Najstarszy członek rodziny Pigmejów z rezerwatu Dja

U „prawdziwych” Pigmejów

U „prawdziwych” Pigmejów – odcinek 13

Ciężko powiedzieć, czy świeci słońce, bo w oknie mamy okiennice. Na pewno nie pada. To musi być dobry dzień. Wczorajsza podróż była wielką przygodą, którą zawsze chciałem przeżyć. Dziś ruszamy do rezerwatu Dja. Zamierzamy zamieszkać z Pigmejami. Daniel serwuje nam porządne śniadanie. A ja rozglądam się po Somalomo. Piękne fotograficzne światło rozpala moją fantazję na temat zdjęć ptaków, które na pewno za chwilę zrobię. Jest ciepło. Kałuże po wczorajszej ulewie powoli wysychają.

Poranek w Somalomo
Poranek w Somalomo

Wybieramy się na spacer po miasteczku. Daniel w tym czasie z naszymi paszportami idzie załatwić formalności w rezerwacie. Proste i niewielkie miasteczko. Latarnie zasilane bateriami słonecznymi stoją wszędzie. To one wczoraj zwróciły naszą uwagę. W miasteczku było widniej niż w niektórych miejscach w stolicy. Wzdłuż laterytowych dróg stoją drewniane domki i te z patyków i błota. Spokój. W porównaniu z Jaunde to inny świat. Kilka osób nas zagaduje. Co tu ludzie robią całymi dniami?.

Wchodzimy do szkoły. Odwiedzamy kilka klas podczas lekcji. Wygląda to nieco sztucznie i sztywno. Nauczyciele siedzą sztywno za biurkiem. Na tablicy rysunki i słówka. Dzieci siedzą w klasach liczących kilkadziesiąt osób. Chętnie pokazują zeszyty. Niektóre prowadzone w perfekcyjny sposób.

Szkoła w Somalomo
Szkoła w Somalomo

Postanawiamy kupić trochę słodyczy i rozdać je dzieciom. Samo kupno cukierków jest ciekawe. I to nie tylko dla nas. W sklepie nie ma coli. Trudno w to uwierzyć. Solidna porcja słodyczy ląduje w torbie. Dzieci dostają po jednym cukierku. Nie jestem zwolennikiem rozdawania słodyczy dzieciom. Widać, że dla części dzieciaków sprawia to ogromną radość. Rozdaliśmy wszystkie słodkości. Możemy iść dalej. Dochodzimy na pusty bazar. Szukamy ptaków. Nie widać ich dużo. Zwracają uwagę te szare, latające wysoko papugi żako. Ale są zbyt wysoko. Na pewno jeszcze znajdę jakąś miejscówkę na żako.

W szkole w Somalomo
W szkole w Somalomo

Wracamy. Jest 11.00. O tej porze mieliśmy ruszać do lasu. A zatem znów mamy do czynienia z afrykańską godziną 11.00. Czekamy cierpliwie. Jak będzie w lesie? Zobaczymy zwierzęta? Jak mieszkają Pigmeje? Inaczej niż w Gabonie? Pytania krążą w głowie.

Przechodzimy przez Somalomo. Strażnicy z rezerwatu robią sobie pamiątkowe zdjęcia, bo właśnie dostali nowy sprzęt. Jeden z nich pójdzie z nami. Dziwne zamieszanie. Wciąż na coś albo na kogoś czekamy. Na strażnika, na brata, na namiot. Schodzimy nad rzekę Dja. Kiedyś był tu prom., którym przeprawiano nawet samochody. Chociaż trochę ciężko mi w to uwierzyć. Dziś promem jest skromna dłubanka zabierająca kilka osób. Prawdziwy prom jest podobno pod wodą. Śmiejemy się, że to bardzo dobry pomysł na konserwację. Przynajmniej się nie zniszczy. Gdy dopływamy na przeciwległy brzeg znów czekamy. Ciężko zrozumieć Daniela. Czy Pigmeje są jeszcze nie gotowi? Czy kogoś brakuje? W końcu bierzemy plecaki i wąską dróżką idziemy przez rezerwat. Mija nas motocykl z bananami. Nieco dziwne, że w rezerwacie są wioski. Po kilkuset metrach skręcamy w las. Mrówki opanowały ścieżkę. Uciekamy przed nimi. Nie możemy się zatrzymać. Dopiero po przejściu kilkuset metrów stajemy. Daniel uczy nas, jak powiedzieć dzień dobry w języku, którym posługują się Pigmeje Baka. Za chwilę u nich będziemy. Podobno w wiosce, do której idziemy mieszka ich około 20. Na nasz widok podobno schowają się w chatach.

