Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Harare

Pierwsze dni w Zimbabwe

Pierwsze dni w Zimbabwe – odcinek 2

Jestem w Mutare. To tylko epizod, przygraniczne miasteczko, w którym zatrzymujemy się na noc w drodze do Chimanimani. Podróżowanie po Zimbabwe jest nieco czasochłonne. Przejazd z Harare do Chimanimani (407 km) trzeba było podzielić na dwa odcinki. W zasadzie to trochę nasza wina, bo ruszyliśmy zbyt późno z Harare. Może i dobrze. Dzięki temu załatwiliśmy kilka spraw.

To już trzeci dzień podróży. Co działo się wcześniej? W zasadzie nic specjalnego. Z niektórymi początkowymi wydarzeniami w podróży zacząłem przechodzić do porządku dziennego. Przygotowania, pakowanie, droga na lotnisko, odprawa, obawa, że nie zostanę wpuszczony na pokład ze zbyt ciężkim bagażem, pierwszy lot, oczekiwanie, drugi lot, drzemki, posiłki, przesiadki i zmęczenie. Nie ma o czym pisać. To nudne.

Kilkanaście godzin podróży z Warszawy do Harare kończy się miłym uczuciem podczas lądowania w nowym dla mnie miejscu. Formalności graniczne nie są w Zimbabwe zbyt skomplikowane. Wizę dostajemy na lotnisku. Nie są wymagane żadne specjalne dokumenty, zdjęcia, czy szczepienia. Wystarczy wypisać formularz, zapłacić 45 USD za dwukrotną wizę, odebrać bagaż i jesteśmy w Zimbabwe.

Poszło łatwo. Równie łatwo znajduję dwóch chłopaków, którzy czekają na mnie aby pomóc dostać się do Państwa Grabowskich, u których zatrzymam się pierwszej nocy. Zanim jednak do nich dotrzemy poczekamy na Łukasza. Znacie go. Był ze mną w Kamerunie. I tym razem będziemy podróżować we dwóch. On leci jak zwykle z Anglii. Wyląduje trzy godziny po mnie.

Czekając na kolegę ucinam sobie pogawędkę z chłopakami. Obaj mają coś wspólnego z piłką nożną. Jeden jest młodzieżowym reprezentantem Zimbabwe, a drugi kiedyś grał w piłkę, a obecnie pracuje jako kierowca i mechanik u państwa Grabowskich. Rozmawiamy więc przez niemal trzy godziny. Try-Andre Moffat był niedawno w Polsce i jest szansa, że wkrótce pojawi się na okresie próbnym w jednym z polskich klubów. Dopiero w tym momencie orientuję się kim jest Pan Wiesław Grabowski, u którego będę wkrótce gościł. Pan Wiesław był asystentem trenera Jacka Gmocha. W latach osiemdziesiątych przeprowadził się do Afryki i kilkukrotnie prowadził reprezentację Zimbabwe, Kenii i Zambii osiągając niemałe sukcesy z tymi drużynami. Obecnie jest właścicielem szkółki piłkarskiej w Zimbabwe i wysyła utalentowanych piłkarzy z Afryki do wielu klubów na świecie. To on wypromował takich piłkarzy, jak: Dicksona Choto, Norman Mapeza, Shingayi Kaondera, czy Takesure Chinyama. Zaskakuje mnie to wszystko ogromnie.

Try – Andre Moffat – utalentowany piłkarz z Zimbabwe
Try – Andre Moffat – utalentowany piłkarz z Zimbabwe

W przyjemnym cieple czekamy na Łukasza. Pojawia się tuż przed zachodem słońca. Nie widzieliśmy się od lipca, gdy byłem w Anglii fotografować maskonury.

Najwyższy czas by jechać do Harare. Przejazd zajmuje kilkadziesiąt minut. Nasz cel znajduje się luksusowej dzielnicy, zamieszkiwanej przez dyplomatów, ambasadorów, bogatych mieszkańców Zimbabwe, przedstawicieli rządu, a nawet Roberta Mugabe – prezydenta Zimbabwe. To w zasadzie nie powinno dziwić, bo Pani Krystyna Grabowska jest przecież polskim Konsulem Honorowym w tym kraju.

Dom naszych gospodarzy robi ogromne wrażenie. Niezwykłe afrykańskie rzeźby, maski, przedmioty licznie wypełniają każdy kąt w domu. Widać w pomieszczeniach wiele lat pobytu państwa Grabowskich w Zimbabwe.

Wręczamy przywiezione z Polski kilogramy słodyczy i kabanosów i z przyjemnością bierzemy ciepły prysznic, po którym siadamy do wykwintnej wręcz kolacji. Towarzyszy nam również Arcybiskup Marek Zalewski, który od 2014 roku jest Nuncjuszem Apostolskim z Zimbabwe. Delektujemy się wspólnie pysznymi daniami przygotowanymi przez kucharkę. Kurczak, lasagne, wołowina, desery, pyszne owoce. Chyba najlepsze są grillowane zielone warzywa, przypominające avocado z wydrążonymi pestkami i wypełnionymi soczystym mięsem. Niebo w gębie. Nie jadłem nigdy tego warzywa i niestety nie znam również jego nazwy. Jest wyborne. A jakby tego było mało do kolacji jest świetne wino.

