Kenia – Mount Kenya, Masai Mara, Nairobi National Park

Kenia – Mount Kenya, Masai Mara, Nairobi National Park

Nowoczesna metropolia – Nairobi

W styczniu w naszym kraju panuje sroga zimna, sypie gęsty śnieg. Kenia wita nas siedemnastoma stopniami w nocy i przyjemną ciepłą bryzą. Miła odmiana. Do Nairobi przybywamy nocą, bo duża część linii lotniczych wykorzystuje noc na przeloty międzykontynentalne i przywozi turystów do Kenii w środku nocy lub nad ranem.

Jeff czeka na nas na lotnisku. Będzie nam towarzyszył podczas całej podróży. Zawozi nas małym busikiem do hotelu w centrum Nairobi. Na drzewach wzdłuż naszej trasy śpią ibisy i brzydkie wielkie marabuty. Oprócz nich mijamy kilka pomników słoni. To chyba wstęp do Safari, na które udamy się za kilka dni. Ale tylko ja zauważam nocą kształty zwierząt, bo tylko ja doświadczyłem wcześniej przygody na Safari. Zresztą towarzysze śpią.

Mount Kenya
Mount Kenya

Budzimy się wraz z ptakami, które śpiewają za oknem. Zwiedzanie Kenii zaczynamy od Nairobi. To bardzo nowoczesne i czyste miasto. Góruje nad nim kilka nowoczesnych wieżowców, a na jednym z nich (Kenyatta International Conference Centre) oprócz lądowiska helikopterów znajduje się znakomity punkt widokowy. Wypatrujemy z niego Uhuru Park (czyli Park Wolności w języku suahili). Już za parę chwil odpoczywamy w nim wraz z mieszkańcami Nairobi popijając coca-colę (którą w Afryce możemy znaleźć zawsze i wszędzie). Obserwujemy orły szybujące nad jeziorem. Na kolację udajemy się do restauracji Carnivore Pokonujemy ogromne korki i przebijamy się do innej części miasta. Ze względów bezpieczeństwa przed wjazdem na teren restauracji samochód sprawdzany jest wykrywaczem bomb. Nie wykryli u nas bomb. Ale do spraw bezpieczeństwa podchodzą bardzo poważnie. Na miejscu płacimy 35 dolarów i możemy jeść do upadłego różne mięsa z grilla. Po kolei próbujemy indyka, udko i skrzydełko kurczaka, wołowinę, wieprzowinę, strusia, krokodyla i barana. Rząd kenijski od 2004 roku wprowadził zakaz sprzedaży mięsa dzikich zwierząt. Dlatego w przeciwieństwie do siostrzanych restauracji z RPA czy Namibii nie mamy możliwości spróbowania mięsa elanda, kudu, guźćca, czy zebry. Najbardziej egzotycznymi daniami pozostaną struś, krokodyl i bycze jajka. To i tak dużo wrażeń smakowych jak na pierwszy dzień.

Nairobi - stolica Kenii
Nairobi – stolica Kenii

W Kenii za większość rzeczy możemy zapłacić zarówno kenijskimi szylingami, jak i dolarami. Trzeba tylko pamiętać, że muszą to być dolary nowe – „z dużymi głowami” i o dużych nominałach (najlepiej studolarowe), bo starszych niż pięcioletnich banknotów nikt nie chce przyjmować. Na potrzeby drobniejszych zakupów lepiej wymienić dolary w jednym z licznych kantorów albo skorzystać z licznych bankomatów. Za najczęstsze atrakcje, na które decydujemy się w Kenii, czyli safari i trekkingi płacimy jednak dolarami.

Płacimy więc Jeffowi za organizację trekkingu i nie możemy się doczekać. Rano wyruszymy na drugi najwyższy szczyt Afryki – Mount Kenyę.

Śnieg i lód na równiku – Mount Kenya

Z Nairobi do parku narodowego Mount Kenya wyjeżdżamy szeroką autostradą, choć szczerze mówiąc dopiero w przyszłości może to będzie autostrada. Póki co jest to szeroka droga – mniej więcej trzypasmowa w każdą ze stron. Celowo mówię mniej więcej, bo w rzeczywistości w każdą ze stron równolegle porusza się tyle pojazdów, ile się mieści na całej jej szerokości. Czasem pojawiają się przeszkody. Z bliżej nieznanego powodu fragmentami brakuje asfaltu. Może to kenijska wersja progów spowalniających? Ale na autostradzie? Z kilometra na kilometr droga jest coraz węższa. Pojawia się charakterystyczna czerwona afrykańska ziemia. W oddali dostrzegamy ośnieżone wierzchołki wulkanu. Mijamy równik i po trzech godzinach znajdujemy się przy bramie wejściowej do parku narodowego. Wybraliśmy drogę Sirimon Route, jedną z kilku, które prowadzą na szczyt.

