Kolorowe ptaki nad rzeką Kinabatangan
Za oknami jeszcze ciemno. Jest 5:30. W Polsce 22:30. Z Mateuszem chyba trochę lepiej. Nie powinniśmy się martwić. Wstajemy więc na kolejny rejs w poszukiwaniu zwierząt nad rzeką. Znów będziemy obserwować kolorowe ptaki nad rzeką Kinabatangan. Szybka kawa i nie wiadomo kiedy robi się widno. Dziś nie ma mgły.

Płyniemy w tym samym kierunku, co wczoraj rano. Przewodnik chyba w końcu wie, czego szukamy. Wypatrujemy głównie ptaków, których do tej pory nie widzieliśmy, czyli różnych gatunków zimorodków i dzioborożców. Chciałbym też zobaczyć jakąś sowę z Borneo. Ale w to akurat wątpię. Orangutanami i nosaczami też bym nie pogardził.
Długo nic nie widać w patykach i na patykach. Jest tylko krokodyl i makaki. Ale nagle widzimy łódź stojącą przy brzegu. Podpływamy. Obserwują pięknie oświetlonego i cierpliwego łowca niebieskoskrzydłego. Bez patyków i w ładnym słońcu. Piękny model. Pozwala podpłynąć naprawdę blisko. Pstryk i dobry portret gotowy. A w zasadzie kilkadziesiąt portretów. Jestem zadowolony. Mogę więc szukać dalej.
Kolorowe ptaki nad rzeką Kinabatangan – szerokodzioby, zimorodki i sowa
Są szerokodzioby – dwa na jednej gałązce. I jest coś jeszcze. Pośród gęstych gałęzi dostrzegamy sowę. Jest brązowa. Ketupa płowa (ta sowa) ma wielkie oczy. Wpatruje się w wodę. Dookoła pełno patyków. Ale jest cierpliwa. Podpływamy coraz bliżej i bliżej. Aż w końcu stajemy tak, że żaden patyk nie przeszkadza. A na dodatek jest świetnie oświetlona odbijającym się od wody światłem. Trudno sobie wymarzyć lepszy kadr. Pstryk i jest portret. W zasadzie kilkadziesiąt. Są też kolejne portrety zimorodków. Mam zdjęcia szerokodziobów i czapli. Trzy godziny przyjemnych chwil o poranku na rzece mijają znów szybko.

Pakujemy plecaki i płacimy za pobyt. Zjadamy śniadanie i razem z poznanymi Szkotami jedziemy wynajętym samochodem z kierowcą do Semporny. Pięć godzin jazdy przed nami. Droga jest dość nierówna. Po horyzont plantacje palm. Plantacje nie mają końca. Są wszędzie. Dosłownie wszędzie.
Po 14:00 jesteśmy już w nowym hoteliku Timba Garden. Zatrzymujemy się tu na trzy noce. Chociaż w pokoju trochę śmierdzi to na zewnątrz jest naprawdę przyjemnie. I kolorowo. Nie marnując czasu jedziemy do miasta. Musimy wymienić dolary na ringgity i znaleźć firmę, która zorganizuje nam wycieczkę na kilka wysepek i snorkeling. Po kilku rozmowach znajdujemy w końcu najlepszą ofertę u niejakiego wujka. Rejs jutro o 8:30.

Semporna na Borneo
Uwagę w mieście Semporna zwraca bajzel, śmieci, mnóstwo Chińczyków i wszechobecne chińskie napisy. Miasto nie zachęca. Zaglądamy do sklepów. Szukamy knajpy, specjałów i owoców. Kupujemy rambutany, mangustynki, cukierki o smaku Duriana, malezyjski likier o smaku mango i sok o smaku duriana. Rzucamy się na egzotyczne przysmaki, jak byśmy przez kilka tygodni nic nie jedli i nie pili.

Wybieramy restaurację, w której zamawiam ponad pół kilogramowego Groupera. Agnieszka zamawia krewetki w sosie mango. Krewetki dobre. Moja ryba też. Jest wielka. Pieczona w sosie sojowym. Naprawdę dobra. Za całość płacimy tylko 98 ringgitów.
Załatwiliśmy wszystko poza wymianą pieniędzy, bo jedyny otwarty w mieście kantor miał beznadziejny kurs wymiany. Ten, który miał dobry kurs był już zamknięty. To przez ramadan. W tym czasie wszystko zamykane jest nieco wcześniej, bo Muzułmanie wracają do domu na jedzenie. Wtedy otwierają się restauracje. A zamykają sklepy i biura. Zamawiamy więc przez aplikację taksówkę i wracamy na przedmieścia Semporny do Timba Garden. Siadamy pod daszkiem na tarasie. Wieje delikatny wiaterek. Miauczy kot. Cykają cykady. Gra przyjemna muzyka. Sączymy zmieszany z colą likier. Bardzo przyjemny wieczór. Uzupełniam notatki i ogarniam mój sklep internetowy. Delektuję się i cieszę, że mogę przeżywać takie przyjemne chwile.

Zdjęcia i wspomnienia z podróży do Malezji
Zdjęcia z tej podróży znajdziesz w galerii zdjęć z podróży do Malezji. Wszystkie odcinki tej relacji z podróży możesz też przeczytać na blogu z podróży na Borneo.