Kolmanskop

Kolmanskop i namibijskie bezdroża

Kolmanskop i namibijskie bezdroża

Obudziliśmy się zgodnie z planem. Kemping był rzeczywiście pięknie położony, na małym półwyspie wśród skał. Tego dnia przed nami było Kolmanskop i namibijskie bezdroża. Pierwszy cel to Ghost Town. Tak nazywane jest miasto dawnych poszukiwaczy diamentów. Kiedyś tętniące życiem, z wieloma budynkami. Kolmanskop zostało całkowicie opuszczone w 1956 roku. Od tego czasu budynki są systematycznie zasypywane przez pobliskie piachy. Piach był wszędzie. Wdzierał się przez wybite okna, drzwi, szpary i pękające pod jego naporem ściany. W nocy pewnie tu straszyło.

Droga do Kolmanskop
Droga do Kolmanskop

Diaz Point

Pomyśleliśmy też żeby wybrać się na pobliski półwysep do miejsca zwanego Diaz Point, w którym w 1488 roku Bartolomeu Dias wzniósł pomnik poświęcony Sao Tiago. Aby dostać się do tego miejsca konieczna była jazda po szutrowych drogach, kamieniach, skałach i lawie. Im bliżej byliśmy wybrzeża na drodze mieliśmy więcej naniesionego piachu. Roślinności nie było prawie wcale. Zgodnie z codziennym harmonogramem rano i przez część dnia wszystko spowijały chmury. W ciągu dnia ustępowały przed ostrym słońcem momentalnie rozgrzewającym powietrze.

Na Diaz Point znajduje się jedna z niewielu namibijskich latarni morskich. Jest też pomnik, restauracja i punkt widokowy na wysepce, do którego dojście odbywa się po drewnianym moście. Skalna wyspa smagana jest potężnymi falami. Na skałach, które można zobaczyć z punktu widokowego wylegują się kotiki karłowate, czyli uchatki. Jest ich sporo, ale żeby zobaczyć ich naprawdę dużo wybieraliśmy się gdzie indziej.

Diaz Point
Diaz Point

Oprócz Diaz Point odwiedziliśmy kilka lagun i plaż. Na jednej z nich spokojnie przechadzały się flamingi, które niestety skutecznie przepędziłem podchodząc zbyt blisko żeby zrobić zdjęcie. Było też słone jeziorko, po którym chodzenie sprawiało wrażenie jak chodzenie po zamarzniętym lodzie. No i te drogi. Pośród skał i kamieni nasz samochód sprawował się całkiem nieźle chociaż nieco brakowało nam wyższego pojazdu z napędem na cztery koła. Było ładnie, ale na szczęście nie grozi temu miejscu zalew masowej turystyki. Nie spodziewam się, aby powstał tam jakiś wielu kurort turystyczny. Wbrew pozorom było tam zbyt zimno, mgliście, wietrznie i skaliście.

Słone jezioro w okolicy Lüderitz
Słone jezioro w okolicy Lüderitz

Namibijskie bezdroża

Opuściliśmy w końcu okolice Lüderitz i wyjeżdżamy w największy upał ruszyliśmy drogą do Aus, po czym skręciliśmy w szutrowe drogi kategorii C i D. Było szeroko. Jechało się wygodnie. Pędziliśmy ponad 100 km/h przez 210 kilometrów mijając zaledwie siedem samochodów, a przez ostatnie 120 kilometrów nie spotkaliśmy żadnego. Mijaliśmy przepiękne słomkowe łąki, po których chodziły stada krów, strusi i innych zwierząt. W tle widniały góry, które wyglądały jak kopie Góry Stołowej z Kapsztadu.

Dotarliśmy do bardzo zielonej doliny. Zrobiło się kolorowo. Wszędzie słychać było śpiew ptaków. Było też coraz więcej drzew. Tu gdzieś musiała płynąć woda. Może pod ziemią?

W Helmeringhausen przy skrzyżowaniu kilku dróg zatankowaliśmy na wszelki wypadek paliwo. Kupiliśmy piwo i porcję suszonego mięsa z antylopy, którym zajadaliśmy się podczas dalszej jazdy. Droga w miasteczku była asfaltowa. Ale tylko tam. Gdy tylko opuściliśmy teren zabudowany asfalt się skończył i wróciliśmy na szutry.

Namibijskie szutry
Namibijskie szutry

Pędziliśmy dalej drogą C14. Były szutry, dolina otoczona górami i busz. Słońce zachodziło na czerwono. Minęliśmy trzy zaprzęgi konne, a w zasadzie ośle i kilka stad antylop, po czym skręciliśmy w drogę nieco gorszej jakości. Kierowaliśmy się w stronę zamku w Duwisib niedaleko miasteczka Maltahöhe. Zostało nam czterdzieści pięć kilometrów. Zrobiło się ciemno. Droga była zdecydowanie gorsza. Nie pozwalała już na jazdę szybszą niż 50 km/h. Było sporo kamieni i tarka.

Piach

W pewnym momencie gwałtownie skręciłem kierownicą. W ostatniej chwili ominąłem przepełzającą przez drogę żmiję. Zwolniłem. Pojawiło się więcej piachu. Dzielnie walczyliśmy z nierównościami. Nagle wjechaliśmy w jeszcze większy piach. Samochód zaczął skręcać w niekontrolowany sposób, ale wciąż jechaliśmy. Coraz wolniej i wolniej aż w końcu zatrzymał się.

