Lampart w Botswanie

Trzeci dzień safari

Trzeci dzień safari

Dzwoni budzik. Budzę się z letargu. Jest źle. Cała noc stracona. W kichach rewolucja. Nogi bolą od skurczy. Jeszcze ciemno. I paskudnie zimno. Trochę ociągamy się z wyjściem z namiotu. Ten poranny chłód jest totalnym zaskoczeniem. Spakowani do samochodu wchodzimy przemarznięci. No i na coś chorzy. Jest nam źle. I wciąż coś niepokoi w brzuchu. Wzięliśmy już prochy. Mam spowolnione ruchy i zmieniony głos. Wszystko wydaje się dziwne. Zastanawiamy się, czy pan Brown czegoś nam nie podrzuca do jedzenia.

Na początku dzisiejszej drogi wpadamy na ogromne stado bawołów. Jest ich kilkaset. Idą pięć do dziesięciu metrów od nas. Końca nie widać. Spokojnie czekamy. Tak dużego stada jeszcze nie widziałem.

Mamy ochotę zostać w rezerwacie jeszcze kilka godzin i poszukać lwów, ale powinniśmy się pospieszyć, aby nie zapłacić dodatkowej dziennej opłaty za wyjazd po godzinie 11. Mimo wszystko wracamy tam, gdzie pierwszego dnia widzieliśmy lwią nogę. Ale tym razem jej nie ma. Innych lwów też. Trochę na pocieszenie spotykamy siedząca przy drodze kraskę liliowopierśną trzymającą w dziobie żabę. Dwa dni temu w tej samej okolicy widzieliśmy na drzewie rybaczka srokatego trzymającego w dziobie świeżo złowioną rybę. A wczoraj obserwowaliśmy orła lecącego z małym wężem w szponach. Mam szczęście do ptaków podczas tego wyjazdu.

Lampart w Botswanie
Lampart w Botswanie

Spotkanie z lampartem

Wyjeżdżamy na główniejszą drogę i ponownie odbijamy w mniej uczęszczane, dosyć gęsto zarośnięte rejony. Nagle przed maską przechodzi lampart. Dwa dni szukania i nic, a tu zupełnie niespodziewanie po prostu idzie sobie drogą. Wyłączamy silnik i czekamy. Wychodzi z lasu ponownie. Wolno przechodzi na druga stronę. Cofamy się. Może jeszcze raz nam się pokaże. Niestety. Poszedł gdzieś w busz. Mieliśmy trochę szczęścia. Wystarczyło, że jechalibyśmy tędy pół godziny później i nie zobaczylibyśmy go.

Musimy wyjeżdżać z rezerwatu. Dojeżdżamy do południowej bramy przed godziną 11. Zasłużyliśmy na chwilę odpoczynku. Szczególnie, że z nami wciąż coś jest nie tak. Robimy porządek w lodówce, bo po dzisiejszym przejeździe wylał nam się sos ze słoika i nie wygląda dobrze. Lodówka umazana jest w pomidorach. Trzeba to umyć.

Kontrola weterynaryjna

Po wyjeździe z parku wciąż jesteśmy w strefie, w której żyją dzikie zwierzęta. Park nie jest odgrodzony żadnym płotem. Brama jest symboliczna. Dlatego po drodze mijamy słonia pijącego wodę z bajora i kilka żyraf. Dopiero, gdy dojeżdżamy do płotu weterynaryjnego dzikie zwierzęta powinny się skończyć. Będą tylko te przydrożne botswańskie osły, krowy i kozy. Kontrola weterynaryjna tym razem jest bardziej szczegółowa. Przechodzimy dezynfekcję kół i butów. Polega ona na tym, że musimy potupać po gąbce nasączonej jakąś cieczą. Dodatkowo pan pryska na koła jakimiś chemikaliami. Jakimi? Tego nie wiem.

