Na ulicach Libreville

Pamiątki z Gabonu

Pamiątki z Gabonu

Ostatnie chwile w Afryce spędzimy zwiedzając Libreville i kupując kolejne pamiątki z Gabonu. Razem z Christopherem. Spotykamy go rano w Tropicanie. Podobno chorował. Musiał jechać do odległego Bitam, gdzie mieszka kobieta, która potrafi przyrządzić potrawę na jego dolegliwości. Medycyna naturalna ma się świetnie. Ciekawe co to za mikstura. Ciekawe, że tak wykształcony człowiek wierzy w możliwość uleczenia przez kobietę oferującą tajemniczą miksturę. Ma przecież dostęp do lekarzy. Ale to Gabon. Może to jednak prawda i medycyna naturalna działa w Gabonie?

Katedra Św. Michała

Jedziemy do katedry Św. Michała. To podobno najładniejszy i najciekawszy kościół w Gabonie. Maski, rzeźbione kolumny. Robi wrażenie. Szczególnie, gdy dowiemy się, że zdobienia zostały wykonane przez niewidomego. Większość dotychczas widzianych przez nas kościołów w Gabonie to proste budynki, czasem zwykłe rudery, chatki bez żadnych zdobień. Trwa msza. Ludzie śpiewają, grają na bębnach. Klaszczą, kołyszą się w rytm pieśni. To ciekawe. Bardzo mi się podoba taka msza. Odświętnie ubrane kobiety w piękne kolorowe suknie i chusty. Aż chce się tu być.

W katedrze Świętego Michała w Libreville
W katedrze Świętego Michała w Libreville

Kolejną taksówką jedziemy do dzielnicy Louis, słynącej z barów, dyskotek i nocnych klubów. Jak można było się spodziewać o godzinie dziewiątej raczej nie tętni życiem. Jedziemy więc dalej. Do Village des Artisans. Zanim oddajemy się zakupowym szaleństwom idziemy na śniadanie do znanej postkolonialnej kawiarni Le Pelisson. Zamawiamy po omlecie. Zapraszamy również Christophera, który przyznaje, że nigdy nie przyszedłby w to miejsce. Tu jest za drogo. Rzeczywiście tak jest.

Maski i tikitaki

Czas na pamiątki z Gabonu. Kolejne. Idziemy na jeden z bazarów. Wpadamy w szał zakupów. Maskę kupuję od razu. Tak samo jak dwie zabawki z ruszającymi się łapkami, zwane tikitaki. Pięć maleńkich masek – paszportów. Każda inna. Każda charakterystyczna dla innej grupy etnicznej. Pozwalały kiedyś na przekraczanie granic i identyfikację z jakiego ludu jest osoba. I jeszcze jedna maska. Na koniec. Jest bardzo tanio. Tańszego miejsca do kupowania masek i innych rzeźb do tej pory w Afryce nie spotkałem. Mariusz wpada w szał zakupów jeszcze bardziej. Wydał wszystko do ostatniego franka. Wychodzi z pełnymi torbami. A to wszystko trzeba jeszcze zapakować do już wypchanych plecaków.

Pakowanie

Wracamy do Tropicany. Udaje się wszystko upchnąć, ale lekko nie jest. Mój plecak wypchany jest po brzegi. Mariusza też. Do tego pudło z pamiątkami. I dwa, również pełne mniejsze plecaki. Już czuję, że to waży więcej niż nasz 23 kilogramowy limit. Żegnamy się z Christopherem. Podjeżdżamy na lotnisko taksówką, choć to zaledwie kilka kroków. Chwila nerwów przed odprawą. Ile waży bagaż? Niestety więcej niż przysługujący limit.. Ale nikt się tym nie przejmuje. Te limity nie działają w Gabonie. Zostało  mi trochę franków. Banki są zamknięte. Są na szczęście cinkciarze. Wymieniam pozostałe pieniądze na dolary.

Na ulicach Libreville
Na ulicach Libreville

To już naprawdę koniec pobytu w Gabonie. Do paszportów wpada wyjazdowa pieczątka i już tylko pozostaje czekać na samolot do Etiopii. Szczęście nas nie opuszcza. Dostajemy miejsca przy wyjściach ewakuacyjnych. To oznacza niezły komfort. Ponad cztery godziny lotu mijają momentalnie. Etiopia wita chłodem i kontrolą temperatury ciała. Jak zawsze przy przylocie. Ale tu służby medyczne wyglądają profesjonalnie. Oprócz białych kitli i masek mają narciarskie gogle. Nie mamy gorączki.

Przypadkowo na lotnisku odkrywamy miejsce serwujące posiłki pasażerom, których samoloty mają opóźnienie. Jak to działa, nie wiem. Ale bez żadnego problemu dostajemy świetnego kurczaka z ryżem i warzywami. A nasz samolot wcale się nie spóźnia. Etiopskie linie lotnicze podobają mi się coraz bardziej.

Na lotnisku w Etiopii

Na lotnisku w Etiopii pamiątki są wyjątkowo drogie. Jestem tu po raz szósty i nigdy nic nie kupiłem. Teraz również. Zajmujemy się przeglądaniem zdjęć i kasowaniem tych słabych. Zajmuje nas to tak bardzo, że w ostatniej chwili zauważamy, że to najwyższy czas iść do bramki. To pewnie przez to, że nie pofatygowaliśmy się, aby przestawić zegarki na tutejszy czas. Samolot bez nas nie odlatuje. A z Polski nadchodzi fantastyczna wiadomość. Jesteśmy Mistrzem Świata w siatkówce! Wygrywamy finał z Brazylią. Szkoda, że nie oglądałem meczu.

Szczęście do komfortowych przelotów trwa. Samolot jest zapełniony prawie w całości. Mam trzy miejsca dla siebie. Znowu mogę przespać noc na leżąco. Mariusz ma szczęścia nieco mniej. Ma tylko dwa miejsca dla siebie. Nie korzystam z tej możliwości długo. Po krótkiej drzemce kończę usuwanie zdjęć i kończę pisanie relacji. Przy podchodzeniu do lądowania w Wiedniu pisana relacja schodzi się w czasie z rzeczywistością. Jest jeszcze ciemno. Zaraz staniemy na płycie lotniska. Zostało już tylko podsumowanie wyprawy.

Zdjęcia i relacja z podróży do Gabonu

Zdjęcia z podróży do Gabonu

Pozostałe odcinki relacji z podróży do Gabonu na blogu

Informacje praktyczne i wskazówki przed podróżą do Gabonu

Gabon – informacje praktyczne

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.