Najwyższa góra w Ugandzie – wejście na szczyt

Najwyższa góra w Ugandzie – wejście na szczyt

Najwyższa góra w Ugandzie – wejście na szczyt

Nie wiem, czy to emocje, czy wysokość powodują, że nie mogę zasnąć. Wiatr też nie ułatwia snu. Podmuchy sprawiają wrażenie, jakby nasza chatka miała odfrunąć. Budzik dzwoni przed piątą. Nieco dziwni nas fakt, że przewodnicy nie przychodzą żeby sprawdzić, czy wstaliśmy. Zaspali? A może czekają aż przejdzie wiatr. Wychodzimy sprawdzić jak wygląda niebo. Jest ciemno. Widać rozgwieżdżone niebo i ośnieżone szczyty Gór Księżycowych. Dobra wiadomość jest taka, że nie pada. Na termometrze minus 11 stopni. Do tego silny wiatr. Pojawiają się w końcu przewodnicy. Mówią, że ma wiać do dziewiątej. To podobno normalne. A zatem podejście na szczyt właśnie się zaczyna! Najwyższa góra w Ugandzie już czeka.

O godzinie 6.20, gdy stawiamy pierwsze kroki jest wciąż ciemno. Czołówki oświetlają początkowe fragmenty podejścia na Szczyt Małgorzaty. Lubię ten widok podchodzących pod górę świecących punkcików. Dziś nikt oprócz nas nie wchodzi na szczyt. Początek trasy już znamy. Wędrowaliśmy nim poprzedniego dnia.

Nie mogę złapać rytmu. Męczę się. Oddychanie sprawia mi problem. Jednocześnie cieszę się z zamontowanych do skał lin. To pomaga. Nie jest wprawdzie nawet tak zimno, a pomiędzy skałami wiatr już tak nie doskwiera.

Wschód słońca w Górach Księżycowych

Zaczyna świtać. Gdybyśmy wyszli zgodnie z planem świt powinien nas zastać dopiero na lodowcu. Dzięki lekkiemu opóźnieniu obserwujemy wspaniały wschód słońca niedługo po minięciu miejsca, do którego doszliśmy wczoraj. Te wschody słońca w wysokich górach Afryki są zjawiskowe.

Wschód słońca w drodze na Szczyt Małgorzaty

Po dziewięćdziesięciu minutach marszu dochodzimy do Stanley Plateau, kilkusetmetrowego pola śnieżnego, które musimy pokonać w drodze na szczyt. Zakładamy więc po raz pierwszy raki i uprzęże. Chwytamy też czekany w ręce. I po raz pierwszy oblatuje mnie strach. Nigdy jeszcze nie chodziłem po lodowcu. Idziemy jeden za drugim przez jego środek. Wciąż nie asekurujemy się liną, bo podobno nie ma jeszcze potrzeby.

Idzie się trudno. Po pierwsze dlatego, że w rakach, w których tylko raz w życiu chodziłem. Po drugie nieco brakuje mi tchu. Gdy dochodzimy do końca śnieżnego odcinka stwierdzam, że w zasadzie to nie było takie ryzykowne, jak wcześniej myślałem. Słońce zaczyna ogrzewać powietrze. Wciąż nie jest zbyt ciepło przede wszystkim dlatego, że wiatr znów przybrał na sile.

Po przejściu Stanley Plateau zdejmujemy raki i przeciskamy się pomiędzy ogromnymi głazami i skałami, schodząc w stronę lodowca Margherita. Mocno musimy się nakombinować żeby zejść ze skał. W zasadzie ostatecznie zeskakujemy ze skalistego terenu. Wtedy naszym oczom w końcu pokazuje się cel wędrówki. Wygląda, jak na wyciągnięcie ręki. Ale to prawdopodobnie jeszcze około dwóch godzin wędrówki.

