Morro de Môco – najwyższa góra w Angoli
Morro de Môco – najwyższa góra w Angoli. 2 620 m n.p.m. Na płaskowyżu Bié w prowincji Huambo. Trzy godziny podejścia. Trzy zejścia. To teoria. A jak będzie? Niewiele osób zdobywa Morro de Môco. Bo po co. Góra nie jest spektakularna. Cieszę się z tego. Lubię być tam, gdzie nie bywają wszyscy. A tu nie ma nikogo. I super!
Angola to 20 (na 54) kraj Afryki, w którym wchodzę na górę. Najwyższe zdobyłem w 15. W projekcie „W drodze na najwyższe szczyty Afryki” nie ma pośpiechu. Jest przyjemność z podróży, doświadczania, fotografii, przyrody i obserwacji.
Początek wędrówki na Morro de Môco
4.30 nad ranem. W sumie to jeszcze noc. Pobudka. Pakowanie. Wymarsz. Ciemno. Gwiazdy i chłodno. Dwóch przewodników z wioski, Łukasz i ja. Ale najpierw do „Sobe”. Przed wędrówką zaprasza do siebie. Na coś w rodzaju ceremonii poświęcenia na drogę. Poświęcenie kosztuje 2 euro. Na talerzu jest ciecz. Wygląda na stary olej. A może to krew zarżniętej w ofierze kury. Taką sobie historię dopisujemy. Diabli wiedzą, co to. „Sobe” macza palec i smaruje nasze dłonie. Koniec ceremonii. Jesteśmy gotowi. Idziemy po ciemku, bo chłodniej. Podejście i zejście. Kilka razy. Szybko robi się ciepło. Wieszamy polary na drzewie. Zabierzemy je w drodze powrotnej.

Strome zejście do strumienia. Już jest widno. Latarki wyłączone. Zaczyna się podejście. Mijamy najdalej wysuniętą wioskę. Kilka chat. Niewielkie uprawy. Wchodzimy w las miombo. Kwitną piękne kwiaty. Drzewa się zielenią. Idzie wiosna. Wkrótce pora deszczowa. My możemy liczyć na bezchmurne niebo. I upał. Mozolnie pod górę. Kończy się las. Jest łąka. Pojedyncze krzewy. I kwiaty. Oprócz nas nikogo. Możliwe, że od wielu dni. Nawet nie wiem, jak często bywają tu turyści. Na pewno nie często. Bo po co. Wiatr, śpiew ptaków i cisza. Daleko od czegokolwiek. Ostro pod górę. Już widać szczyt.
Morro de Môco
Jeszcze godzina stromego podejścia. Słońce już grzeje. Ładnie oświetla góry, dolinę i pojedyncze zielone drzewka. Wychodzimy na przełęcz. Jeszcze trochę. Kilkadziesiąt metrów. I szczyt! Zdobywamy najwyższą górę Angoli. Morro de Môco – ósma wspólnie zdobyta z Łukaszem góra w Afryce. Trzy i pół godziny marszu.
Na szczycie – wiadomo. Zdjęcia. Samemu i razem. Filmy. Relacje. Ptasie Mleczko. Kabanosy. Maskonur. Tradycja. Miał być jeszcze dron. Ale się zepsuł. Dobrze, że to nie mój.

Zejście ze szczytu
Zejście ciężkie. Jest gorąco. Ponad trzydzieści stopni. Opadamy z sił. Brakuje wody. Odpoczywamy przy drzewie. Na kwiatach lądują nektarniki. Nie nudzimy się. Jeszcze ponad godzina. Wędrówka w środku dnia w Afryce to nie najlepszy pomysł. Po 3 godzinach schodzenia wracamy do wioski. Ulga. Przede wszystkim jest woda. 1,5 litra znika w żołądku natychmiast. Cieszymy się, że już po. Pierwszy cel podróży do Angoli zrealizowany. Było super.

Kolejne problemy z samochodem
Czy pomarańczowa strzała da radę na szutrowej drodze? Obawiam się coraz bardziej. Nie ma mocy pod górę. Coś wali z tyłu. Nie puka. Wali! Droga równa nie jest. Grzęźniemy przed grubym korzeniem. Nie ma siły. Przełączam napęd na cztery koła. Łukasz idzie przodem. Usuwa przeszkody. Strzała rusza. Jedzie. A w zasadzie toczy się. Najbardziej stromy podjazd pokonujemy z rozpędu, licząc na to, że nie rozwali nam się to, co wali. Przejechał. Teraz tylko asfalt.
Alto Hama ponownie. Sklep Unitel. Ta sieć ma zasięg prawie wszędzie. Nasze karty Africell nie działają nigdzie (poza Luandą). Dlatego nie ma z nami kontaktu. Idziemy do biura Unitel kupić nowe karty. Chyba jesteśmy pierwszymi obcokrajowcami, którzy tu się pojawili. Obsługa, jakby nie wiedziała nic. Co sprzedają? Jak sprzedają? Ile kosztuje? Nic. Kupno kart trwa godzinę. Kończy się zadziwiająco sukcesem. Włączamy się do sieci. Samochód ledwo się toczy. Dowlekamy się do hotelu. Łukasz odkręca koło. Zepsuty amortyzator. Zepsuty silnik. I parę innych rzeczy. Pomarańczowa strzała nadaje się tylko do solidnej naprawy. Dziwne, że przejechała tyle kilometrów i dała radę w górach. Jutro ją pożegnamy. Hotel ten, co poprzednio. Bez prądu i wody. Za to z głośnym agregatem. Znów działa. I tak pewnie do rana. Tradycyjna sardynkowa kolacja. Przyjemna kąpiel w misce zimnej wody. I zasłużony odpoczynek, po bardzo fajnym dniu. Podróż po Angoli trwa.
Zdjęcia i relacja z podróży do Angoli
Moje najlepsze zdjęcia z Angoli znajdziesz w galerii zdjęć z podróży do Angoli. Wszystkie odcinki relacji z podróży do Angoli możesz też przeczytać na blogu z podróży do Angoli.
Koszt wycieczek do Angoli
Jeśli chcesz, poniżej możesz sprawdzić koszt wycieczek organizowanych do Angoli przez wyspecjalizowane firmy. Może zdecydujesz się na skorzystanie z usług jednej z nich. Pamiętaj o targowaniu się!