Dzień w Kampali

Dzień w Kampali

Dzień w Kampali

Budząca się ze snu Uganda wygląda inaczej niż Kenia. Budynki są proste, niskie, ale tak samo jak w Kenii pomalowane w kolorowe reklamy telefonii komórkowych, firm produkujących farby, no i oczywiście coca coli. Jest mniej samochodów. Za to wszędzie widać motocykle i rowery. Drogi są bardziej dziurawe. Jest też więcej szutrowych odcinków. Poranny przejazd przez przedmieścia Kampali potęguje w nas uczucie niepewności. Dzień w Kampali właśnie się zaczyna. Jak tu jest?

Nad ranem zaczepiamy siedzącego obok chłopaka o noclegi w Ugandzie. Początkowo zastanawialiśmy się, czy przypadkiem nie zmarł po drodze, bo od kilku godzin leżał przykryty kurtką bez ruchu. Na szczęście wszystko z nim w porządku. Okazuje się bardzo ciekawym człowiekiem. Pochodzi z Ugandy, ale na co dzień mieszka z RPA. Do prowadzonych przez siebie sklepów w RPA i Zambii sprowadza z wielu miejsc spodnie. Nie prowadzi swoich interesów w tym kraju, bo jak mówi, Uganda to biedny kraj. Ludzie nie mają pieniędzy, a system podatkowy jest nieprzyjazny. Podatki są wysokie i do tego jest wszechobecna korupcja. Mówi, że przez kilka lat mieszkał w Korei Południowej i Japonii. Docelowo chciałby mieszkać w Korei. Jest muzułmaninem i ma dwie żony. Jedną w Ugandzie, a drugą w RPA. Nienawidzi Amerykanów. Facet interesuje się historią świata i sprawia wrażenie dobrze wykształconego.

Kampala nieco nas przeraża. Czujemy się nieco zagubieni. Chłopak z autobusu pomaga znaleźć taksówkę do hotelu. Wyjaśnia kierowcy, dokąd ma jechać i uzgadnia za nas cenę. Wsiadamy i w pierwszej kolejności jedziemy do kantoru, a później do hotelu New Appendix. Nie podoba nam się. Nie ma moskitiery nad łóżkami, co definitywnie przekreśla jego szansę. Prosimy o podwiezienie do Red Chilli Hideaways. Dorzucamy do wcześniejszej ceny 5 dolarów za podwózkę. Kierowca oczywiście całą drogę kręci nosem, narzeka i stara się targować. Ostatecznie zgadzamy się mu dać 40 000 ugandyjskich szylingów.

Dzień w Kampali: Red Chilli Hideaways

W drodze do hotelu nasza uwagę zwraca ogromna ilość marabutów. Są wszędzie. Niemal na każdym drzewie jest ich kilka. Są obrzydliwe. Szybują nad miastem. Z daleka wyglądają jak bociany, ale w przeciwieństwie do nich są paskudne.

W Kampali

Jesteśmy zadowoleni z wybranego noclegu. Jest tanio i czujemy się bezpiecznie po niezbyt przyjemnym pierwszym wrażeniu zrobionym przez Kampalę. Rzucamy się na colę, jakbyśmy byli od niej uzależnieni. Nareszcie możemy odpocząć. Logujemy się do Internetu, bo nie wiadomo kiedy znowu będzie szansa. W Red Chilli Hideaways internet mamy bez ograniczeń.

Popołudniu ruszamy na miasto. Wsiadamy do przejeżdżającego matatu i jedziemy kupić bilety na autobus pocztowy do Kassese. Oby tylko nie okazał się tak straszny, jak ten z Nairobi. Poszło sprawnie. Drugi punkt organizacyjny kolejnej części podróży to wizyta w biurze Rwenzori Mountaineering Services. Tu powinniśmy dogadać szczegóły trekkingu.

Przemykamy pod drzewami pełnymi marabutów. Zastanawiamy się, czy zaraz coś na nas nie spadnie. Prześcigamy się też w domysłach, co one jedzą? Widzimy je często na wysypiskach śmieci, więc z pewnością tam znajdują swoje smakołyki. Mam również ciekawe spostrzeżenie, że w Afryce do tej pory nie widziałem gołębi. Czyżby ich nie było na tym kontynencie?

