Magiczny poranek w Ghanie

Plaża Kokrobite

Plaża Kokrobite

Leżę. Pot wolno ścieka po moim ciele. Kilka stróżek jednocześnie. Boję się ruszyć żeby nie spocić się jeszcze bardziej. Ale czy da się spocić jeszcze bardziej? Czy można spocić się bardziej niż stojąc nieruchomo pod zimnym wieczornym prysznicem? No dobra. Ten prysznic nie jest nawet zimny, bo zimna woda jest po prostu ciepła.

Wróciliśmy na wybrzeże. Jesteśmy w najładniejszej plażowej okolicy w pobliżu Accry. Tuż obok plaża Kokrobite. Czy jest tu najładniej? Ciężko stwierdzić, bo przyjechaliśmy po ciemku, a wszyscy dookoła zabraniają wychodzić na plażę.

Nie ma scenariusza na ten dzień. No może jeszcze na początku, zaraz po wyruszeniu z Mount Paradise Lodge chcieliśmy się zatrzymać na śniadanie i porobić trochę zdjęć. Po prostu gdzieś po drodze, w miejscu, które nam się spodoba. Na wsi. W miasteczku. Gdziekolwiek. Z pomocą przychodzi przebita opona. To ona decyduje gdzie się zatrzymujemy. W pierwszej wiosce stajemy tylko po to, aby się dowiedzieć, że tu nie ma wulkanizacji. Czasu wystarcza na łyk zimnej coca coli i zakup kolekcji alkoholi w plastikowych pięćdziesięciomililitrowych woreczkach.

Szczeciniec wielki

Naprzeciwko miejsca, gdzie pijemy colę ktoś kładzie na drewnianym stole martwe zwierzę. To grasscutter, czyli szczeciniec wielki. Widzieliśmy po drodze kilka tablic informujących o farmach hodowlanych tych zwierząt. To podobno jedno z coraz bardziej popularnych i legalnych źródeł mięsa zastępujące popularny w Ghanie bushmeat, czyli mięso dzikich zwierząt.

Szczeciniec wielki do sprzedania
Szczeciniec wielki do sprzedania

Następne miasteczko, w którym się zatrzymujemy w poszukiwaniu wulkanizacji znajduje się całkiem blisko. Słońce nie zdążyło wzejść zbyt wysoko. Promienie perfekcyjnie przebijają się przez dym snujący się o poranku pośród drzew. Szkoła, sklepiki, przeładowane busy. Wszystko w porannym świetle wygląda idealnie.

Magiczny poranek w Ghanie
Magiczny poranek w Ghanie

Trumny z Ghany

Droga do Accry powinna zająć około dwóch godzin. W sam raz wystarczy czasu żeby zdrzemnąć się w przedpołudniowym upale. Nawigację ustawiamy na małą wioskę tuż pod Accrą, gdzie rzeźbiarze za grube pieniądze tworzą trumny. Ale nie byle jakie. Są w kształcie telefonów, butelek, samolotów, czy pieniędzy. Kilka z nich widzimy w jednym z przydrożnych zakładów. Kosztują podobno kilka tysięcy dolarów, a zamawiają je ludzie z całego świata.

Trumna w Ghanie
Trumna w Ghanie

Pamiątki z Accry

Żar leje się z nieba. Z każdym kilometrem jesteśmy bliżej Accry. Teoretycznie kierujemy się do najbardziej znanej dzielnicy Jamestown. Zastanawiamy się, czy nie spędzić nocy w tej starej portowej dzielnicy. W praktyce pierwsze dwie godziny spędzamy na największym w Ghanie bazarze z pamiątkami. Targowanie jest trudne, a sprzedawcy bardzo natarczywi. Mimo wszystko wychodzimy z kilkoma maskami, figurkami i wisiorkami, czyli z przedmiotami, które turyści najczęściej przywożą z afrykańskich podróży.

Plaża Kokrobite - Piłkarze na pamiątkę z Ghany
Piłkarze na pamiątkę z Ghany

Nocleg, o którym myśleliśmy okazuje się przystanią dla wszelkiego rodzaju rastafarian i luzaków, a samo miejsce znajduje się w mało ciekawej, napisałbym nawet slamsowej okolicy. To dość delikatne stwierdzenie. Dookoła jest brudno i cuchnie, a przed wejściem kręcą się podejrzane typki i ludzie żebrzący o pieniądze. To nie działa zachęcająco. Nie zostajemy tu. Myślę, że ostatecznie wylądujemy w okolicy Kokrobite na zachód od Accry.

West Hills Mall

Tymczasem zamiast zwiedzać Jamestown jedziemy do centrum handlowego West Hills Mall. Ależ tu jest inaczej. Zwykli ludzie nie korzystają z centrów handlowych. To inny świat, dla wielu niedostępny i niepotrzebny. Czy można napisać, że to nieprawdziwy obrazek Ghany? Chyba nie, bo centrum handlowe istnieje. Korzystają z niego nieliczni, którzy starają się naśladować zachodnioeuropejski konsumpcyjny tryb życia. Wydaje się, że nie ma on nic wspólnego z życiem większości Ghańczyków. W Ghanie kupuje się na targu, na straganie, przy ulicy, w barze, na polu, ale nie w szklanym klimatyzowanym centrum handlowym.

Słońce powoli kryje się za horyzontem, gdy jedziemy do Big Milly’s Backyard w Kokrobite. Tu zamierzamy zostać na noc. Wynajmujemy przyjemny okrągły domek. Na plażę iść nie możemy. Jest ciemno i podobno niebezpiecznie. Siadamy przed barem i przy kolejnej coca coli świętujemy powrót do Accry popijając pod stołem z półtoralitrowej butelki wino Four Cousins, czyli przysmak, który wiele lat temu poznałem podróżując po RPA.

Plaża Kokrobite - Big Milly’s Backyard
Big Milly’s Backyard

Najgorsza noc w Ghanie

Domek. Plaża Kokrobite. Jest ciepło. Cholernie ciepło. Pot leje się ciurkiem. Gdy pomyślę, że przed nami jeszcze kilka dni w upale i pocie to mam dość. Upał i wilgoć – te dwie rzeczy występujące razem powodują, że chyba każdemu podróż może się nieco sprzykrzyć. Ja też staję się powoli zmęczony. No bo jak mam nie być zmęczony, gdy idę spod prysznica do łóżka i po kilku krokach jestem spocony. Resztę już znacie. Pisałem na początku.

Minęła godzina od tego czasu. Nic się nie zmieniło. Wiatrak wiruje nad głowami. Trochę rusza tym ciężkim wilgotnym powietrzem. Nie pomaga. Może dzięki temu chociaż komarów będzie mniej. I tak warto zostać pod moskitierą i nasmarować się Muggą.

Minęły kolejne trzy godziny. Nie zasnąłem. Nie da się. Jest tak gorąco, że płyną po mnie potoki potu. Wstaję i idę pod prysznic. Nic to nie daje. To najgorsza noc podczas wyjazdu. Za oknem zaczynają śpiewać ptaki. Robi się widno. Wiem, że ta noc jest stracona. Wstaję z łóżka i idę się przejść. Nie zniosę dłużej leżenia. Wychodzę zobaczyć, jak o poranku wygląda plaża Kokrobite.

Zdjęcia i relacja z podróży do Ghany

Zdjęcia z podróży do Ghany

Pozostałe odcinki relacji z podróży do Ghany na blogu

Informacje praktyczne i wskazówki przed podróżą do Ghany

Podróż do Ghany – informacje praktyczne

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.