Podczas trekkingu na Mount Kenya
Podczas trekkingu na Mount Kenya

Mount Kenya, w przeciwieństwie do leżącego około 400 km na południe Kilimanjaro to wulkan, na którego najwyższy wierzchołek bez umiejętności wspinaczkowych nie będziemy w stanie wejść. Nic straconego. Na nasze szczęście Mount Kenyę tworzy kilka wierzchołków. Dwa najwyższe (Batian – 5199 m n.p.m. i Nelion – 5188 m n.p.m.) zostawimy bardziej doświadczonym „wspinaczom”. My będziemy zdobywać ten trzeci – trekkingowy – Pt. Lenana (4985 m n.p.m.). Aby go zdobyć nie musimy się wspinać. Wystarczy, że posiadamy w miarę dobrą kondycję i dobrze znosimy wysokość.

Przed nami 4 dni wędrówki z przewodnikiem, tragarzami i kucharzem. Pierwszego dnia wędrówka nie jest zbyt długa. Zaledwie trzy godziny i znajdujemy się na wysokości 3300 m n.p.m. w Old Moses Hut. To niewielka chatka z kilkoma pokojami. Znajdują się w nich po 4 piętrowe łóżka i przewiewne okna. Dzięki temu mamy świeże powietrze. Aż za dużo.

Noc w górach
Noc w górach

Drugiego dnia wędrujemy przez jedną z najpiękniejszych dolin – Mackinder Valley. Długa na kilka kilometrów dolina tonie w słońcu. Chłodny wiatr został osłonięty przez zbocze i jest upalnie. Do tego pojawiły się wspaniałe drzewa – senecje. Krajobrazy są przepiękne: szumiący strumyk, piękne skały, a w oddali śniegi Mount Kenii. I trzydziestostopniowy upał. Do Shipton’s Camp – drugiego miejsca noclegowego dochodzimy po około 7 godzinach. Przed nami wznoszą się już tylko trzy najwyższe wierzchołki Mount Kenii, wszystkie w śniegu.

Do ataku szczytowego przystępujemy nocą. Wyruszamy po ciemku, aby dotrzeć na szczyt o wschodzie słońca. Tysiące gwiazd oświetla nam drogę. Jest -15 stopni, ale podniesiony poziom adrenaliny rozgrzewa nas wystarczająco. Nie czujemy chłodu nocy. Docieramy do przełęczy nad jeziorem Harris Tarn. Naszym oczom ukazuje się wspaniały widok gór malowanych kolorami wschodzącego słońca.

Wschód słońca na Mount Kenya
Wschód słońca na Mount Kenya

Jest pomarańczowo. Pomarańczowe skały, śnieg i my. Krajobraz marsowy. Zostało jeszcze 200 metrów do szczytu. Ostatnie podejście. Trzymamy się łańcuchów, idziemy po klamrach zamontowanych w skałach. Nagle ponad nami pojawia się łopocząca blaszana kenijska flaga z nazwą wierzchołka Pt. Lenana i jego wysokością. Mount Kenya zdobyta! Dookoła rozpościera się wspaniały widok na Kenię. W oddali widać też Kilimandżaro!

Śnieg w Kenii
Śnieg w Kenii

Nie wytrzymujemy zbyt długo na szczycie. Przenikliwy wiatr każe jak najszybciej schodzić. Wracamy, schodząc na drugą stronę przełęczy. Krajobraz jest inny. Duża liczba malowniczych jeziorek i zieleń. Potężna dolina Gorges valley wywiera na nas ogromne wrażenie. Po ponad trzynastu godzinach wędrówki docieramy do celu. Na koniec trzeba być czujnym, aby nie natknąć się na słonie. Upodobały sobie teren Meru Mount Kenya Lodge na miejsce odpoczynku. My też. Nasz sukces świętujemy butelką piwa Tusker i coca-colą.

Widok z Point Lenana
Widok z Point Lenana

Czwartego dnia ostatni raz podziwiamy piękny widok na Mount Kenyę. To już prawie koniec trekkingu. Czeka nas tylko krótki przemarsz przez bambusowy las i kilkunastokilometrowa przejażdżka samochodem terenowym do Chogorii, skąd już prosta droga do Nairobi.

Zebry z widokiem na wieżowce – Nairobi National Park

Po intensywnym trekkingu zasłużyliśmy na odpoczynek podczas safari. Odwiedzimy piękne i bogate w dzikie zwierzęta kenijskie parki narodowe. Na początek wybieramy Nairobi National Park. Na Safari wyjeżdżamy z samego rana. Z każdym kilometrem pojawia się coraz więcej stad zebr, antylop, gazeli. Lwy leżą wśród wysokich traw, a pojedyncze guźce raźno biegają w ich towarzystwie. Spotykamy stado nieśpiesznie spacerujących bawołów, złowrogo spoglądających spod swoich rogów. W oddali widać wieżowce Nairobi. Ten park ma wielką zaletę, bo pozwala spędzić kilka godzin wśród dzikich zwierząt bez konieczności pokonywania dużych odległości do dalekich Masai Mara, czy Samburu. A słonie? Niestety. Żeby zobaczyć słonie musimy jeszcze poczekać. Tu ich nie ma. Park jest za mały.

