Samochodowa przygoda w Namibii

Samochodowa przygoda w Namibii

Samochodowa przygoda w Namibii

Samochodowa przygoda w Namibii trwała. Skeleton Coast okazał się miejscem, którym byłem trochę zawiedziony. Minęliśmy kilka wraków, a w zasadzie szczątków rozbitych na tajemniczym namibijskim wybrzeżu statków. Zobaczyliśmy trochę wydm, które nie były tak spektakularne, jak wydmy w Sossusvlei. Pozwolenie, które mieliśmy pozwalało jedynie na przejazd główną drogą kończącą się w Torra Bay. Dalsze podróżowanie byłoby nielegalne. Mimo wszystko pojechaliśmy dziesięć kilometrów dalej. To był nasz ostatni kontakt z oceanem i najdalej na północ odwiedzone nad nim miejsce.

W samym Torra Bay znajduje się puszczony kemping pośród piachów (tylko w grudniu i styczniu). Krajobraz urozmaica pasmo najładniejszych na wybrzeżu żółtych wydm. Ten widok nieco zrekompensował nam nudniejszy odcinek drogi. Od tej chwili zaczęła się nasza podróż w kierunku Etoszy. Jak nic by nam nie przeszkodziło była szansa pokonania tego dnia około dziewięćdziesięciu kilometrów do samego Parku Narodowego Etoszy. Po cichu na to liczyliśmy.

Torra Bay
Torra Bay

Zmiana krajobrazu

Krajobraz nareszcie zaczął się zmieniać. Z brudnoszarej pustyni przekształcił się w czerwonawe góry, sawannę, busz i kolejne góry. Droga była kiepska. Sporo było podmytej nawierzchni i przejazdów przez wyschnięte rzeki. Pojawiło się bardzo sporo zwierząt. Mijaliśmy szakale, zebry, antylopy, strusie, niezliczone ilości ptaków i owadów. Fatalna droga i potworna ilość ostrych kamieni dawały nam się we znaki. Złapaliśmy też pierwszą gumę. Na szczęście mieliśmy zapasowe koło, a wymiana poszła bez większych komplikacji pomimo tego, że robiliśmy to po raz pierwszy w życiu. Pasek, z którym mieliśmy problemy znów zaczął piszczeć. Na wszelki wypadek jechaliśmy nieco wolniej. Nie mieliśmy więcej zapasowych kół, a przedziurawiona opona w tym miejscu byłaby sporym problemem. Złapanie kapcia raz jeszcze to byłaby przygoda w Namibii.

W drodze do Etoszy odwiedziliśmy miejsce zwane Petrified Forest. Nazwa jest nieco myląca, bo żadnego lasu tu nie zobaczymy. Tak zostało nazwane spore skupisko potężnych skamieniałych pni drzew, które trafiły tam z odległych terenów podczas potężnej powodzi miliony lat wcześniej. Drzewa zostały odkryte dopiero w latach czterdziestych XX wieku. Przeprowadzone badania mówiły, że rośliny te mogły mieć nawet ponad czterdzieści metrów wysokości. Tuż obok można dostrzec znane już nam Welwiczje zwyczajne (przedziwne), których najstarsze okazy mogą mieć nawet ponad 1 500 lat.

Khorixas

Po przejechaniu kolejnych pięćdziesięciu kilometrów dotarliśmy do Khorixas. Znaleźliśmy mechanika, który przy pomocy czterech pomocników zajął się naprawą naszej opony. Pięć osób i jedna przebita opona. W tym czasie przed obiektywem mojego aparatu popisywały się dzieci. Dorwały wózek na dwóch kółkach, z którym biegały, przewracały się i wygłupiały. Mechanicy poradzili sobie w godzinę, co pozwoliło na zrobienie niezbędnych zakupów, zatankowanie samochodu i wizytę w mrocznym barze. Lada i półki znajdowały się za grubymi kratami. Zapach alkoholu unosił się w powietrzu Panował półmrok. Jedyna święcąca żarówka w niewielkim stopniu oświetlała ciemne twarze miłośników wysokoprocentowych trunków. Czułem ich spojrzenia na sobie. Pośpiesznie kupiłem dwa piwa, wino i przepyszne frytki polane nieznanym mi sosem, po czym jeszcze szybciej opuściłem mroczny lokal.

Dzieci z Khorixas
Dzieci z Khorixas

Pomiędzy Khorixas i kempingiem, z którego tego dnia wyruszyliśmy na dystansie około czterystu kilometrów nie było żadnej stacji benzynowej. Przez trzysta kilometrów spotkaliśmy tylko jeden samochód. Dopiero w Damaralandzie pojawiło się trochę domów i ludzi. Oznaczało to również, że opuściliśmy jeden z najmniej przyjazny ludziom pustynny rejon wybrzeża Namibii.

Z Khorixas do celu zostało ponad sto kilometrów. Mężczyzna w serwisie ostrzegł nas przed licznym antylopami Kudu. Przede wszystkimi musieliśmy być czujni po zmroku, a sporą część drogi zamierzaliśmy właśnie pokonać już po zachodzie słońca. Pocieszające było to, że stosunkowo rzadko na naszej trasie spotykano zebry, słonie i lwy. Gdybyśmy podróżowali do miejsca, z którego tego dnia przyjechaliśmy szansa na ich spotkanie byłaby duża.