Przeprawa przez rzekę Dja
Przeprawa przez rzekę Dja

Daniel coś krzyczy. Jakby uprzedzał o naszym przyjściu. Jesteśmy na miejscu. Wypowiadamy wyuczone słowa. Kobiety okryte przybrudzonymi ubraniami siedzą przy tlącym się żarze. Są dzieci. Jest tez starszy facet ze stopami wielkimi jak płetwy. Tak! To są Pigmeje Baka! Niezbyt wysocy ludzie żyjący w lasach Afryki Równikowej. Przypatrujemy się ciekawie. Pigmeje rozmawiają ściszonymi głosami między sobą.

Dwie większe chaty. Kilka skleconych z patyków ławeczek. Wiata z dachem z zielonych liści. I nieco oddalona od wszystkich mniejsza chata pokryta świeżymi liśćmi. Jest też jedna chatka, wyglądająca na nowo powstającą. Tak wygląda pigmejska wioska. Dziwnie. Nieco sztucznie. Nic się nie dzieje. Daniel, strażnik i dwóch pomocników siedzą na ławeczce pod daszkiem. Pigmeje siedzą przed jedną z chat. Nic nie robią. Daniel tłumaczy, że faceci są w lesie na polowaniu. Trudno w to uwierzyć. Coś tu nie gra. Stoimy i zastanawiamy się co tu się dzieje. Mamy pewną teorię.

U „prawdziwych” Pigmejów z rezerwatu Dja
U „prawdziwych” Pigmejów z rezerwatu Dja

To turystyczne miejsce. Pigmeje nie mieszkają tu na co dzień. Oni są tu tylko wtedy, gdy turyści zamierzają ich odwiedzić. Na co dzień muszą mieszkać w zwykłych wioskach. No bo jak wytłumaczyć to wszystko, co się tutaj dzieje? A nie dzieje się nic. Zażenowanie sytuacją narasta. To widać i czuć. Co będziemy tu robić przez cztery dni? To nie była dobra decyzja.

Z lasu wychodzi kolejny Pigmej. Ma w koszyku ryby. Śmiejemy się, że był zamówiony na 16.00. Bardzo słabe jest to, co się tu dzieje. Wprost pytamy Daniela o co chodzi. Początkowo niechętnie, ale ostatecznie Daniel przyznaje, że mamy rację. To jest turystyczny biznes i spektakl. Oni tu nie mieszkają. Pigmeje mieszkają w zwykłych wioskach. Ale to nie do końca jest ich wybór. Oni chcieliby mieszkać w lasach. Rząd ma inny pomysł na ich życie. Rząd nie chce żeby ludzie żyli w lasach. To według władzy nie przystoi rozwiniętemu krajowi. Ludzie w normalnym kraju nie mogą żyć w lesie i chodzić bez ubrania. W związku z tym zakazano Pigmejom żyć w lasach. Wysłano ich do specjalnych wiosek. Dzieci wysłano do szkół. Im kazano się ubierać tak, jak ubierają się ludzie mieszkający w miastach. Pigmeje podróżują. Pigmeje pracują w urzędach. Pigmeje mają ułatwienia. Gdyby Pigmej konkurował o pracę z innym mieszkańcem Kamerunu – to on zostałby wybrany.

Prezenty opłata dla Pigmejów z rezerwatu Dja
Prezenty opłata dla Pigmejów z rezerwatu Dja

Za takim myśleniem i postępowaniem stoi podobno potężna organizacja pomocowa, która „pomaga” Pigmejom żyć „normalnie”. Jakie to przykre. Jak ja tego nie lubię, gdy ktoś z zewnątrz narzuca innym, jak żyć.

