Szympansy z Parku Narodowego Lasu Kibale

Szympansy z Parku Narodowego Lasu Kibale w Ugandzie

Szympansy z Parku Narodowego Lasu Kibale w Ugandzie

Naszym celem jest Fort Portal, a następnie las Kibale, gdzie po raz pierwszy zobaczymy szympansy w Ugandzie. Teoretycznie PostBus powinien odjechać o godzinie 5. Tradycyjnie jednak nie oznacza to niczego zobowiązującego. Może odjechać o 4 albo o 6. Zależy kiedy zbierze się wystarczająco dużo pasażerów. Bez zbytniego pośpiechu idziemy z hotelu w kierunku czekającego na pasażerów autobusu. Nie trzymamy się ustalonych wcześniej zasad, wśród których najważniejszą była, aby nie chodzić nocą po ulicach. Jest pusto, cicho i ciepło. Niemal nikogo nie ma jeszcze na ulicach. Obłędny nocny i spokojny klimat malutkiego ugandyjskiego miasta, z wymalowanymi kolorowymi budynkami, dziurawymi ulicami, kurzem i marabutami na dachach. Uśmiechamy się do siebie.

Autobus już czeka. Zajmujemy miejsca i ucinamy sobie drzemkę. Nie trwa długo. Autobus zatrzymuje się wyjątkowo często zabierając kolejnych pasażerów. Już po kilkunastu minutach autobus jest pełny i nie ma możliwości, aby spać. Do Fort Portal docieramy krótko przed wschodem słońca. Wysiadamy w dziwnym miejscu, gdzie co chwilę widzimy kogoś z karabinem. Nie jest przyjemnie.

Powinniśmy przesiąść się do kolejnego autobusu, który zawiezie nas do Kibale Forest National Park. Chcemy zobaczyć szympansy. To ma być nasza za zdobycie gór. Planowaliśmy wprawdzie odwiedzić górskie goryle w Ugandzie albo Rwandzie, ale zbyt późno zaczęliśmy o tym myśleć. Było zbyt późno na uzyskanie pozwoleń. Szympansy też będą miłą nagrodą.

Matatu w Ugandzie – chcemy dojechać do Kibale i zobaczyć szympansy w Ugandzie

Kręcimy się w kółko. Jedni mówią, że matatu (lokalny wieloosobowy autobus) do naszego parku odjeżdżają z jednego miejsca. Policjant kieruje nas w przeciwną stronę. Ostatecznie pan policjant okazał się nieświadomy tego, skąd naprawdę odjeżdżają matatu do Kibale. Być może był zły, że go obudziliśmy z drzemki.

Tym razem autobus wieloosobowy to małe nadużycie. W kierunku lasu Kibale kursują samochody marki Toyota Corolla. Pewnie dlatego, że nie ma wielu chętnych i długo trzeba by czekać na zebranie kompletu pasażerów do normalnego matatu. Nie przeszkadza nam to zupełnie.

Wsiadamy do jednej z trzech samochodów. Małe plecaki wkładamy na tylne siedzenie. Te duże zostają upchnięte w bagażniku. Czekamy. Wsiada pan z teczką. Mamy komplet pięciu pasażerów. Nic z tego. To nie koniec czekania. Jest nas za mało. W międzyczasie kierowca postanawia naprawić zapasowe koło. Duże plecaki przenoszą się na dach, a koło jedzie do wulkanizacji. No hurry In Africa. Po kilkudziesięciu minutach wraca naprawione koło. Plecaki wracają do bagażnika. Czekamy dalej.

Czekamy dalej na matatu

Wydaje nam się, że nikt więcej się nie zmieści. Ale jesteśmy z błędzie. Do pana z teczką na przednie siedzenie dołącza pan z wielkimi słuchawkami na uszach Jest nas szóstka. Komplet? Jeszcze nie. Można się przecież domyślić, że fotel kierowcy jest taki sam jak fotel pasażera. Dlaczego ma na nim siedzieć tylko jedna osoba? Czekamy dalej.

Do pasażerów dołącza pani z małą dziewczynką. Z tylu jest jeszcze sporo miejsca. Pani siada obok nas. A dziewczynka siada na jej kolanach. Drzwi ciężko domknąć, więc ktoś z zewnątrz robi to za nas. Wydaje się, że 9 osób to maksymalna pojemność tego matatu. W sumie mamy szczęście, że nikt nie podróżuje z łóżkiem,  materacem albo workiem ziemniaków. Z pewnością gdzieś w naszym samochodzie jeszcze jest niewykorzystane miejsce.