Najwyższa góra w Ugandzie – lodowiec Małgorzaty

Przed nami lodowiec Małgorzaty. Tu jest niebezpiecznie, ponieważ lód topi się szybko. Istnieje ryzyko, że jego fragmenty mogą się oderwać wprost na nas. Widzimy też ogromne głazy gotowe z niego zlecieć. Nie sądziłem, że topnienie lodowców ma aż taki efekt jak tu. Kilka lat temu zamiast kombinować z zeskakiwaniem i ześlizgiwaniem się po skałach, aby się dostać na lodowiec można było użyć zamontowanej do skał drabiny, której podstawa była na wysokości lodowca. Teraz pod nią nie ma lodowca. Żeby się do niej dostać trzeba pokonać kilka metrów w górę po skałach, co jest nierealne.

Zakładamy w pośpiechu raki i kaski. Po kolei wspinamy się na czoło lodowca pomagając sobie przymocowaną do lodowca liną. Zastanawiam się, czy zejście tą samą drogą będzie równie udane. Przed nami chyba najtrudniejszy odcinek. Idziemy w pięciu przypięci do kilkunastometrowej liny. Pierwszy idzie Josiah – przewodnik, później Paweł, ja i Robert, a na końcu Bernard – drugi przewodnik. Na początku jest dość stromo. Podejście pod górę. Wbijamy raki w zamarznięty lodowiec. Wolno, krok po kroku posuwamy się do przodu.

Szczeliny na lodowcu

Pojawiają się szczeliny. Tego obawiam się najbardziej. Są przerażające. Jedne mniejsze, inne większe. Przez większość wystarczy po prostu przeskoczyć. Ale nie wszystkie można tak pokonać. Niektóre trzeba obejść. W ten sposób nadrabia się kilkadziesiąt metrów drogi. To niedużo, ale wystarczy do tego, aby dostać zadyszki. Konieczny jest postój i wyregulowanie oddechu. Serce wali jak oszalałe z nerwów. Trochę się boję. Na szczęście do celu już niedaleko.

Strach miesza się z radością. Już się cieszę na samą myśl, że wkrótce stanę na szczycie. Łzy radości napływają do oczu. Ale to nie koniec. Wciąż kręcimy się po lodowcu omijając kolejne szczeliny. Podczas każdego skoku nad szczeliną drżę z nerwów. Boję się tego, że źle skoczę, źle stanę i tego, że może się pode mną zarwać lód. Mozolnie wspinamy się pod górę. Nachylenie lodowca jest coraz większe. Mocno wbijamy w niego raki i czekan. Tchu brakuje już po kilku krokach. Jestem zmęczony, przestraszony i szczęśliwy.

Skręcamy w prawo w kierunku szczytu. Pokonujemy najbardziej nachylony kawałek lodowca, przemykamy się pod ogromnymi nawisami lodowymi, omijamy ostatnią wielką szczelinę i jesteśmy u stóp skalnego wierzchołka Margherity. Pokonaliśmy lodowiec. Było cholernie ciężko. Zdejmujemy raki. Zakładam kominiarkę, okulary i po kilkunastu minutach odpoczynku jestem gotowy na ostatnie podejście. Początek jest zabezpieczony liną. Pierwsze dwadzieścia metrów za nami. Jeszcze marsz po skalnym złomowisku. Pięć kroków. Przerwa. Pięć kroków. Przerwa. Płuca ledwo żyją. Wypatruję wierzchołka. Pięć kroków. Przerwa. Pięć kroków. Przerwa. To się chyba nigdy nie skończy. Marzę o tym, żeby już tam być.

Najwyższa góra w Ugandzie – ostatnie podejście

Idę krok po kroku. Pokonuję kolejne skalne schodki. Widzę! Widzę szczyt. Nie mam siły aby przyśpieszyć. Jeszcze tylko kilka kroków. Trwają całą wieczność. Ostatni stopień. Jestem na szczycie! Wszedłem tu! Zdobyłem najwyższy szczyt Ugandy i trzeci najwyższy szczyt w Afryce. Łzy radości spływają po policzkach. Jestem bardzo szczęśliwy. Chcę skakać z radości. Nie mam siły. Patrzę w dal otumaniony wysokością. Nie mogę przestać. Pod nami wspaniałe widoki na Ugandę i Demokratyczna Republikę Konga. Warto było się tak zmęczyć. Najwyższa góra w Ugandzie została zdobyta 2 lutego 2012 roku o godzinie 11.30 po 5 godzinach i 10 minutach od wyjścia z Elena Hut.