Jeszcze jedna rzecz, która rzuciła nam się w oczy. Pigmeje dostali prezenty i pieniądze za pozowanie turystom do zdjęć. Ryż, fajki, wódka i ciasteczka. Najstarszy Pigmej, reklamowany przez Daniela jako wódz, czy głowa rodziny dorwał się do fajek i odpala jedną od drugiej. Pozostali siedzą od trzech godzin i nic nie robią. Nie wierzymy w to, co się tu dzieje. Co robić? Najbliższa wioska musi być oddalono o kilkanaście minut spacerem przez las. Przez chwilę myślimy o tym, aby tam się przejść. Rezygnujemy. Zamiast tego idziemy nad rzekę Dja. Chociaż to nie do końca prawda. Po przejściu 200 metrów stajemy nad leśnym rozlewiskiem. Nie wykąpiemy się. Ale popływamy pirogą wśród drzew. Nasz pomysł budzi zdziwienie. Jeden po drugim wsiadamy na chybotliwą łódkę i kręcimy się pośród drzew. Krokodyle i węże nam nie straszne. Ale co robić dalej?

Krótka wycieczka dłubanką po rozlewisku rzeki Dja
Krótka wycieczka dłubanką po rozlewisku rzeki Dja

Poczekamy na pigmejskie tańce. To jest tez dobry czas na kolację. Co dziś zaserwuje Daniel? Tym razem mała antylopa (a według mnie zając) Lievre z ryżem. Pyszna. Jesteśmy tak blisko Somalomo, że mama Daniela przesłała nam do lasu świeżo przygotowane mięsko.

Robi się ciemno. Robaki już wychodzą z dziennych schronień. Komary latają. Wielkie mrówki wędrują po gałęziach. W koronach drzew widać przemieszczające się pomarańczowe małpie oczy. Noc udawanych atrakcji właśnie się zaczyna. Pigmeje są już trochę podpici. Zaczynają wybijać rytm na bębnie. Nawet bęben jest podrabiany. Zamiast skóry naciągnięto na pień worek. Zgodnie z przewidywaniami worek po chwili pęka. Pigmeje nie mogą uwierzyć, że zamiast skóry można było naciągnąć worek. Daniel z kolei tłumaczy nam, że to oni mieli naciągnąć skórę.

Wieczór z Pigmejami w rezerwacie Dja
Wieczór z Pigmejami w rezerwacie Dja

Od teraz instrumentami Pigmejów stały się plastikowe baniaki. Taka oryginalność. Pigmeje są coraz bardziej pijani. Tańczą i śpiewają na siłę. Najbardziej pijana kobieta budzi strach. Gdy tylko ktoś przestaje tańczyć, zaczyna krzyczeć. Od razu wszyscy głośniej śpiewają, a ona najgłośniej. Po chwili idzie do chaty się napić. Nie ma obijania.

Nam się nudzi. Andrzej trzyma na kolanach małego Pigmeja. Karmi go cukierkami. Łukasz siedzi znudzony na ławce z patyków. Ja staram się zrobić nocne portrety Pigmejów. Gdy całe to przedstawienie jest już maksymalnie żenujące każemy im po prostu przestać. To nic nie daje. Są zbyt pijani. Olewamy ich. Andrzej stara się rozpalić ognisko. Ciężko to zrobić. Wilgoć potworna. Chyba się nie uda. Idziemy z Łukaszem do przeznaczonej dla turystów chaty. Gdy tylko schylam głowę, wiem, że bez moskitiery się nie obędzie. Dookoła pająki i inne stworzenia. Rozkładamy siatkę. Jest jednak zbyt mała żeby pomieścić 2 osoby. Zostaję pod moskitierą. Łukasz okrywa się śpiworem z siatką na głowę. Andrzej wkłada moskitierę na głowę. Robimy pamiątkowe zdjęcie i możemy zasypiać.

Najstarszy członek rodziny Pigmejów z rezerwatu Dja
Najstarszy członek rodziny Pigmejów z rezerwatu Dja

Pigmeje poszli w końcu spać. Dżungla żyje swoich nocnym rytmem. A ja pewnie długo jeszcze nie zasnę. Wciąż coś skacze i chodzi. Po moskitierach i śpiworach wędrują afrykańskie stworzenia. Buteleczki z wiśniówką to świetna recepta na odwagę i na sen. Oby nic jadowitego nam tu nie wpełzło. Pa!

Kolejne odcinki relacji z Kamerunu znajdziecie tu: Relacja z Kamerunu na blogu

Całość relacji z Kamerunu do pobrania stąd: Relacja z Kamerunu w pdf

Galeria zdjęć z Kamerunu do obejrzenia tu: Zdjęcia z Kamerunu

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. Przyznaję, że bardzo ciekawy wpis! Dawno nie natrafiłem na takie afrykańskie klimaty 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.