Afrykańskie smakołyki z Malawi

Afrykańskie smakołyki z Malawi

Afrykańskie smakołyki z Malawi

Czy ja się tu kiedykolwiek jeszcze wyśpię? Chyba już nie. Nawet wtedy, gdy mam ochotę dłużej pospać, jestem tak zmęczony i obolały, że nie mogę zasnąć. Nie mogę leżeć z bólu, więc wstaję. Wysysam na śniadanie sok z trzciny cukrowej i popijam colą. To moje pierwsze afrykańskie smakołyki z Malawi na dziś. Zgodnie z umową George przychodzi przed ósmą i idziemy na spacer przez malawijskie wioski. Ciekawy jestem, co dziś zobaczę.

Na początek spacer po „wiejskim ryneczku”. Niezwykłe jest to afrykańskie pozdrawianie. Każdy z każdym musi zamienić parę słów. Nawet jeśli się nie znają. To miłe, ale gdy robi się to po raz pięćdziesiąty, można stracić cierpliwość. Nie wyobrażam sobie jednak takiego zwyczaju u nas w Polsce, gdzie czasem w dużym mieście, sąsiedzi z bloku nie mówią sobie „Dzień dobry”. A szkoda, że nie rozmawiamy tyle ze sobą.

Pierwszym przysmakiem dzisiejszej kulinarnej podróży przez Malawi jest „buffalo beans”. To specjalny rodzaj fasoli. Na pierwszy rzut oka wygląda normalnie, ale nie jest taka zwyczajna. Jest trująca. No chyba, że znamy sposób na jej przyrządzenie. Polega on na tym, że należy ugotować fasolę w wodzie. Później wylać tą wodę. I tak kilka razy. Na koniec fasola podobno nie jest trująca. Mam nadzieję, że ta, którą próbuję tak właśnie była przyrządzana. Szczerze mówiąc nie smakuje mi.

Malawijczycy jedzą surową kassawę. Moim zdaniem jest zdecydowanie lepsza niż nsima, którą wszyscy się tu zajadają. Pęd kassawy obiera się ze skóry i to, co znajduje się w środku nadaje się do jedzenia. Wypluwam tylko nitkę z samego środka. Kassawa jest nieco słodkawa i jednocześnie mdła.

Afrykańskie smakołyki z Malawi – kachasu

Idziemy z Georgem przez jego rodzinną wioskę zaglądając do znajomych. Odwiedzamy po kolei najlepszego szewca we wsi, przyjaciela rzeźbiącego napisy na kijkach z drzewa cedrowego i miejscową bimbrownię. Tu na chwilę się zatrzymujemy. Pomimo, że jest wciąż przed południem grupka kilku chłopaków siedzi w kółku nad butelką przedestylowanego bimbru, zwanego kachasu. Jest naprawdę mocny. Grzeje w żołądek. A produkcja kolejnych litrów mocnego alkoholu trwa w najlepsze. Więc na pewno im nie zabraknie.

Afrykańskie smakołyki z Malawi - miłośnicy kachasu
Afrykańskie smakołyki z Malawi – miłośnicy kachasu

Afrykańskie smakołyki z Malawi – herbata

Idziemy kilka kilometrów główną szutrową drogą w kierunku jednej z wielu plantacji herbaty. Znikamy pomiędzy krzewami herbaty i dochodzimy do pracowników zbierających małe herbaciane listki. Właśnie odbywa się instruktaż dla nowych pracowników, jak należy ścinać listki, które i ile.

Do ścinania dwóch najświeższych listków służą specjalne nożyce połączone z pojemnikiem. Po ścięciu listki lądują od razu w pojemniku. A kilku cięciach zbieracz płynnym ruchem przerzuca listki z pojemnika do kosza, który nosi na plecach. I tak przez cały dzień. Kilkadziesiąt osób idzie ramię w ramię rozpoczynając proces powstawania herbaty. Jedyny plus tej męczącej, żmudnej i zapewne licho wynagradzanej pracy to przepiękne widoki znad zielonych pól na wzgórza Mulanje. Nikt ich na pewno nie podziwia, bo nie ma czasu. Wszyscy skupiają się na swojej ciężkiej pracy.

Po cichu liczyłem na to, że nie będę dziś dużo chodził. Nie do końca to się udaje. Na szczęście znajomy George’a podrzuca nas kilka kilometrów do Mulanje. Dalej wynajmujemy tak zwane miejskie taksówki, czyli młodych chłopaków z rowerami. Podrzucają nas do firmowego sklepu jednej z plantacji. Kupuję kilka opakowań, zdając się na rekomendacje sprzedawcy. Nazywa się First. Wyróżnia się oryginalnym kolorowym pudełkiem i najwyższą ceną. Pozostałe są w zwykłych foliowych torebkach. Za 50 gramowe pudełko zapłaciłem około 6 zł.