W Nairobi National Park
W Nairobi National Park

Jeff zawozi nas nad rzekę. W towarzystwie uzbrojonego w karabin rangersa idziemy się przejść wzdłuż brunatnej rzeki. Szukamy hipopotamów. Niestety nie udało się. Spotykamy jedynie wielkie żółwie, krokodyla i małpy. Żołnierz pokazuje nam ślady po wielkim wężu, drzewo, na którym dzień wcześniej odpoczywał leopard i ścieżkę nosorożców i hipopotamów. Te drugie, aby wrócić do rzeki po spacerze wśród zarośli ześlizgują się do niej ze stromego brzegu, bo nie są w stanie zejść. Wyobrażacie sobie jadącego na brzuchu z górki do wody wielkiego hipopotama? To musi być komiczny widok. Wizyta w Nairobi National Park nie trwa zbyt długo. To niewielki rezerwat. Na prawdziwe Safari pojedziemy jutro.

Pomysłowość i coca cola
Pomysłowość i coca cola

Skok z Kenii do Tanzanii – Masai Mara

Stoimy obok samochodu terenowego i nerwowo rozglądamy się dookoła. Pierwsza zasada w parkach narodowych Afryki – nie wolno opuszczać samochodu. Ufamy Jeffowi, ale od samochodu nie odchodzimy. Jeff bez żadnych obaw rozkłada koc na kamieniu i przygotowuje lunch. Dziś będą kanapki z pysznym bananowym dżemem, słodkimi patatami, arbuzem i marakują. Przynosi nam przysmaki. Wpatrujemy się ciekawie w grupę szybujących sępów. Krążą nad jakimś punktem po drugiej – tanzańskiej stronie rzeki. Zapewne czekają aż lwy skończą swoją ucztę. A może lwy dopiero szukają odpowiedniego posiłku? Staramy się o tym nie myśleć. Zachwycamy się pięknem Masai Mara i przypominamy sobie dobrze znane sceny z wielkiej migracji.

Zebry i wieżowce
Zebry i wieżowce

Masai Mara to mniejsza – kenijska część słynnego Serengeti leżącego w większości na terytorium Tanzanii. Region ten odbywa kluczową rolę w corocznej wielkiej migracji zwierząt we wschodniej Afryce. Wystarczy skok przez rzekę i jesteśmy w Tanzanii. Proste? Może i proste, ale nieco ryzykowne. Chyba każdy z nas kojarzy sceny z przyrodniczych filmów emitowanych w telewizji pokazujących ogromne wielotysięczne stada zebr i gnu skaczących przez wzburzone wody rzeki i uciekające przed polującymi na słabsze osobniki krokodylami. Sceny są tak charakterystyczne, że spożywając lunch widzimy oczami wyobraźni biegające dookoła samochodu gnu.

Para strusi afrykańskich
Para strusi afrykańskich

Nagle Jeff w pośpiechu zbiera wszystko i wracamy do samochodu. Po chwili orientujemy się dlaczego. Stado słoni przechodzi obok nas, aby przeprawić się na drugą stronę niezbyt rwącej o tej porze roku rzeki. Nie zwróciły na nas uwagi. Wiemy jedno – nigdy więcej nie wysiądziemy z samochodu. Dalszą część safari pokonujemy wyglądając przez otwarty dach busika. Przez drogę przebiega szakal trzymając w pysku nogi niewielkiej antylopy. Walka o przeżycie trwa. Spotykamy kolejne stada zebr i pojedyncze żyrafy. Do tej pory nie udało nam się wytropić tylko czarnego nosorożca. To dlatego, że jest ich niewiele. Populacja nosorożców jest dopiero odbudowywana. Wieczorem wsłuchujemy się w całą gamę odgłosów Masai Mara i postanawiamy, że w przyszłym roku wrócimy do Kenii, aby spotkać nosorożce.

Zebry w Kenii
Zebry w Kenii

Zobacz zdjęcia z Kenii

2 komentarze

  1. Nairobi to rzeczywiście fajne miasto – pełne życia i pozytywnych wibracji. A co do Mount Kenya, to z jakiegoś powodu byłam przekonana, że jest dużo niższa. Fantatyczne widoki – kolory trochę jak na Marsie 🙂

    1. Mount Kenya to druga pod względem wysokości góra Afryki, jedna z trzech której wysokość przekracza 5000 m n.p.m.. A widoki na każdym afrykańskim szczycie o wschodzie słońca są jak z Marsa. Podobnie było na Rwenzori w Ugandzie, na Mount Meru i na Kili w Tanzanii. Fajnie to zobaczyć. Polecam!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.