Na najwyższym szczycie Ugandy

Zimno i wiatr na szczycie każą schodzić. Teraz trzeba się jeszcze bardziej skoncentrować. Całą drogę nie może do mnie dotrzeć, że zdobyłem najwyższy szczyt Ugandy i Demokratycznej Republiki Konga. Droga powrotna nie jest łatwa. Po skałach i linie do miejsca, gdzie zostawiliśmy raki idzie się dobrze. Tu ponownie ubieramy raki. Nawet ta czynność na wysokości ponad pięciu kilometrów jest wyzwaniem. Zakładanie raków powoduje zadyszkę i zawroty głowy. Wiążemy się do liny i ponownie ruszamy na lodowiec. Jestem przemarznięty.

Ryzykowne przejście przez lodowiec

Na lodowcu smaga nas solidny wiatr. Szukamy ścieżki, którą bezpiecznie uda nam się ominąć szczeliny. Wydaje się, że jest ich więcej. Co kilka kroków dziura. Lodowiec się roztapia. Przy większym nachyleniu raki zsuwają zanim wbiją się w podłoże. Jak ja już bym chciał stąd zejść. Boję się coraz bardziej. Nie wiem, czy trzęsę się z zimna, ze strachu, czy z radości.

Szczeliny rażą swoją głębokością. Dlatego musimy czym prędzej uciekać. Robi się coraz gorzej. Widać linę. Dzięki niej szybko opuszczamy lodowiec. Oczywiście na tyle szybko, na ile pozwala oddech. Raki trzymają się lodu coraz gorzej, ponieważ lodowiec jest mokry. Szybko też uciekamy spod lodowca. Boimy się, że się oberwie i przysypią nas odłamki lodu.

Lodowiec w Ugandzie w Górach Księżycowych

Schodzimy około 100 metrów w dół. To powinno wystarczyć. Najbardziej niebezpieczny odcinek za nami. Już chyba nic nie powinno się stać. Szukamy drogi, którą zeszliśmy kilka godzin wcześniej ze skał. Tym razem musimy nią podejść pod górę. Jest stromo i ślisko. Przewodnicy pomagają i montują linę, przy pomocy której jest nieco łatwiej. Mozolnie pniemy się po kamieniach i strumieniu w górę. Szukamy najlepszego miejsca żeby znów wejść na Stanley Plateau. Tym razem zakładamy raki i wiążemy się liną. Koncentruję się na tym, żeby nie popełnić błędu. Lodowiec się zmienił. Rozpuszcza się. Pojawiły się szczeliny niewidoczne rano. Znowu strach przed dziurami. Znów idziemy zygzakiem skacząc nad szczelinami. Jest gorzej niż rano w drodze do góry. Cholera. Boję się.

Powrót do Elena Hut

Dobrze, że to już za mną. Zdejmujemy raki i uprzęże. Czekan też nie będzie już potrzebny. Wchodzimy na ostatni odcinek przed obozem Elena. Jestem już bardzo zmęczony, ale szczęśliwy. Idziemy powoli po skałach, po których szliśmy nocą. Bardzo trudno zachować koncentrację. Na szczęście są liny. Trzymam się kurczowo jednej z nich. Nie mogę znaleźć miejsca do postawienia nogi. Moje siły są na wyczerpaniu. Jeszcze tylko 50 metrów w dół. Nagle odwracam głowę i mocno uderzam się w skałę. Cieszę się, że nie zdjąłem kasku. Nic się nie stało. Idę jeszcze ostrożniej i wolniej. Jeszcze tylko drabinka i jesteśmy w Elena Hut. Rzucam plecak na skałę i siadam. Nie! Kładę się. Przewracam się wręcz na skałę. Leżę i dyszę ze zmęczenia. Nie mogę uwierzyć w to, że się udało.

