Droga w Namibii

Osiemset kilometrów przez Namibię

Osiemset kilometrów przez Namibię

Wstajemy wcześniej. Do przejechania potężny odcinek. Przynajmniej 750 km. Musimy dojechać aż do granicy z Angolą, odbić na wschód i dotrzeć jak najdalej. Ruszamy o 7 rano w promieniach wschodzącego słońca. Przy rześkim jeszcze powietrzu. Początkowe szutry nie wydają się wyzwaniem. Ot, po prostu zwykłe, dobrze utrzymane namibijskie drogi. Ograniczenie prędkości do 80 lub 100 km/h. I te znaki. Uwaga na antylopy, guźce, słonie, żyrafy. Fajne to jest.

Sprawnie docieramy do pierwszego miasta. Jesteśmy już w Omaruru. Idziemy za ciosem. Nieco ponad godzinę później jesteśmy w Otjiwarongo. Byłem tu kiedyś. W 2009 roku odwiedziłem farmę krokodyli. Tym razem tniemy bez przerwy dalej. Droga powoli zaczyna się dłużyć. Długie proste odcinki z monotonnym, choć pięknym krajobrazem. Wzmagający się upał potęguje znużenie. Rzadko mijamy jadące z naprzeciwka samochody. Można przysnąć. Chyba jednak mi to nie grozi. Jestem bardzo skupiony na drodze – w końcu wciąż jeździmy po lewej stronie.

Droga w Namibii
Droga w Namibii

Otavi

Na jedzenie zjeżdżamy na stację przed Otavi. Przy okazji kupujemy namibijską nalepkę na samochód „NAM”. Nie chcemy zaraz po przekroczeniu granicy z Botswaną zapłacić mandatu za jej brak. Tak niestety zapłaciliśmy w 2009 roku mandat w Namibii za wjazd samochodem z RPA bez naklejki „ZA”.

Oprócz naklejki kupujemy nowy rodzaj biltonga. Tym razem z elanda. O rany! To był strzał w dziesiątkę. To najlepszy biltong jaki w życiu jadłem. Nieco słodkawy, trochę surowy. Lekko ciągnący. Przepyszny. Szkoda, że kupiłem tak mało. Trzeba to będzie powtórzyć.

Wjeżdżamy w nieco inny krajobrazowo region. Góry po obu stronach drogi. Inne. Zalesione. Jakby więcej wody było w okolicy. Te widoki też po chwili odchodzą w zapomnienie. Pojawiają się palmy. Mijamy Grootfontein. Zostało około 200 km do Rundu na granicy z Angolą. Na mapie droga przypomina odrysowaną od linijki linię prostą. W rzeczywistości jest kilka zakrętów. W 2/3 drogi czeka nas kontrola weterynaryjna. Polega na sprawdzeniu mojego międzynarodowego prawa jazdy. Podejrzewam, że ten kto je sprawdzał – nawet nie zerknął na angielskojęzyczną stronę. Przeczytał to, co po polsku. Chyba mało ważne co zrozumiał.

Camping
Camping

Za bramą weterynaryjną

To jednocześnie brama do innej Namibii. Mniej cywilizacji, więcej prawdziwej, czarnej Afryki. Ludzie na poboczach. Mnóstwo bydła wędrującego w poprzek pustych dróg. Już wiem, co miał na myśli Paweł Kilen mówiąc, że na północy spotkamy mnóstwo zwierząt. Ja myślałem, że to będą dzikie zwierzęta, a to po prostu bydło. Trzeba bardzo uważać. Krowy, kozy i osły są wszędzie. Nie przejmują się drogą i samochodami. Chodzą po poboczu, po jezdni. Zabudowania i wioski ciągną się kilometrami. Nie tak, jak przed tą symboliczną granicą. Koniec z bezludnymi dziesiątkami kilometrów. Tu panuje pełna dowolność. Wioska przy wiosce. Domy z błota, siana i liści palmowych. Okrągłe! Tego nie było wcześniej. Blacha falista występuje coraz rzadziej. Brakowało mi tego bałaganu i życia. Brakowało ludzi przy drodze. Są nawet stragany z pamiątkami wyrzeźbionymi w czerwonawym drewnie. Są samoloty, samochody i figurki.

Śpieszymy się, aby przejechać przez Rundu przed zmrokiem. Udaje się. Rozglądamy się za campingiem. W zasadzie za dowolnym miejscem w odległości około 50 km za Rundu. Są znaki kierujące na Mukuku Camp. Niech będzie. Skręcamy z głównej drogi prowadzącej przez ten długi, cienki, północny fragment Namibii wciśnięty pomiędzy Angolę i Botswanę.

Szutrami, nieco błądząc tuż przed zmrokiem docieramy na camping. Idealnie. Za nami 800 km. Camping marzenie. Camping, na którym znów jesteśmy sami. Przywykliśmy do tego. Rozbijamy namiot i korzystamy ze świetnych warunków i wręcz luksusowego prysznica.

Właściciele zapraszają nas na ognisko. Bierzemy ze sobą dwie buteleczki żołądkowej. Żałujemy. Potraktowali to jako prezent, a my po prostu chcieliśmy się z nimi napić. No trudno. Rozmawiamy dłuższy czas, aż robi się naprawdę zimno, wręcz nie do wytrzymania. To najwyższy czas na powrót do namiotu. Dobrze, że wcześniej ugotowaliśmy kolację. Głodni spać nie pójdziemy. Ale niedopici. Opróżniamy zatem we dwóch ostatnią buteleczkę żołądkowej i w dreszczach z zimna kładziemy się spać. Po raz pierwszy jest aż tak zimno. Trochę mnie to dziwi. Ale nie ma co narzekać. W ciągu dnia upał jest wystarczający. Dziś po prostu będziemy spać porządnie owinięci śpiworami.

Zdjęcia i relacja z podróży do Namibii i Botswany

Zdjęcia z podróży do Namibii

Zdjęcia z podróży do Botswany

Pozostałe odcinki relacji z podróży do Namibii i Botswany na blogu

Informacje praktyczne i wskazówki przed podróżą do Namibii i Botswany

Informacje praktyczne przed podróżą do Namibii

Informacje praktyczne przed podróżą do Botswany

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.