Załatwiamy formalności związane z trekkingiem. Płacimy niemal 1 000 USD od osoby za siedmiodniowy trekking. To powoduje, że jesteśmy nieco spokojniejsi. Nie mamy ze sobą zbyt dużo pieniędzy.

Zwiedzanie Kampali

Zakupy przed powrotem do Red Chilli

W drodze powrotnej zahaczamy o supermarket i sklep z maskami. Kupuje kilka. Gdybym wiedział wcześniej, że maski kosztują w Ugandzie około 15 – 20 USD, nie kupowałbym w Kenii ani jednej. Ale nie żałuję. Samo targowanie było przednią zabawą, a że zamiast 10 masek, mam 3, w tej chwili nie ma to znaczenia.

Do Red Chilli mamy spory kawałek. Zastanawiamy się, jak wrócić. Matatu i taxi nie wchodzą w grę, bo korki są olbrzymie. Idziemy więc śladami Ugandyjczyków i wynajmujemy motorowe taxi czyli boda-boda. Trzech gości wiezie nas przez dziurawe ulice Kampali. Pierwszy raz w życiu siedzę na motocyklu. Super przygoda, chociaż szczerze mówiąc nie czuję się komfortowo.

Dość szybko mkniemy ulicami Kampali. Przeciskamy się pomiędzy matatu i innymi boda-boda. Wciąż ostro hamujemy, albo przyśpieszamy. A do tego omijamy ogromne dziury unikając jednocześnie zderzenia z innymi pojazdami. Istna jazda bez trzymanki.

Po powrocie musimy się przepakować. Niepotrzebne podczas trekkingu przedmioty zostawimy w depozycie hotelowym.

Nagle robi się ciemno i niestety nie pomaga nam to w pakowaniu. Wyłączyli prąd. Wiatraki nie działają. Pocimy się w pokoju strasznie. Nie możemy otworzyć okien, bo zaraz mielibyśmy pełno komarów i innych nieproszonych gości w pokoju. Atmosfera jest naprawdę gęsta. Nie pomaga w tym również suszące się pranie i cuchnące górskie buty. Lepiej tu nie wchodzić. W nocy nagle pojawia się prąd. Robi się głośno, jakby nadeszła wichura i ulewa. Zrywam się na równe nogi. Po chwili wiem jednak, co się dzieje. To nasz wiatrak nagle zaczął działać. Zmniejszam jego moc i rozkładam moskitierę, której nie zdążyłem rozwinąć przed zaśnięciem i zasypiam po raz drugi.

Informacje praktyczne i wskazówki przed podróżą do Ugandy i Kenii

Przed podróżą do Ugandy i Kenii warto zerknąć na kilka wskazówek ułatwiających planowanie podróży do Afryki. Sprawdź, jak zaplanować podróż do Afryki, gdzie znaleźć tanie bilety oraz co spakować. Możesz również sprawdzić, jakie są koszty organizacji safari w Kenii. A jeśli szukasz kontaktu do sprawdzonego biura, które zajmuje się organizacją safari albo trekkingu w Kenii lub Ugandzie, napisz po prostu do mnie – postaram się pomóc.

Zdjęcia i wspomnienia z podróży do Ugandy i Kenii

W galerii znajdziecie zdjęcia z podróży do Ugandy i zdjęcia z podróży do Kenii. Wszystkie odcinki relacji z podróży można przeczytać na blogu z podróży do Ugandy i Kenii.

Album fotograficzny ze zdjęciami z Ugandy i Kenii

Polecam też album fotograficzny „W drodze na najwyższe szczyty Afryki” (jestem jego autorem!) ze zdjęciami z Ugandy i z Kenii. Oprócz zdjęć znajdziesz w nim również opowieści z podróży po Afryce oraz wspomnienia i ciekawostki z górskich wędrówek po Afryce. Oczywiście są w nim obszerne fragmenty poświęcone górom w Kenii i Ugandzie. Polecam!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.