To było zajebiście ciężkie. Jestem wykończony fizycznie i psychicznie. Zimno mi. Niepotrzebnie zdjąłem kurtkę i czapkę. Nawet nie zauważyłem kiedy to zrobiłem. Chowamy się do chaty. Dopiero teraz dociera do mnie, że od rana zjadłem tylko garść orzeszków na szczycie. W brzuchu burczy mi strasznie. Muszę coś zjeść. Na szczęście kucharz Vincent Mubaraka przynosi obiad. To dodaje nieco sił, ale na samą myśl, że przede mną jeszcze ze cztery godziny marszu w kierunku chaty Kitandara robi mi się niedobrze.

Nadciągają chmury. Dobrze, że zdążyliśmy wrócić przed załamaniem pogody. Jest kilka stopni mrozu i prószy lekki śnieg. To najwyższy czas, aby zacząć schodzić. Nogi ledwo się ruszają. Dlatego ślamazarnym tempem przechodzimy przez skalne zbocze do przełęczy Scott Elliot Pass na wysokości 4 370 m n.p.m.. Zaraz za przełęczą pokonujemy wielkie bloki skalne, po czym pokonujemy kolejnych 200 metrów w dół. Jest cieplej. Jeszcze tylko kawałek pod górkę i wśród korzeni i skał przedzieramy się obok ładnie położonego jeziorka. To jeszcze nie koniec, bo Kitandara Hut jest nad kolejnym jeziorkiem.

Koniec wędrówki – najwyższa góra w Ugandzie za nami

Do celu docieramy dopiero przed dwudziestą. Padamy z nóg. Dosłownie. Chatka położona jest we wspaniałym miejscu: wśród drzew, gór i nad jeziorem. Po paru minutach leżenia w trawie zmuszam się do wejścia do chaty. Ostatkiem sił przebieram się jeszcze w suche rzeczy, wywalając wszystko z plecaka. Nie mam już siły na sprzątanie.

Bezmyślnie zjadamy kolację, a później oblewamy dzisiejszy wyczyn butelką ugandyjskiego sherry. Próbujemy jeszcze grać w karty, ale w mgnieniu oka padamy wykończeni. Szczęśliwi idziemy spać. Zdobyłem najtrudniejszy szczyt. Nie sądziłem, że będzie aż tak trudno. To było nawet trudniejsze od wszystkich dotychczasowych moich maratonów, a nawet ultramaratonu. Zasypiam, ale po chwili budzę się w dreszczach. Przemarzłem. Biorę Fervex i aspirynę, która nie chce mi się rozpuścić w wodzie. Mimo wszystko wypijam to i zasypiam ponownie.

Informacje praktyczne i wskazówki przed podróżą do Ugandy i Kenii

Przed podróżą do Ugandy i Kenii warto zerknąć na kilka wskazówek ułatwiających planowanie podróży do Afryki. Sprawdź, jak zaplanować podróż do Afryki, gdzie znaleźć tanie bilety oraz co spakować. Możesz również sprawdzić, jakie są koszty organizacji safari w Kenii. A jeśli szukasz kontaktu do sprawdzonego biura, które zajmuje się organizacją safari albo trekkingu w Kenii lub Ugandzie, napisz po prostu do mnie – postaram się pomóc.

Zdjęcia i wspomnienia z podróży do Ugandy i Kenii

W galerii znajdziecie zdjęcia z podróży do Ugandy i zdjęcia z podróży do Kenii. Wszystkie odcinki relacji z podróży można przeczytać na blogu z podróży do Ugandy i Kenii.

Album fotograficzny ze zdjęciami z Ugandy i Kenii

Polecam też album fotograficzny „W drodze na najwyższe szczyty Afryki” (jestem jego autorem!) ze zdjęciami z Ugandy i z Kenii. Oprócz zdjęć znajdziesz w nim również opowieści z podróży po Afryce oraz wspomnienia i ciekawostki z górskich wędrówek po Afryce. Oczywiście są w nim obszerne fragmenty poświęcone górom w Kenii i Ugandzie. Polecam!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.