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Harare
Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Harare

Po kilku kieliszkach rozmowa nabiera rumieńców. Dyskusja schodzi na tematy polityczne, jak się okazuje z uwagą śledzone również w Zimbabwe. Na szczęście nie tylko polityka króluje przy stole. Słuchamy z zaciekawieniem opowieści o życiu w Zimbabwe, o trudnej sytuacji ludności, o wielkich przekrętach finansowych, o władzy Roberta Mugabe i pozostałych na wysokich stanowiskach państwowych.

Pani Krystyna opowiada o wielu osobach, którym udzielała pomocy po utracie paszportu, kradzieżach, zaginięciach, czy pobytach w więzieniu. Jak się okazuje konsul honorowy ma dużo pracy. To nie tylko prestiż. A gdy jednocześnie pracuje się jako lekarz w cenionej klinice ginekologicznej w Harare trudno uwierzyć, jak można znaleźć czas na to wszystko.

Powoli przychodzi zmęczenie. Ewidentnie nadchodzi czas na odpoczynek, choć ta wręcz wykwintna, jak na afrykańskie standardy kolacja w polskim domu jest niezwykle ciekawa. Kładziemy się i momentalnie zasypiamy.

Dobrze było odpocząć. Dziś czeka nas prawdopodobnie pierwsza podróż przez Zimbabwe. Zanim to jednak nastąpi zjadamy wspólne śniadanie z naszymi gospodarzami, pakujemy mniejsze plecaki zabierając tylko to, co niezbędne nam będzie w górach i ruszamy w drogę. Pani Krystyna pomaga załatwić miejscowe karty telefoniczne i odwozi na dworzec.

Ulice Harare
Ulice Harare

Wsiadamy do autobusu firmy Tenda i czekamy na przejazd do Mutare. Wspominam wczorajszą kolację. Państwo Grabowscy to bardzo pomocni ludzie. To również przecież znane i szanowane w Zimbabwe osoby z wieloma znajomościami i wpływami. Cieszę się, że mogliśmy u nich gościć i będziemy do nich wracać. A tymczasem oczekiwanie się przedłuża. Autobus, jak to zwykle w Afryce, czeka na komplet pasażerów. Mijają ze dwie godziny zanim w końcu ruszamy. Już wiem, że dzisiejszą podróż zakończymy w Mutare. Gdy dojedziemy do miasta będzie zbyt późno, aby jechać dalej. Musimy pamiętać, że ciemno robi się w mgnieniu oka około 18.00.

Krajobraz za oknem zmienia się. Jest ciekawiej. Spalone słońcem i nie tylko suche i płaskie tereny porośnięte buszem w okolicy Harare zmieniają się w pagórkowatą przestrzeń z niewielkimi rzeczkami i jeziorami. Jest po prostu ładniej.

Po przekroczeniu tak zwanego „Christmas Pass” na wysokości ponad 1000 m n.p.m. zatrzymujemy się z Mutare po niemal czterech godzinach jazdy. Taksówkarz zabiera nas do wybranego wcześniej guesthouse. Przekonujemy się po raz pierwszy, że wiele zmieniło się w Zimbabwe w ostatnich latach. Guesthouse nie przypomina tego ze zdjęć w internecie. Kiedyś schludny, przyjemny, z basenem i pięknym ogrodem okazał się ponurym szarym hotelikiem zapuszczonym buszem i z dawno nieaktualnymi ogłoszeniami o atrakcjach w okolicy na ściance obok recepcji. Smutne, że w Zimbabwe zmieniło się tak wiele. Ładne miejsce obecnie niemal bez turystów i w ruinie.

Cena 30 USD za pokój jaką płacimy za pokój jest adekwatna do jego jakości. W zasadzie to wielu innych państwach kontynentu taki pokój kosztowałby znacznie więcej. Nie możemy narzekać.

Idziemy na zakupy na pobliską stację benzynową. Zmierzch nadciąga nieubłaganie, więc w pośpiechu robimy zakupy, wracamy i najbliższych kilka godzin spędzamy w pokoju nieco się denerwując, że spędzamy czas tak bezproduktywnie. Nie mamy dziś wyjścia. Po ciemku do miasta nie mam ochoty wędrować.

Jest jednak zaleta tego oczekiwania na noc. Mogę przelać na papier moje myśli, co niniejszym czynię, opisując wydarzenia od początku podróży do przyjazdu do Mutare.

Nocleg w Mutare
Nocleg w Mutare

Noc w tej części Afryki przychodzi szybko i nagle. Kończy wszystko. Od godziny 18.00 w zasadzie jest ciemno. Czasem naprawdę nie ma co robić. Ten wieczór należy do takich. Po kolacji ucinamy solidną drzemkę, ale po 20.00 znów zastanawiamy się, co robić? Oprócz pisania wspomnieć ciężko coś wymyślić. Ale dobrze, że przynajmniej na to mam czas.

Kolejne odcinki bloga z podróży do Zimbabwe znajdziecie tu: Blog z podróży do Zimbabwe

Całość relacji z podróży do Zimbabwe do pobrania stąd: Relacja z podróży do Zimbabwe w pdf

Galeria zdjęć z podróży do Zimbabwe i Botswany do obejrzenia tu:

Zdjęcia z podróży do Zimbabwe

Zdjęcia z Botswany

Print Friendly, PDF & Email

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.