W końcu to Afryka. Zgadza się to, co kiedyś przeczytałem w książce Tomka Michniewicza, jeżeli chce się jechać z wersalką – no problem – jesteś pasażerem z łóżkiem i jedziesz. Jeżeli musiałbyś przewieźć tuzin wiader, na pewno znalazłoby się na nie miejsce. To jest piękne.

W drodze do lasu Kibale

Szutrową pomarańczową drogą jedziemy w kierunku lasu Kibale. Progi zwalniające pokonujemy w poprzek. W tradycyjny sposób Toyota nie dałaby rady. Mijamy też ogromne plantacje herbaty i bananów. Śmiejemy się do łez. A ja trzęsę się ze śmiechu, łkając i przecierając łzy z policzków. Afryka jest niesamowita.

Po godzinie docieramy w końcu do Parku Narodowego Lasu Kibale. Tu chcemy zobaczyć szympansy w Ugandzie. Cena za wejście do parku jest dość wysoka. Trzeba zapłacić 150 dolarów za osobę za trzygodzinny spacer w poszukiwaniu szympansów (chimpanzee tracking). Mimo wszystko razem z Robertem idziemy. Paweł zostaje i razem z nim zostawiamy wielkie plecaki. Wraz z uzbrojonym przewodnikiem wchodzimy do lasu. Mijamy gęstwinę złożoną z najprzeróżniejszych drzew, lian, krzaków, ptaków, motyli. Żyje tu podobno 13 gatunków małp i wiele innych ssaków, płazów i gadów. Są też wielkie pytony gotowe zjeść nas w każdej chwili.

Szympansy w Ugandzie – trzygodzinny spacer

Idziemy wydeptanymi alejkami. Przewodnik kontaktuje się z innymi przewodnikami przez krótkofalówkę. Naszym celem są szympansy. Tak naprawdę wiadomo, gdzie przebywają. Nagle stajemy pośród nich. Są dookoła. Przechodzą obok nas. Skaczą po drzewach. Może nawet nie skaczą, ale przechodzą płynnie z jednego drzewa na inne. Jak one to robią? W stadzie jest podobno około setki szympansów z jednym liderem. Dostrzegamy zaledwie kilka, może kilkanaście z nich. Niektóre samice płynnie poruszają się z gałęzi na gałąź z małymi słodkimi szympansiątkami trzymającymi się ich futra.

Szympansy z Parku Narodowego Lasu Kibale w Ugandzie

Szympansy przeszukują drzewa w poszukiwaniu swoich przysmaków, owoców palmy i fig. Czasem sprawnie schodzą na dół i zjadają to, co zerwały na górze. Zachowują się jak ludzie. Nie mogę się nacieszyć ich widokiem. Wpatrujemy się w szympansy i zastanawiamy się, jak wiele wspólnego mają ludzie z tymi małpami.

Szympansy w Ugandzie – obserwacja w lesie Kibale

Wysuwają szczęki, nawilżając owoce palmowe i śliniąc się przy tym jednocześnie gryzą owoce. Inne szympansy leżą na ziemi na plecach i śpią. Zupełnie jak my. Inne z kolei układają się na gałęziach z drzew niczym w gniazdach i z rękoma pod głową drzemią. Małe szympansiątka naśladują matki. Czepiają się futra, przytulają się.

Warto było. Dwie godziny mijają niepostrzeżenie. Na tyle pozwala wykupiony bilet wstępu. Bardzo mi się podobało.

Oczekiwanie na matatu z Parku Narodowego Lasu Kibale - szympansy w Ugandzie

Czas jechać dalej. Siadamy przy pomniku szympansa w oczekiwaniu na matatu. Z nudów robimy różne zdjęcia z drewnianą małpą. Od czasu do czasu przejedzie tędy boda boda (motocykl z pasażerem)  i zakurzy wszystko dookoła na pomarańczowa. Czasem minie nas rowerzysta. Autobusów nie ma. Samochodów też. Cierpliwie czekamy.

Ile osób zmieści się w Matatu?

Zastanawiamy się, ile osób maksymalnie może się zmieścić do matatu? Wydawało nam się, że dziewięciu pasażerów to szczyt możliwości. Myliliśmy się. Nagle zatrzymuje się Toyota z siedmioma osobami. Kierowca wysiada i mówi, że spokojnie wejdziemy. Bagażnik jest wprawdzie pełny, a na bagażniku leżą dwa materace. To nie jest problem. Wystarczy pougniatać i trzy wielkie plecaki mieszczą się w bagażniku, a na nim będzie po prostu więcej innych przedmiotów związanych sznurkiem.

