Gonder – Zamki

Gonder – zamek, sowy i papugi

Gonder

Nie podobała mi się Addis Abeba. No może poza pierwszymi dwoma godzinami. Czemu te afrykańskie stolice są takie inne, nijakie? To, co na pewno widać to nowoczesność przeplatająca się z biedą. Szklane budynki, wiadukty, kolej i rozpadające się budynki z blachy i cegieł, żebracy i bezdomni. Cy spodoba mi się Gonder?

Na lotnisko docieram punktualnie. Bardzo jestem ciekawy, czy Gonder mi się spodoba. Podobno to ładne miejsce. Na razie nadałem bagaż i czekam na lotnisku na Michała. Zastanawiam się, czy uda mu się zdążyć z wszystkimi formalnościami na samolot do Gonderu. Siedzę i piję colę. Piszę wspomnienia. Postaram się to robić na bieżąco żeby nic nie umknęło z pamięci. Żeby było na świeżo z emocjami. Zobaczymy kiedy przestanie być na bieżąco. Dowiaduję się właśnie, że Bartek, z którym miałem się spotkać w samolocie ze Stambułu do Addis jest już w Etiopii. On jest. Ale jego bagaż jeszcze podróżuje po świecie. Może to dobrze, że poleciałem inną trasą. Pojawia się Michał. Połowa spraw załatwiona. Bagaż do Gonderu nadany. Jeszcze wiza. Jest wiza. Ale jeszcze pieczątka. Nie ma pieczątki. Najpierw trzeba podać nazwę hotelu. Michał wraca się kilka razy. Aż w końcu udaje się wszystko załatwić i możemy wsiadać do samolotu.

Krótki lot do Gonder

To będzie krótki lot. Tylko 260 km. Krajobrazy przesuwają się pod nami. Mijamy urwiska, góry, rozpadliny i jezioro Sana. Lądujemy w Gonderze. Jest przyjemnie ciepło. Jesteśmy wciąż na wysokości ponad 2000 m n.p.m. Więc upał nas omija. Na razie. A jaki hotel nam się trafił! Zapłaciliśmy wprawdzie po 20 USD za osobę, a jesteśmy w czterogwiazdkowym hotelu Florida. Chyba nigdy jeszcze w Afryce nie nocowałem w tak luksusowym miejscu. Czysto. Bardzo czysto! Jest basen i czyściutka łazienka, pościel i telewizor. Wow! Czy ja nadal jestem w Afryce? Są wprawdzie małe afrykańskie niedociągnięcia i patenty. Ale to nie przeszkadza. Zresztą, co to by był za hotel gdyby ich nie było. Wrażenie robi ogromne.

Gonder
Gonder – Taksówki

Nierozłączki czarnoskrzydłe w Królewskiej Dzielnicy

Ogarniamy szybko kolejną wymianę USD na birry, organizujemy trekking i możemy zwiedzać. Zaczniemy od wizyty w Fasil Ghebii, czyli Królewskiej Dzielnicy. Można tu znaleźć ruiny i kilka zachowanych w niezłym stanie zamków. Najprawdziwszych zamków! W tym między innymi zamek Fasilidesa z kamienia pochodzący z 1640 roku. To budowle w większości pochodzące z XVII wieku. Jesteśmy zachwyceni. Po pierwsze to fantastyczne budowle, w niezłej kondycji. Po drugie jest niesamowita pogoda i piękne chmury, które sprzyjają robieniu fantastycznych zdjęć. A po trzecie, zaraz po wejściu na teren dzielnicy znajduję drzewo, w którym swoje dziuple mają papugi: Nierozłączki czarnoskrzydłe (Black-winged Lovebird). Piękne, zielone ptaki z czerwonymi dziubkami. Podchodzę blisko i spędzam kilkanaście minut na zdjęciach papug zamiast na oglądaniu zamków.

Czego więcej można chcieć. Już jest fantastycznie. Fotografuję bez opamiętania, po czym jednak idę na spacer po terenie zamkowym. Nagle dzieje się kolejna nieoczekiwana rzecz. Co takiego? Pomiędzy gałęziami widzę sowę. To dopiero czwarta sowa, jaką widzę w życiu. Pierwsza była w Botswanie. Druga w Białowieskim Parku Narodowym. Trzecia też. A czwarta tu. Tym razem widzę Puchacza szarego. Piękny. Nawet Michałowi udziela się ten zachwyt. Świetne są te zamki i okolice. Spędzamy tu ponad godzinę. Bardzo mi się podoba.

Nierozłączka czarnoskrzydła
Gonder – Nierozłączka czarnoskrzydła

Debre Birhan Selassie

Ale w Gonder jest jeszcze kilka atrakcji do zobaczenia. Na przykład kościół Debre Birhan Selassie i łaźnie Fasilidesa. Ale po kolei. Przewodnictwo po Gonderze zostawiam Michałowie. Idziemy wzdłuż zamkowego muru. Wchodzimy w międzyczasie na teren jednego z przylegających kościołów. Tak nam się przynajmniej wydaje. Siadamy na schodkach i czekamy. Ciekawe co się stanie. Zbiegają się dzieciaki. Proszę o kasę. Nie dajemy. Dzieciaki są niezmordowane. Cierpliwie siedzimy i komentujemy po polsku. A dzieci nie ugięte. Kasa i kasa. Wychodzimy. Gdy mijamy jakiś przydrożny bar zastanawiamy się, czy nie wejść na piwo. W sumie czemu nie. Jakiś chłopak nas zagaduje i zachęca. Opowiada o swoim zakładzie fryzjerskim, który jest tuż obok. Namawia na swoje usługi. No ja sobie włosów nie obetnę, bo gdzie. Ale on nie zrażony proponuje golenie. Nie, dzięki. Rozmawiamy i jednocześnie siadamy przed wejściem do baru.