Było ciemno. Wyszliśmy z pojazdu. Niewiele zostało, aby pod kołami znów pojawiła się twarda szutrowa droga. Nie zakopaliśmy się głęboko. Podłożyliśmy pod koło wycieraczkę samochodową, ale to nie wystarczyło. Zakopaliśmy się niestety głębiej. Przesunęliśmy wycieraczkę. Znaleźliśmy też kamień. Oczyściłem drogę przed drugim kołem i podłożyłem kamień. Spróbowałem ruszyć z drugiego biegu. Niestety. Wróciłem do prób z pierwszego. Karol pchał. Samochód się męczył, ale bardzo powoli, w ogromnych tumanach kurzu wydostał się z piachu. Karol był cały w kurzu. Wszystko było w kurzu. Liczyłem na to, że więcej takiego piachu nie będzie, bo nocleg w zakopanym samochodzie nie byłby zbyt przyjemny.

Jechałem ostrożnie, a droga zrobiła się lepsza. Mieliśmy chyba szczęście. Zaczęły się niewielkie podjazdy i zjazdy. Trochę w dół, trochę pod górę. Przez kilkanaście ostatnich kilometrów. Gdy podjeżdżaliśmy na jeden z pagórków zobaczyliśmy sowy. Uciekły niemal od razu w popłochu przed światłami samochodu. Dostrzegliśmy światła. To był znak, że zamek był niedaleko.

Awaria

Nagle na kokpicie zapaliła się lampka ładowania. Niby nie było to nic nowego, bo zapalała się zawsze podczas uruchamiania, ale wiedziałem, że coś było nie tak. Zobaczyłem, że zaczęła szybko rosnąć temperatura wody. Po chwili zapaliła się lampka ostrzegawcza. Rozległ się dźwięk. Stanęliśmy. Wyłączyłem silnik. Zostało trzysta metrów do zamku i noclegu. Odczekałem chwilę. Widać było ślady wyciekającej wody za samochodem. Otworzyliśmy zbiornik z wodą, Na szczęście niewielki wybuch nie poparzył żadnego z nas. Dolaliśmy trochę wody i postanowiliśmy dojechać na kemping.

Ruszyliśmy. Lampka ładowania dalej się paliła. Opadła tylko temperatura wody. Ale nie na długo. Zaczęła znów szybko rosnąć. Zdążyliśmy dojechać do celu i wyłączyłem silnik.

Na kempingu

Właściciel kempingu podniósł maskę Golfa i szybko znalazł przyczynę. Nie mieliśmy podobno paska od alternatora. Musiał się zerwać po uderzeniu kamieniem. Prawdopodobnie tuż przed kempingiem. Zaproponował nam nocleg i zniżkę na pokój żeby już nie przestawiać samochodu na kemping. Mogliśmy zapłacić jedynie 200 dolarów namibijskich. Obiecał też, że następnego dnia pomoże przy samochodzie. Załadowaliśmy więc rzeczy na pickupa, a samochód zostawiliśmy przy recepcji.

W wynajętym pokoju nie było prądu. Zupełnie nam to nie przeszkadzało. Oświetliliśmy pokój trzema nastrojowymi lampkami naftowymi. Do dyspozycji mieliśmy dwa pokoje, kuchnię i łazienkę. Podobała nam się dzisiejsza przygoda. Cieszyliśmy się i dziwiliśmy zarazem, że samochód zepsuł się tuż przy kempingu, a nie wtedy, gdy zakopaliśmy się w piachu. Swoją drogą dobrze też, że z tego piachu się wykopaliśmy.

Do najbliższego miasta mieliśmy około osiemdziesięciu kilometrów. Windhoek było jakieś 500 km stąd. Na szczęście mogliśmy liczyć na pomoc ludzi na miejscu. Tylko co by się stało, jeśli nie wykombinowalibyśmy paska, albo jak zepsułoby się coś jeszcze? Pozostało cieszyć się, że byliśmy na kempingu w samym środku Namibii. Przed oknami chodził jakiś zwierzak. Zepsuty samochód stał daleko. A my w świetle lamp naftowych, przegryzając suszoną antylopę i popijając ją słodkim winem bezustannie przeżywaliśmy przygodę. Myśleliśmy też, co może stać się w nocy na bezludziu i co chodziło za oknem. Co przyniesie następny dzień? Myślałem intensywnie. Musieliśmy przede wszystkim naprawić samochód. Oby się udało i nie trwało zbyt długo.

Informacje praktyczne i wskazówki przed podróżą do Namibii

Przed podróżą do Namibii i RPA warto zerknąć na kilka wskazówek ułatwiających planowanie wyjazdu. Sprawdźcie informacje praktyczne przed podróżą do Namibii, jak zaplanować podróż do Afryki, gdzie znaleźć tanie bilety oraz co spakować.

Zdjęcia i wspomnienia z podróży do RPA i Namibii

W galerii znajdziecie zdjęcia z podróży do RPA i zdjęcia z podróży do Namibii. Wszystkie odcinki relacji z podróży można przeczytać na blogu z pierwszej podróży do Namibii.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.