Wkrótce pojawia się asfalt. Płynnie docieramy do Maun. Kolejna atrakcja zakończona z sukcesem. Odwozimy pana Browna do domu, a my udajemy się na zakupy. Zakupy w spowolnionych ruchach. Zakupy spożywcze i paliwo. Zatrzymujemy się też przy lotnisku. Przede wszystkim po to, aby napić się herbaty i coś zjeść. Może nasze żołądki w końcu coś zaakceptują. Ja decyduję się na solidne żarcie: szaszłyki z kurczaka. Karol wybiera herbatniki. Ale nie może ich zjeść w knajpie, bo ktoś mu zwraca uwagę. Popijam colą licząc na jej tajemnicze uzdrowicielskie działanie.

Nieco nam się schodzi z tą przekąską. Jeszcze dłużej schodzi się z poszukiwaniem botswańskich pamiątek. Ostatecznie trafiamy do sklepu, którego asortyment nieco przypomina indyjskie towary. W tle gra muzyka. To ona powoduje, że pobyt w sklepie trwa ponad godzinę. Tyle zajmuje skopiowanie mp3 z komputera właścicielki na moją pamięć. Przy okazji kupujemy kilka drobiazgów. T-shirty, miskę i bransoletki. Ale najważniejsze, że znalazłem muzykę.

Moremi Game Reserve
Moremi Game Reserve

Wieczorna jazda po Botswanie

Wciąż nie czujemy się dobrze. Ruszamy jednak z Maun. Z miasta wyjeżdża się długo. Zbyt długo. Dzień powoli dobiega do końca. My chcielibyśmy dojechać jak najdalej. Dwieście, a może trzysta kilometrów. Będziemy jechać dopóki się da. Do miejsca, w którym będzie camping.

Dopóki świeci słońce jedzie się dobrze. Ale gdy słońce zachodzi robi się problem. Widać coraz gorzej. Zwierzęta wyłażą nam na drogę. Jedziemy coraz wolniej. Aż w końcu wleczemy się 50 km/h. I zwalniamy prawie do zera, gdy z naprzeciwka pojawia się samochód. Jestem już zmęczony tą jazdą. A do przejechania wciąż ponad 100 kilometrów. Wypatruję zwierząt przy drodze i wszystkiego co się rusza, co wygląda nienaturalnie. Trochę pomagają poprzyczepiane do asfaltu odblaskowe szkła. Gdy na drodze jest zwierzę wtedy nie widać kilku szkiełek.

Już wiem czemu ludzie przestrzegali nas przed nocną jazdą po Botswanie. Nigdy więcej takiej jazdy. Nie chciałbym wpaść na krowę. Pomijam już to, że nie możemy jeździć samochodem nocą, bo ubezpieczenie nie obejmuje szkód, które wystąpią podczas nocnych wypadków. Ubezpieczenie nie działa też w przypadku zderzeń ze zwierzętami. I mam przeczucie, że ubezpieczenie w ogóle nie działa w Botswanie. My robimy wszystko na odwrót.

Kraska liliowopierśna
Kraska liliowopierśna

Droga się dłuży. Już bym chciał dojechać i po prosu iść spać. Docieramy w okolice Rakops. Jest camping, którego szukaliśmy. Pusty. Ktoś jednak powoli otwiera nam bramę i pozwala wjechać do środka. Tak szybko, jak to możliwe rozbijamy namiot i kąpiemy się. Chcemy jak najszybciej znaleźć się w ciepłych śpiworach. Oby to była ostatnia tak zimna noc. Oby to była ostatnia noc z dziwnym zatruciem.

Zdjęcia i relacja z podróży do Namibii i Botswany

Zdjęcia z podróży do Namibii

Zdjęcia z podróży do Botswany

Pozostałe odcinki relacji z podróży do Namibii i Botswany na blogu

Informacje praktyczne i wskazówki przed podróżą do Namibii i Botswany

Informacje praktyczne przed podróżą do Namibii

Informacje praktyczne przed podróżą do Botswany

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.