Afrykańskie smakołyki z Malawi – krowia skóra

Zaczepiani przez miejscowego wariata staramy się jak najszybciej zatrzymać kolejnych rowerzystów – taksówkarzy i wrócić do miasta. Tym razem naszym celem będzie krowia skóra. Chciałbym jej spróbować. Ale wcale nie jest łatwo znaleźć miejsce, gdzie ktoś akurat przygotowuje potrawę. Trafiamy na pewien ślad. Jesteśmy odsyłani z miejsca na miejsce aż w końcu docieramy w okolice baru „New Zimbabwe”. Kręcimy się jeszcze chwilę po ciemnych i mało przyjemnych zakamarkach aż znajdujemy trzech chłopaków. Dookoła porozrzucane kawałki skóry, nogi, kopyta i kozie głowy. Wygląda to trochę makabrycznie. W kotle gotują fragmenty krowiej skóry. Nie jest jeszcze gotowa. Jej gotowanie to długi proces. Potrwa jeszcze ze dwie godziny. Widocznie nie jest mi dane spróbować specjału. Muszę się zadowolić zdjęciami potrawy, za które oczywiście muszę zapłacić.

Afrykańskie smakołyki z Malawi – chibuku

Na koniec pobytu w Mulanje siadamy we dwóch w zakątku jakiegoś baru i zamawiamy po coli i chibuku. Chibuku to tutejsze piwo. Pisałem już o nim. Smakuje jak kefir z alkoholem. Daję Georgeowi na pamiątkę t-shirt i napiwek za ciekawą wycieczkę. W międzyczasie przyplątuje się do nas miejscowy menel. Prosi o piwo. Nie docierają do niego odmowy. Dochodzi do małej sprzeczki, po której odpuszcza.  A my możemy dokończyć chibuku.

Afrykańskie smakołyki z Malawi - chibuku
Afrykańskie smakołyki z Malawi – chibuku

Przed wyjazdem mam do wyjaśnienia małe nieporozumienie. Wszystko kończy się jednak po mojej myśli. A chodziło o to, że George był podejrzewany przez kogoś o namawianie mnie na spacer po wiosce. A to przecież ja zaproponowałem żeby był moim przewodnikiem.

W drodze do Blantyre

Autobus firmy Axa (jedna z dwóch dużych firm transportowych w Malawi) przyjeżdża spóźniony zaledwie o pół godziny. Wsiadam i za chwilę powinienem odjechać w kierunku Blantyre. Nie odjeżdżam, bo autobus się psuje. Silnik gaśnie zaraz po dodaniu nieco więcej gazu. Kierowca próbuje, kombinuje, stuka. Po kilku minutach prób w końcu odpala i rusza.

W brazylijskim markowym i dość leciwym autobusie Marco Polo jest około 150 miejsc siedzących. Każdy rząd foteli składa się z dwóch części. Po prawej stronie przejścia są dwa miejsca siedzące, po lewej trzy. Zatrzymujemy się w każdej wiosce. Ludzie wsiadają i wysiadają. Jedne bagaże zostają, a inne są ładowane do bagażników. Po każdym postoju mamy kłopot z ruszaniem. Najgorzej jest pod górę. Na jednym z przystanków kierowcę zmienia jeden z pasażerów, który wygląda, jakby pokazywał niedoświadczonemu kierowcy, jak należy prowadzić pojazd. I nie oddaje jednak kierownicy i to on prowadzi autobus.

Mulanje i góry Mulanje
Mulanje i góry Mulanje

Długa droga do Blantyre

Mijamy piękne wzgórza porośnięte zielonymi krzewami herbaty. Na jednym z przystanków dosiada się pan z kogutem w koszyku i pani z kilkoma workami ryżu. Podróż przebiega bez większych zakłóceń. Nagle autobus zmienia trasę i w Limbe staje się autobusem do Lilongwe. Wciąż jednak liczę na to, że dowiezie mnie do Blantyre. Długi postój na dworcu w Limbe to przedsmak kolejnych nieoczekiwanych postojów. Pierwszy zdarza się od razu w bramie wyjazdowej z dworca. Prawdziwy kierowca autobusu po raz kolejny ma problem z pojazdem. Próbując wyjechać z dworca robi to tak nieudolnie, że prawie wjeżdża tylnym kołem do głębokiego rowu. Rozpaczliwe krzyki pasażerów ratują go przed przygodą. Zatrzymał się w ostatniej chwili.

