W barze w São Tomé

Alkohol z São Tomé

Alkohol z São Tomé

Pierwszy alkohol z São Tomé wypity. Oizo nie było pyszne. Może dziś znajdę coś lepszego.

Nie musimy, ale zrywamy się o siódmej. Po to, aby rano zrobić dobre zdjęcia. Energia trochę z nas opada i długo wygrzebujemy się z pokoju. Okazuje się, że w cenie pokoju mamy śniadanie. Więc wyjście trwa jeszcze dłużej. Jedno jest pewne – tu jest cieplej niż w Gabonie. Wręcz gorąco. Kilka kroków wystarcza by oblał mnie pot. A słońce nie świeci. Idziemy na bazar. Jest pełen ludzi. Sprzedają wszystko. Owoce (tak, w końcu jest mnóstwo owoców!), warzywa, ryby. Banany, ananasy, mango, papaje, kokosy, karambole, jackfruity, pomarańcze i mnóstwo innych nieznanych. Mnóstwo ryb, orzechy, sałaty, szpinak, pomidory. Po prosu wszystko. Ale dziś ludzie już nie są tacy chętni do zdjęć. Czasem na nas krzyczą albo zasłaniają twarz i towar, który sprzedają. Jak na bazarze. Jak wszędzie. Czasem jednak sami proszę o zdjęcie.

Stare samochody z Wysp Św. Tomasza i Książęcej

Obok targu znajduje się postój żółtych minibusów i taksówek. To istne muzeum motoryzacji. Tak starych i zdezelowanych samochodów nie widziałem nigdzie. Trzeba to samemu zobaczyć żeby uwierzyć. Te złomy nie powinny już jeździć, a jeżdżą. Wielkie połatane, toczące się kawałki przerdzewiałej blachy. Samochody mają po kilkadziesiąt lat. Są niewyobrażalnie pordzewiałe. Bez szyb, klamek, z wielkimi dziurami w karoseriach. Popękane szyby, powyrywane kanapy. Szyby poprzyklejane do reszty samochodu taśmami klejącymi. Szok!

Taksówki w São Tomé
Taksówki w São Tomé

Umawiamy się z Godinho, aby uzgodnić szczegóły jutrzejszego trekkingu. Być może zdecydujemy się też na snorkelling. Razem jedziemy do centrum nurkowego. Ale nic z tego. Nie ma instruktora. Dowiadujemy się też, że to nie jest dobre miejsce na snorkelling. I nie ta pora roku. Spróbujemy jeszcze w innym miejscu wyspy. Może w Santanie. Godinho podwozi nas jeszcze to fabryki czekolady Claudio Corallo. Włoch, będący właścicielem zaprasza nas do środka, gdzie opowiada o swoich produktach. Pokazuje wyroby. Możemy spróbować kilku rodzajów czekolady. Na koniec dostajemy w prezencie po dwa opakowania. Będziemy mieli pamiątkę.

Palmowe wino

Tymczasem rozstajemy się z Godinho. Zobaczymy się jutro o 6.30. Jedziemy minibusem do Santany. Wysiadamy nieco za wcześnie. Dzięki spacerowi przez wioskę obserwujemy czym zajmują się ludzie. Głównie piciem palmowego wina. Stragany z wiadrami pełnymi wina są wszędzie. Smakosze też. Dziś jeszcze nie jestem na nie gotowy i trochę słabo byłoby dostać rozwolnienie tuż przed wyprawą w góry. Ale obiecuję sobie, że po zejściu z góry wypiję takie winko.

Drewniany skuter

Naszym celem jest centrum nurkowe. Niestety nici ze snorkellingu. Odradzają nam uczciwie. Woda jest mętna i nie ma dużo ryb. W zamian za to postanawiamy po raz pierwszy zanurzyć się w wodach Oceanu Atlantyckiego. Woda jest całkiem przyjemna. Piaszczysta plaża też. Widoki w zasadzie też. Choć pracujące na plaży koparki nieco psują tą przyjemną chwilę. Dzieciaki snują się po okolicy nieśmiało. Ale dostrzegają nasze zainteresowanie ich drewnianym skuterem. Już nie mają hamulców. Pozują do zdjęć. A my sami również wsiadamy na drewniany wehikuł i robimy kilka zdjęć. Towarzyszą nam przez większą część powrotnej drogi.

Drewniany motocykl własnej roboty na São Tomé
Drewniany motocykl własnej roboty na São Tomé

Wracamy do stolicy São Tomé minibusem. Akurat w porze kolacyjnej. Zjemy tam gdzie wczoraj. Spróbujemy inną rybę. To chyba tuńczyk. Ale pewności nie mam. Jest przepyszny.

Zmierzch przychodzi szybko, nie pozwalając już na wiele zdjęć. Mimo wszystko idziemy po raz kolejny na bazar. Może uda nam się kupić koszulki z flagą São Tomé. Rano kupiliśmy kolorowe czapeczki z flagą. Mielibyśmy komplet. Niestety. Jest za późno.

Mosquito – alkohol z São Tomé

Postanawiamy odwiedzić jeszcze supermarket. Przy okazji zobaczymy jakie są miejscowe specjały. Być może będą takie, które będziemy mogli zabrać do Polski. Musimy też kupić trochę wody na jutrzejszy trekking. Oczywiście, że są! Jogurt z trzciny cukrowej i dżem z jackfruita. Do tego nalewki o wyjątkowych smakach. Na przykład zielonkawa o nazwie mosquito. Nazwa brzmi dziwnie. Chyba nie robią go z komarów? A może to płyn zapobiegający ukąszeniom do stosowania od wewnątrz? Sprawdzę. Zastosuję go dziś wieczorem. Wleję małą buteleczkę. Druga nalewka nazywa się Canela i jest o smaku cynamonowym.

W barze w São Tomé
W barze w São Tomé

Obładowani torbami i butelkami z wodą próbujemy złapać taksówkę, czyli jakiegokolwiek żółtego gruchota. Niestety jest późno i ciemno. Jesteśmy kawałek od centrum i tu chyba taksówki nie docierają. Zatrzymuje się za to motorek. Ale jak wsiąść we dwóch z plecakami i siatami pełnymi zakupów. Zaraz jednak pojawia się drugi. Ten jest nieoświetlony. Po paru mitutach jazdy i pokazywania palcem dokąd mają jechać docieramy na miejsce. Nareszcie można odpocząć. Kręgosłup trochę boli od noszenia plecaka.

Nie mogę się doczekać degustacji smakołyków. Wieczorną porcję malarone na komary popijam nalewką z mosquito. Bezcenna chwila

Zdjęcia i relacja z podróży do Gabonu

Zdjęcia z podróży do Gabonu

Pozostałe odcinki relacji z podróży do Gabonu na blogu

Informacje praktyczne i wskazówki przed podróżą do Gabonu

Gabon – informacje praktyczne

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.