W drodze do Outjo

Od Khorixas droga była asfaltowa. Przed maską samochodu przechodziły albo przebiegały krowy, gryzonie i szakale. Jeden z nich ucztował. Zdrapywał z nawierzchni drogi jakąś padlinę. Ale Kudu nie było. Na trzydzieści kilometrów przed Outjo zauważyłem, że nasze długie światła nie są aż tak mocne jak wcześniej. W zasadzie prawie ich nie było. Wtedy też zwróciłem uwagę na przygasające oświetlenie wewnątrz samochodu. Było to dziwne. Czekałem, aż znów zerwie się pasek i staniemy w szczerym polu. Samochód jednak jechał dalej. Prowadziłem go ze stałą prędkością. Żadnego przyspieszania ani hamowania, czy konieczności zmiany biegów.

Nagle zaświeciła się lampka kontrolna ciśnienia oleju. To nie był dobry znak. Szykowała się kolejna przygoda w Namibii. Przed nami było jeszcze dwadzieścia pięć kilometrów. Wyłączyłem długie światła i w tym momencie usłyszałem huk. Coś strzeliło pod maską Golfa. Zgasły wszystkie światła, a po chwili zapaliły się wszystkie możliwe kontrolki na kokpicie. Mimo wszystko samochód jechała dalej. Z przednich świateł nie mogliśmy korzystać, bo ich po prostu niebyło. Z tyłu nie wiedziałem co się dzieje. Gdyby Kudu stanęło na naszej drodze z pewnością trafilibyśmy w niego idealnie.

Do mety zostało piętnaście kilometrów. Kontrolki w samochodzie nieco przygasły. Jechaliśmy z prędkością około 80 km/h. W całkowitej ciszy. Z twarzami przy przedniej szybie. Z oczami nerwowo wypatrującymi przeszkód na drodze. Było mi zimno. Trząsłem się ze zdenerwowania. Wyciągnąłem czołówkę, aby nią świecić przed samochodem. Jeszcze dziesięć kilometrów.

Jeszcze tylko pięć kilometrów

Lampka ciśnienia oleju uporczywie migała i piszczała. Na pięć kilometrów przed Outjo ujrzeliśmy delikatną łunę światłą unoszącą się nad miasteczkiem. Zastanawiałem się, czy zatrzemy silnik, czy może jednak zderzymy się z Kudu. Zredukowałem po raz pierwszy bieg, po czym skręciłem na skrzyżowaniu. Siłą rozpędu przejechałem jeszcze około 500 metrów z górki chociaż silnik nie miał już żadnej mocy. Wtoczyłem się na teren niewielkiej stacji benzynowej i gdy samochód się zatrzymał silnik zgasł ostatecznie. To był chyba jakiś cud.

Po raz drugi podczas podróży po Namibii samochód psuje tuz obok miejsca, do którego zamierzaliśmy dojechać. Nie możemy uwierzyć w to, że nic nam się nie stało po drodze. Gdyby awaria zdarzyła się na Wybrzeżu Szkieletów moglibyśmy długo czekać na pomoc, choćby na przejeżdżający samochód, nie mówić już o naprawie.

W oczekiwaniu na kolejny dzień

Nie mogliśmy wezwać pomocy drogowej, ani skontaktować się z wypożyczalnią samochodów, bo nie mieliśmy przecież telefonów komórkowych. Musieliśmy po prostu cierpliwie czekać na następny dzień. Przepchnęliśmy Golfa spod dystrybutora pod płot i rozłożyliśmy tymczasowe obozowisko. Dobrze, że w Khorixas zrobiliśmy zakupy. Mieliśmy kolację. Czuliśmy się też bezpiecznie, bo stróż zatrudniony na stacji kręcił się w pobliżu i nas pilnował.

W międzyczasie pojawiło się też dwóch zaciekawionych samozwańczych mechaników. Wypytywali o to, co się stało. Zaglądali pod maskę. Kiwali głowami ze zrozumieniem. Uruchomiliśmy silnik, który ku naszemu zdziwieniu zaczął normalnie funkcjonować. Było to bardzo dziwne, ale i tak zamierzaliśmy zaczekać do rana na prawdziwych fachowców, bo ci którzy kiwali głowami nie mieli pojęcia o tym, co mogło się dziać. Zastanawialiśmy się też, co robić, gdy rano wszystko będzie działało prawidłowo? Jeżeli trafilibyśmy do mechanika takiego, jak ci z Khorixas, którzy naprawiali dziurawą oponę to może lepiej jakby działało? Ale czy odważyć się jechać takim samochodem dalej? A może czekać na nowy samochód? Może wracać do Windhoek? Byłem trochę zrezygnowany. Szkoda by było nie wjechać do Etoszy, gdy byliśmy już tylko kilka kilometrów od bramy Parku Narodowego. Czułem jednak, że zaryzykujemy jazdę do Etoszy. Byłem ciekawy jak zakończy się nasza przygoda w Namibii.

Informacje praktyczne i wskazówki przed podróżą do Namibii

Przed podróżą do Namibii i RPA warto zerknąć na kilka wskazówek ułatwiających planowanie wyjazdu. Sprawdźcie informacje praktyczne przed podróżą do Namibii, jak zaplanować podróż do Afryki, gdzie znaleźć tanie bilety oraz co spakować.

Zdjęcia i wspomnienia z podróży do RPA i Namibii

W galerii znajdziecie zdjęcia z podróży do RPA i zdjęcia z podróży do Namibii. Wszystkie odcinki relacji z podróży można przeczytać na blogu z pierwszej podróży do Namibii.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.