Ostatnie spojrzenie na ocean przed wylotem

Ostatni dzień na Mauritiusie

Ostatni dzień na Mauritiusie

Nocą znów chodziły. Jeden wypadł z klimatyzatora. Dobiłem go. Drugi sam chyba zdechł ze strachu. Wielkie karaluchy. W sumie cztery sztuki w dwie noce. Paskudztwa.

Mateusz nie dał dziś pospać. Pobudka już przed 5 rano. Może to i dobrze. Zmęczy się i w samolocie będzie twardo spał.

Felsuma madagaskarska
Felsuma madagaskarska

Spakowani jedziemy wcześnie rano na Blue Beach w pobliżu lotniska. To podobno jedna z najładniejszych plaż na Mauritiusie. Niestety pogoda nie jest zdecydowanie plażowa. Gdy tylko opuszczamy wybrzeże zaczyna padać. Nie przestaje aż do godziny 17.00. Leje z godziny na godziny coraz mocniej. Nie jest to miłe pożegnanie z Mauritiusem. Nie wiemy zbytnio co robić. Jesteśmy  w pobliżu pięknych plaż, a nie jesteśmy wręcz w stanie wyjść z samochodu, bo leje. Postanawiamy przeczekać deszcz w knajpie. W pierwszej wypijamy po kawie. Strasznie w niej drogo, a na dodatek znów zawyżają nam rachunek. Po godzinie przenosimy się do drugiej knajpy. Tu zamawiamy obiad. Na koniec pobytu zjemy ryby. W knajpie jest sporo miejsca na podłodze, więc rozkładamy Matiemu matę, na której może sobie popełzać. On i tak zresztą najchętniej wspina się na nas albo na krzesło, więc wciąż musimy go obserwować żeby nie huknął się w głowę.

Wikłacz zmienny
Wikłacz zmienny

Co robić z czasem? Ciągle pada. Nie sądziłem, że takie pytania będę sobie zadawał na Mauritiusie. Dopiero przed zachodem słońca deszcz ustaje. Na plaży jest niemal pusto. Nieco przejaśniało. To nie oznacza jednak, że pojawiło się słońce. Po prostu niebo jest nieco mniej zachmurzone. Tak właśnie spędzamy ostatnie chwile nad Oceanem Indyjskim. Jakże dziwnie w takiej pogodzie wyglądają objazdowe punkty sprzedaży lodów. Pełne kolorów małe ciężarówki, jak nasze foodtrucki nie cieszą się dziś zainteresowaniem. Nad głowami unoszą się nietoperze. W powietrzu da się odczuć parność zbliżającego się wieczora.

Deszczowy dzień na Mauritiusie
Deszczowy dzień na Mauritiusie

Czas jednak udać się na lotnisko. Nie bez problemu odnajdujemy się z właścicielami samochodu, którym podróżujemy. Przyjmują jego zwrot bez zastrzeżeń. Nic się przecież nie stało. Jedynie jest troszkę brudny. Obie strony sobie zaufały i obie chyba są zadowolone z wypożyczenia. Ja na pewno uważam, że było warto. Nie ma żadnego skrupulatnego sprawdzania każdej ryski. Po prostu oddajemy kluczyki, a ktoś pod latarnią ogląda pobieżnie samochód i potwierdza odbiór.

Ostatnie spojrzenie na ocean przed wylotem
Ostatnie spojrzenie na ocean przed wylotem

Próbujemy się odprawić. Dzięki uprzejmości rezydentów TUI możemy z Matim podejść bez kolejki. Jest jakiś problem z systemem. Brakuje niektórych pasażerów na listach pokładowych. My na szczęście jesteśmy. Szybko przechodzimy przez check-in i rozsiadamy się na ławkach w oczekiwaniu na lot. Ważne, aby nie było zbyt dużego opóźnienia. Tym razem nie ma. Lecimy 11,5 godziny. Mati podczas całego lotu nawet nie jęknął. Podróż wygląda diametralnie inaczej od tej na Mauritius. Tym razem śpi u Agnieszki na rękach i u mnie. Je wszystko bez problemu. Bawi się. Zaczepia ludzi. Uśmiecha się do stewardess. Łapie je za tyłki. Wzbudza zainteresowanie. Z takim Mateuszkiem latać można wszędzie.

Zdjęcia i relacja z podróży na Mauritius

Zdjęcia z Mauritiusa

Dalsze odcinki relacji z podróży na Mauritius znajdziecie na blogu z podróży na Mauritius

Całość relacji z podróży na Mauritius do pobrania stąd: Relacja z podróży na Mauritius w pdf

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.