Piwo St. George Beer

Zamawiamy po browarze. Butelka etiopskiego piwa St. George Beer kosztuje 15 birrów, czyli około 3 zł. Wypijamy. W międzyczasie pojawia się mała dziewczynka. Przytula się i jednocześnie próbuje otworzyć klapę od plecaka. Spodziewałem się tego. Przestaje. Nudzi się jej. Podchodzi do kranu z wodą i pije. Nie uchodzi to mojej uwadze. Robię fajne zdjęcia. Jej też się to podoba. Powtarza i cieszy się, gdy jej pokazuję zdjęcia. W podziękowaniu dostaje balona. Czas iść dalej. Gubimy drogę i wchodzimy w zakamarki i boczne uliczki. Tym lepiej. Idziemy wolno. A przed nami spory kawałek do przejścia. Po drodze znajduję sklep z płytami. Prawie ubijam interes. Prawie wymieniłem mojego pendrive na pamięć z etiopską muzyką. Ostatecznie nic z tego nie wychodzi. Szkoda, bo to były wpadające w ucho kawałki.

Gonder – Zamki
Gonder – Zamki

Idziemy dalej robiąc co jakiś czas zdjęcia. Ludziom, ptakom, przyprawom, osłom, wszystkiemu, co wydaje się inne, ciekawe, wyjątkowe. Trójkołowe riksze, powozy z osłami, taksówki. Dochodzimy w końcu do kościoła. Za 100 birrów wchodzimy do bogato zdobionego budynku.

Łaźnie Fasilidesa

Droga powrotna jest długa. Myślimy, czy nie podjechać tuktukiem, ale targowanie nam nie za bardzo wychodzi i wydaje się, że cena, którą usłyszeliśmy jest trochę przesadzona. Wstępujemy gdzieś na kawę. Filiżanka kawy kosztuje 5 birrów. Obserwujemy toczące się życie. Chłopiec czyszczący buty, ludzie prowadzący niewidomych. W Gonder zauważamy wielu niewidomych. Przeważnie z opiekunami. Czemu, jeszcze nie wiem. Dalszą drogę do łaźni Fasilidesa odbywamy rikszą, co sprawia nam niezłą frajdę. Nie zapominam nakręcić filmu z drogi i zrobić kilku selfików. Do łaźni wchodzimy na te same bilety, które działały na zamkach.

To znów fantastyczna miejscówka. Drzewa porastające betonowy płot basenu. Kolosalne wrażenie. Ile ta konstrukcja może mieć lat? 50? 100? A może nawet ponad 300? Etiopczycy powoli przygotowują się do święta Timkat. To tu, w tym basenie odbędą się wyjątkowe uroczystości. Betonowy basen zostanie wypełniony wodą, a uczestnicy będą pływać wokół budynku, który stoi na środku. Tuż obok basenu powstaje trybuna dla widzów z gałęzi i patyków. Nie mam pojęcia, jak ta konstrukcja będzie w stanie utrzymać wszystkich ludzi. Obchodzimy basen dookoła. Nagle coś przykuwa moją uwagę. Sowa! Nie mogę uwierzyć. Znowu sowa! Zdążyłem ze zdjęciem zanim odfrunęła. Ale się cieszę. Tym razem to była Płomykówka. Szukam jej jeszcze przez chwilę w gałęziach okolicznych drzew. Znajduję. Po chwili ucieka.

Płomykówka
Gonder – Płomykówka

Różne spostrzeżenia

Wracamy do hotelu. To koniec zaplanowanych atrakcji na dziś. Mamy ze 3 kilometry do przejścia. Coraz łatwiej idzie mi fotografowanie ludzi. Gdzieś po drodze odwiedzamy krawca, który skraca Michałowi spodnie. Ja w tym czasie obserwuję ceremonię parzenia kawy. Po przeciwnej stronie przypatruje się jej też krowa. Nikt się jej obecnością nie przejmuje. Przed zmrokiem jesteśmy w hotelu. Tylko na chwilę. Musimy w końcu coś zjeść. Poza kanapką z samolotu nic dziś nie jadłem. Ale nie czuję głodu. Szybko znajdujemy przyjemną knajpkę. Co zamawiamy? Indżerę! Dwie. Nie do końca wiemy z czym będzie. Jest kapusta, baranina, biały ser, no i kwaśna szmata. Zaczyna mi smakować. Muszę przywyknąć.

W całkowitych ciemnościach wracamy do hotelu. Nie czujemy jedak strachu. Jest przyjemnie ciepło. W przydrożnej budzie tuż pod hotelem kupujemy na noc wodę do picia. Miło odpocząć w takich warunkach. Trzeba się jeszcze przepakować przed jutrzejszym trekkingiem. Przy dźwiękach z telewizora zanurzam się w notatkach i pobieżnym przejrzeniu fejsa przez WIFI. Pobieżnie, bo WIFI kiepsko działa. Przewracam się z boku na bok. Nie jestem w stanie pisać dłużej niż godzinę, bo jest niewygodnie. W końcu idę spać. Ale nie zasypiam. Ciągle mam wrażenie, że ktoś może wejść do nas przez okno. Czuwam więc całą noc i zasypiam na dłużej dopiero nad ranem. Tylko na chwilę.

Gonder – Hard Rock Cafe
Gonder – Hard Rock Cafe

Zdjęcia z trekkingu i z podróży do Etiopii

Poszczególne odcinki relacji z Etiopii znajdziecie tu: Relacja z Etiopii na blogu.

Zdjęcia z trekkingu i z podróży do Etiopii znajdziecie w galerii: Etiopia 2016.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.