Silnik ciągle gaśnie, więc zastanawiam się, ile czasu jeszcze zajmie ta podróż. Mijamy kilka skrzyżowań i znów postój. Nie bardzo wiem, skąd kolejna przerwa w podróży. Kilka osób wysiada. Mija piętnaście minut. Nic się nie dzieje. Zaczynam się denerwować. Słońce już zaszło i zrobiło się ciemno. Nagle, jak gdyby nigdy nic wszyscy wracają i jedziemy. Domyślam się, że to była po prostu przerwa na zbiorowego papierosa.

W hotelu w Blantyre

W końcu jesteśmy w Blantyre. Na szczęście wybrany przeze mnie hotel znajduje się tuż obok dworca. Nazywa się Doggles. To popularne wśród backpackersów miejsce. Duży, ładny bar. Basen i scena, na której do występu przygotowuje się jakiś zespół. Sporym minusem są jednak niezamykane wieloosobowe pokoje. Mimo wszystko mam wrażenie, że będzie ciekawie. Zamykam plecak w niezamykanej szafce w niezamykanym pokoju i liczę na to, że nic się nie stanie.

Idę do baru. Zamawiam colę i piwo i zaczynam obserwować schodzące się towarzystwo. Biali i czarni mieszkańcy Blantyre i ci, którzy mieszkają w Doggles. Niezła mieszanka narodowości. Są Anglicy, Amerykanie, Malawijczycy, Czesi, ludzie z RPA i inni.

Nocne atrakcje Blantyre

Część gości to stali bywalcy. Koncerty w Doggles odbywają się w każdy czwartek. I właśnie dziś jest czwartek. Do baru podchodzą też Malawijki w dosyć odważnych strojach. Witają się z barmanami. Zdaje się, że to miejscowe dziwki. Wiedzą, że jest tu dużo ludzi szukających rozrywki. Niektóre z nich ubrane w mocno wyzywające stroje uwydatniają wszystko to, co potrzeba. Niektóre są naprawdę ładne. Szukają chętnych na sex.

Na scenie zaczyna się koncert. Grają przyjemne reggae. Robi się tłoczno. Ale nikt nie tańczy. Raczej pije się greeny (lokalne carlsbergi w zielonych butelkach) i rozmawia. Dziewczyny ruszają więc na podryw. Niektóre szybko znajdują adoratorów i wychodzą z baru. A inne wciąż szukają.

Sączę malawijską wódeczkę w rytm malawijskiego reggae. Nagle jedna z najbardziej wyzywająco ubranych dziewczyn postanawia spróbować namówić mnie na sex. Bez ogródek proponuje mi za numerek 15 000 Kwacha (około 30 dolarów). Nie mam ochoty na gratisowe zarażenie AIDS. Niepocieszona dziewczyna odchodzi w poszukiwaniu zarobku przy innym stoliku.

Przed drugą w nocy lokal pustoszeje. Zespół przestaje w końcu grać, a dziewczyny znikają z klientami. Te, które nie znalazły chętnych proszą o 1000 Kwacha na taksówkę do domu.

Wieczór w barze był ciekawym doświadczeniem.

Informacje praktyczne przed podróżą do Malawi

Przed podróżą do Malawi warto zerknąć na kilka wskazówek ułatwiających planowanie podróży do Afryki. Sprawdź, jak zaplanować podróż do Afryki, gdzie znaleźć tanie bilety oraz co spakować. Możesz również sprawdzić, informacje praktyczne dotyczące podróży do Malawi (stan na 2013 rok). A jeśli szukasz kontaktu do sprawdzonego biura, które zajmuje się organizacją safari albo trekkingu w Malawi, napisz po prostu do mnie – postaram się pomóc.

Zdjęcia i wspomnienia z podróży

W galerii znajdziesz zdjęcia z podróży do Malawi i Wszystkie odcinki relacji z podróży do Malawi można przeczytać na blogu z podróży do Malawi.

Pamiątki z Malawi – sklep afrykański z rzeźbami i maskami

Jeśli ciekawią Cię różne oryginalne przedmioty z drewna z Malawi – zajrzyj do mojego sklepu afrykańskiego. Znajdziesz w nim dużo interesujących masek, rzeźb i figurek wykonanych przez artystów z Malawi. Gorąco polecam!

Sklep Szczyty Afryki informacja pozioma

Album fotograficzny ze zdjęciami

Polecam też album fotograficzny „W drodze na najwyższe szczyty Afryki” (jestem jego autorem!) ze zdjęciami z Malawi. Oprócz zdjęć znajdziesz w nim również opowieści z podróży po Afryce oraz wspomnienia i ciekawostki z górskich wędrówek po Afryce. Oczywiście są w nim obszerne fragmenty poświęcone górom Zambii i Malawi. Polecam!

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.