Hotel Tara Plage na wybrzeżu w okolicy

Powrót nad ocean – Kribi

Powrót nad ocean – Kribi – odcinek 17

Jest sobota. Dosyć wcześnie. Ostatni dzień pobytu w Jaunde. To były przyjemne chwile i niezapomniana gościna u o. Dariusza Godawy. Zostawiamy kilka przedmiotów, pocztówki. Achille ubrany w moją starą koszulkę reprezentacji Polski zawozi nas na dworzec autobusowy.

Jest 8.30. Nie wiemy, o której odjedziemy. Po prostu czekamy, aż przyjdzie odpowiednia pora. Bilet już mamy. Bagaże do autobusu załadowane. Czekamy. Po afrykańsku. Chyba jeszcze trochę poczekamy, bo autobus zabiera 80 osób. Zebranie tylu pasażerów potrwa. To autobus, jakich w Afryce wiele. Pięć miejsc w każdym rzędzie. Osoba po osobie zapełniają pojazd. Mija pół godziny. Godzina. Dwie. Mamy prawie komplet. Ostatnie worki lądują w bagażnikach. Spóźnialscy siadają po środku na drewnianych stołeczkach. Zabieramy oczywiście nieco więcej ludzi niż jest miejsc. Przecież przejście też trzeba wykorzystać. Po co ma jechać pusta przestrzeń. Tak więc na środek wystawiane są taborety, na których siadają kolejne osoby. Ruszamy w końcu.

Ile zajmie nam podróż? Kto to wie… Pędzimy z górki i pod górkę pomiędzy palmowymi lasami i gęstą kameruńską zielenią. Miejsca mało. Ciasno. Uderzam głową o poręcz, gdy przysypiam. Gdy nie przysypiam zaczynam się trochę denerwować ciasnotą. Niepotrzebnie. Trzeba przywyknąć. Nie ma zbyt wielu przystanków i kontroli. Raz na siusiu, raz na kupno ananasów i orzeszków. Tylko raz musimy wyjść z autobusu. To formalność. Chwilę później docieramy na wybrzeże. Jest ocean! I palmy. Piękne słońce. A przede wszystkim to koniec jazdy.

Bierzemy bagaż na plecy i w rękę i w drogę. Odchodzimy kilkaset metrów od dworcowych naganiaczy. Do samego końca chyba iść nie będziemy. Bo w zasadzie nie wiemy dokąd idziemy. W Kribi taksówek nie ma. Są tylko mototaksówki. Bierzemy dwie. Nie byłoby to dziwne, gdybyśmy zabrali się na jeden. Jeden plecak ląduje z przodu, na baku, później siedzi kierowca, ja i na moich plecak drugi plecak.

W kilka minut jesteśmy w Tarra Plage. Tu spędzimy dwie najbliższe i ostatnie w Kamerunie noce. Ładnie położone domki na piaszczystym wybrzeżu przy ujściu niewielkiej rzeczki do oceanu. W pokoju klimatyzacja. Jest też bar na świeżym powietrzu. I zachód słońca pod palmami. Takie romantyczne chwile nam się trafiły na koniec podróży.

Hotel Tara Plage na wybrzeżu w okolicy
Hotel Tara Plage na wybrzeżu w okolicy

Obsługi jest więcej niż gości. Dziesięciu pracowników hotelu, a może knajpy krząta się w pobliżu. I tylko czworo gości. Drętwy kelner podaje zbyt drogie piwa i ryby. Ryba jest pyszna.

O tym, że jest to popularne wśród turystów miejsce świadczą handlarze, którzy prezentują przed nami maski, obrazki i wisiorki na obwoźnych straganach. Są niezmordowani. A ja nie mam nawet siły pisać i pić. Chwilę po 21 – ej zasypiam jak małe dziecko. Po prostu chcę spać.

Kolejne odcinki relacji z Kamerunu znajdziecie tu: Relacja z Kamerunu na blogu

Całość relacji z Kamerunu do pobrania stąd: Relacja z Kamerunu w pdf

Galeria zdjęć z Kamerunu do obejrzenia tu: Zdjęcia z Kamerunu

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.