Lome i okolice – Agbodrafo i pierwsze wrażenia
Lome i okolice to miejsca, które w Togo mają swój specyficzny klimat. Agbodrafo. Miasteczko, jak miasteczko, typowe dla Togo. Nic spektakularnego, chociaż zresztą, czy w jakimkolwiek mieście w Togo jest coś spektakularnego? Po prostu tu spaliśmy, bo hotel był tani i z basenem.
Slave House. Togo Wood House zbudowany po 1835 roku przez szkockiego handlarza niewolników. W lesie, żeby nie rzucał się w oczy. Handlowano niewolnikami aż do 1852 roku, nawet po wprowadzeniu zakazu handlu.

Teraz lasu tu nie ma, a dom wygląda jak jeden spośród wielu w okolicy, pośród innych zabudowań. Rozpadający się, ale mimo to wpisany na listę UNESCO. Budynek nie jest duży – 21,60 m długości i 9,95 m szerokości. Sześć sypialni, salon, korytarz dla białych handlarzy. I piwnica o wysokości 1,50 metra pod podłogą – dla niewolników. Tam trzymano ich tygodniami, miesiącami. Sto, dwieście osób w klaustrofobicznych lochach pod podłogą. Wpełzali do środka przez otwory w murze, a teraz można zajrzeć do środka przez dziurę w podłodze po podniesieniu klapy.
Festiwale, rybne targi i życie Lomé
W miasteczku odbywa się festiwal Désenchaînés, który co roku przyciąga artystów. Nowoczesna instalacja z telewizorów, łódka na plaży z doczepionymi lusterkami i kolorową siatką wygląda jak nowoczesna dekoracja. Graffiti na murach ożywiają okolicę, ale niestety w tym roku spóźniliśmy się na festiwal dwa tygodnie.
Rybny targ pod Lomé. Zamieszanie, harmider – jak wszędzie w Afryce. Ryby w pełnym słońcu – te małe już się suszą na ziemi, te większe sprzedawane są na sztuki i na wagę przez sprzedawców kupujących je bezpośrednio od rybaków przy łodziach.

Lomé. Stolica Togo. Centrum miasta, środek tygodnia i południe. Korek, spaliny – jak w większości miast Afryki. Ale zupełnie inaczej w porównaniu z niedzielą rano, gdy po raz pierwszy zobaczyłem to miasto. Wtedy na ulicach było przyjemnie pusto. Teraz chciałbym tu nie być, lecz tułamy się to tu, to tam po pamiątki, po smakołyki i po pamiątkowe t-shirty. W nastrojach czuć koniec podróży, choć przede mną jeszcze cały jutrzejszy dzień.
Szukanie przygód i ostatnie chwile w Lomé
To jeszcze nie koniec, ponieważ szukamy przygód dalej. Wiem, że niedaleko wybrzeża jest czatownia na ptaki, która znajduje się przy luksusowym hotelu Sarakawa. Może przy okazji basenik? Nie. Czatowni nie ma, a basen też wybieramy gdzie indziej. Ale zamiast basenu mamy godzinne zwiedzanie Lomé z samochodu. Tylko po co?

Łukasz ma dziś urodziny, więc w tajemnicy organizujemy mu urodzinowe togijskie ciastko. Szukamy, choć nie wiem, czy to dobry pomysł, bo dziś jego żołądek odmawia posłuszeństwa. Ale może to przetrwa. Musi też przetrwać mango i wielką barrakudę, którą zamówiliśmy na ostatnią togijską kolację. I wino. Lubię takie kolacje.
Hotel Aurore. Nasz ostatni nocleg w Togo. Na zewnątrz klimatycznie – przyjemny cień, restauracja, bar. W środku mniej, ale jest ok. Byliśmy w gorszych miejscach.

Ostatnia noc w Togo – Lome i okolice na pożegnanie
Odcinek 17, 11 marca 2025. Ostatnia noc w Afryce. Togo wyciska mnie do końca, i to bez litości. Nie ruszam się, bo chcę zasnąć. Nic to nie daje. Gorąco i parno, a wprawione przez wiatrak w ruch powietrze owiewa, ale nie chłodzi. Pot i tak spływa, łaskocze i wkurza. Nie daje zasnąć, więc zaciskam zęby i przeklinam. Sfatygowany materac – zapadłem się w dziurę. Leżę spocony i jeszcze komary. Czekam na powiew, na ulgę i nic. Pot leci i leci. Już pierwsza i druga. Do trzeciej bez zmian. O czwartej koguty – wzywają, że rano. Za wcześnie.
Chłodniej niewiele, może trzy stopnie. Zasnąłem nareszcie, choć tylko na chwilę – do siódmej, bo znów się spociłem i obudziłem. Słońce już wstało, ogrzewa powietrze. Czas wstawać.
Ostatni dzień podróży. Ostatni dzień w Togo. Łukasz leci pierwszy, ja później. Mam cały dzień w Lomé dla siebie. Wyciskam Togo do końca – dla siebie, na zapas. Rundka po mieście: pałac prezydencki, luksusowe hotele, pomniki, uniwersytet, ambasady. Takie tam nudy.

Palais de Lomé to zaskoczenie. Ogród, a w nim ptaki – papugi, zimorodki, nektarniki. Pożera mnie na cztery godziny. Basen na kolejne trzy i dzień prawie minął. Już tylko lotnisko – pożegnanie z Afryką. Odprawa, kontrola – chwilowo nieczynna. Policjant przed bramką zdejmuje spodnie i t-shirt, wkłada mundur. Otwarte. Z uśmiechem. Mija ostatni dzień podróży. Proszę zapiąć pasy. Już lecę. Do Polski, przez Ghanę i Belgię. Podsumowanie podróży niedługo. Będzie ciekawe. Zapraszam. Papa.
Zdjęcia i relacja z podróży do Togo
Moje najlepsze zdjęcia z Togo znajdziesz w galerii zdjęć z podróży do Togo. A wszystkie odcinki relacji z podróży do Togo i Beninu możesz też znaleźć na blogu z podróży do Togo i Beninu.