści), ale mam nadzieję, że tego typu czasy już dawno minęły. Krajobrazy zmieniają się z każdym kilometrem. Zjeżdżamy z ponad 2000 m n.p.m. na wysokość prawie 200 metrów poniżej poziomu morza. Robi się znacznie cieplej. Coraz mniej roślinności. Kamienie, skały, surowy krajobraz. Pustynia coraz bliżej. Jedno z najgorętszych miejsc na ziemi przed nami.

Etiopia - Kotlina Danakilska - Konwój
Etiopia – Kotlina Danakilska – Konwój

Przejeżdżamy obok pierwszych afarskich wiosek. Drewniane domy. W zasadzie to tylko drewniane konstrukcje. Pojedyncze drzewa, a czasem tylko gałęzie tworzą konstrukcję. Czasem bez dachu. Czasem dach w kształcie kopuły, pokrytej plastikową folią. Najciekawsze są te z drewnianych patyków. Przez szpary pomiędzy patykami można zobaczyć co jest w środku. A w środku często nie ma nic. Ciekawie też wyglądają w zestawieniu z pojedynczymi kolorowymi domami.

Etiopia - Kotlina Danakilska - Droga
Etiopia – Kotlina Danakilska – Droga

Mijamy pierwszą karawanę wielbłądów wracającą z kilkunastodniowego marszu do Mekele. Na lunch zatrzymujemy się w Berhale. Pierwsze kroki kieruję prosto do miasteczka. Nie czekam na lunch. Dzieciaki pozują do zdjęć. Wchodzę do fryzjera. Kupuję banany. Na pierwszy rzut oka Afarowie nie wyglądają, jakby byli negatywnie nastawieni do turysty. Ale to tylko na pierwszy rzut oka. A niestety ten rejon ma złą opinię ze względu na zdarzające się w przeszłości porwania turystów. Dlatego podróżujemy w konwoju kilkunastu już teraz samochodów. Mamy specjalne pozwolenia. A w jednym z samochodów jedzie kilku żołnierzy.

Przy knajpce, gdzie czeka na nas lunch jest wyschnięte koryto rzeki. Przy niej porzucony wrak czołgu i samochodu wojskowego. Na kamieniach w rzece boisko i drewniane bramki. Wyglądają dziwnie. Berhale to miasteczko, gdzie stoją niedaleko siebie kościół i meczet. Dostajemy pozwolenie i nasz konwój rusza dalej. Wciąż niżej i goręcej. Wciąż po świetnej, nowej drodze w kierunku granicy z Erytreą. Odbijamy w prawo i dojeżdżamy do Hammade Ela.

Etiopia - Pustynia Danakilska - Karawana
Etiopia – Pustynia Danakilska – Karawana

Mieścina na końcu świata. Kurz, pył, wiatr wdzierający się w każdy zakamarek ciała. Upał przeogromny. Nie zapowiada się na nagłe ochłodzenie. Mieszkańcy, przyzwyczajeni do codziennych odwiedzin turystów znoszą ze swoich domów drewniane łóżka. Pot miesza się z pyłem. Jest niezbyt przyjemnie. Na GPS widzimy już, że jesteśmy kilkadziesiąt metrów poniżej poziomu morza.

Etiopia - Pustynia Danakilska - Wielbłądy
Etiopia – Pustynia Danakilska – Wielbłądy

Tu będziemy nocować. Na łóżkach pod gołym niebem. Zanim jednak nocleg, jedziemy nad jezioro Assal na zachód słońca. Jeszcze kilkadziesiąt metrów niżej. Chyba nigdy nie widziałem tak wielkiego słonego jeziora. Mijamy karawany wielbłądów i osłów niosące bryły soli, wydobyte i pocięte na równe kawałki. Na tle zachodzącego słońca wielbłądy wyglądają zachwycająco. Część dopiero wychodzi z jeziora. Nasze samochody stoją w równym rzędzie na czymś w rodzaju wyspy. Wszyscy czekają na zachód słońca. Jest piękny. Słońce odbija się w tafli wody. Białe, całe otoczone solą kamienie dodają uroku. Zostajemy poczęstowani etiopskim winem zmieszanym z ouzo. Straszna mieszanka. Słońce zachodzi. Zostało niezbyt wiele czasu zanim zapanuje całkowita ciemność na pustyni. Wracamy. W świetle reflektorów dostrzegamy przebiegające lisy. Tuż przed samochodem. Tuż obok wioski. Pewnie będą się czaić w pobliżu przez całą noc. Wybieramy łóżka i czekamy na kolację. Dopiero po niej wybieramy się do wojskowej kantyny na piwo. Zapamiętujemy drogę, choć po ciemku i po piwie wszystko będzie wyglądało tak samo. W barze jest sporo ludzi. Żadnych białych. Nikt na nas nie zwraca większej uwagi, choć na pewno wszyscy wiedzą o naszej obecności. W wielu miejscach już dawno byśmy dostali w zęby. Stracilibyśmy część rzeczy. A tu na razie nikt nas nie zaczepia. Wypijamy po piwku. Żeby zapłacić wchodzę do środka. Kasa jest w lodówce. Długo czekam na wydanie reszty. Ale doczekałem się.

Wracamy w ciemnościach, przyświecając sobie czołówkami. Odnajdujemy nasze obozowisko pomiędzy drewnianymi chatami. Część grupy leży w łóżkach. Ja z chęcią zabrałbym się za zdjęcia gwiazd. Ale niebo mało przejrzyste. Kurz i pył jest wszędzie. Wciąż ktoś się krząta. Muszę jeszcze poczekać. Zasypiam. Budzę się, gdy gasną wszystkie światła i milkną hałasy. Generator prądu już nie pracuje. Jest kompletna cisza. Na środku pustyni Danakilskiej pod niebem pełnym gwiazd. Leżę i patrzę w gwiazdy, w dal, w przestrzeń. Jest pięknie. Tysiące gwiazd. Szkoda, że dookoła kilkudziesięciu turystów.

Etiopia - Kotlina Danakilska - Noc
Etiopia – Kotlina Danakilska – Noc

Jest przyjemnie ciepło. Zaczynam robić zdjęcia. Ustawiam timelapsa na ponad godzinę. Czuwam. Boję się o aparat. Ale to przyjemne czuwanie. Przez następne dwie godziny robi się jedno zdjęcie. Przysypiam z paskiem od aparatu w ręku. Śnię. Budzę się, gdy kończy się naświetlanie klatki. Zdjęcie będzie ciekawe. Widać smugi przechodzących nocą ludzi z czołówkami. I ruch gwiazd. Jest 2.30. To chyba najwyższa pora na chwilę przyjemnego snu na świeżym powietrzu. Patrzę w gwiazdy i odpływam w przyjemną drzemkę.

Zdjęcia z trekkingu i z podróży do Etiopii

Poszczególne odcinki relacji z Etiopii znajdziecie tu: Relacja z Etiopii na blogu.

Całość relacji z Etiopii do pobrania stąd: Relacja z Etiopii w pdf.

Zdjęcia z trekkingu i z podróży do Etiopii znajdziecie w galerii: Etiopia 2016.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.