Co z nami? Starszy Pan podróżujący z długim kijem przenosi się na siedzenie kierowcy. Na kanapie zostają 4 osoby. Dosiadamy się z Robertem i małymi plecakami. O tym, że z przodu spokojnie zmieszczą się 4 osoby już wiemy. Dwie osoby siadają na miejscu pasażera. Dwie na miejscu dla kierowcy. Jedziemy w dziesięć osób. Cieszę się, że przez najbliższych 50 kilometrów nikt nie czeka na matatau. Podejrzewam, że spokojnie weszłyby jeszcze ze dwie osoby, skoro potrafię wyjąć z plecaka aparat i robić zdjęcia i częstować współpasażerów ciastkami Ruwenzori.

Nie wiem skąd w Europie te zasady, że limit miejsc to 5 osób. Śmieję się tak bardzo z tej przedziwnej sytuacji, że razem ze mną trzęsie się cały tylni rząd pasażerów. To jest niesamowite. Dla takich wariackich chwil uwielbiam podróże po Afryce.

W podróży przez Ugandę

Bezpiecznie docieramy do Fort Portal. Jesteśmy wcześniej niż myśleliśmy. To oznacza, że spróbujemy dojechać jeszcze dziś do Kampali. Szukamy kolejnego matatu. Czym teraz zadziwi nas Uganda?

Kolejna podróż matatu

Do Kampali kursują normalne matatu, czyli Toyoty Hiace. Teoretycznie wchodzi do nich czternastu pasażerów. Znajdujemy właściwy samochód i zajmujemy miejsca. Plecaki mieszczą się pod siedzeniami. Część bagaży trafia do tyłu pomiędzy oparcia siedzeń i klapę tylną. Wieziemy też pokaźną ilość zielonych bananów umieszczonych na dachu. Ciekawe co jeszcze zostanie spakowane.

Zebranie wystarczającej liczby pasażerów trwa długo. Dosiada się chłopak z dredami i pani z kogutem częściowo zawiniętym w foliową torbę. Początkowo jest całkiem komfortowo. W niezłym tempie przemieszczamy się wśród gigantycznych plantacji herbaty, bananów i drzew chlebowych (jackfruitowych) i mijamy dziwaczne krowy z wielkimi rogami.

Wciąż się zastanawiam dlaczego w Ugandzie wypalanych jest aż tak dużo traw i drzew. Mógłbym nawet pokusić się o stwierdzenie, że Uganda płonie. Niemal nie ma przy drodze miejsca, skąd nie byłoby widać spalonej łąki, palących się traw, czy płonących żywym ogniem palm. Wygląda to smutno. Z każdą chwilą kierowca matatu jedzie szybciej. Jest widno. Ruch nie jest wielki, a wyprzedzanie na trzeciego pod górkę i na zakręcie aż tak bardzo nie przeraża.

Chodzi chyba o to, aby zdążyć do Kampali przed zmrokiem. Prędkościomierz nie działa. Dzięki temu nie przeraża nas prędkość z jaką jedziemy, bo nie jesteśmy tego świadomi.

Stajemy po drodze tylko kilka razy. Pasażerowie załatwiają najpilniejsze potrzeby: toaleta, kupno jackfruita, worka ziemniaków, kilku ananasów, pieczonych banany, kawałków kurczaka, coca coli, a nawet mięsa na patyku (nazwaliśmy to szczurami na patyku, ponieważ nikt chyba nie jest pewny, co to właściwie jest).

Szybka jazda do Kampali

Przy progach zwalniających, skrzyżowaniach i w miastach sprzedawcy podsuwają różne przedmioty do okien. To popularna metoda sprzedaży w Ugandzie.

Przydrożne przysmaki

Z każdym kolejnym kilometrem przybliżającym nas do Kampali kierowa sprawdza wytrzymałość matatu. Bijemy wręcz kolejne rekordy prędkości z górki, a przejeżdżając przez wioski trzymamy się zasady trąbię, więc jadę. Dziwię się, że do tej pory jeszcze nie mieliśmy wypadku. Mijamy z zawrotną prędkością setki pieszych, rowerzystów, motocyklistów i innych samochodów, niekoniecznie oświetlonych. Nie dziwię się więc, że w lokalnej prasie codziennie pojawiają się notatki o śmiertelnych wypadkach z udziałem matatu.

Czekam z niecierpliwością, aż w końcu dojedziemy do Kampali. Boję się chyba bardziej niż podczas przejazdu z Nairobi do Kampali nocą.

Udało się. Dojechaliśmy bez szwanku. Bez problemu znajdujemy taksówkarza, który zabiera nas do Red Chilli. Szczęście nam sprzyja dodatkowo, bo akurat jutro jest wyjazd do Parku Narodowego Wodospadu Murchisona. Bez wahania decydujemy się na wycieczkę.

Trzymając się zasady, że nocami po afrykańskich miastach chodzimy tylko czasami niestety nie zjemy dziś kolacji. Tu nic już nie kupimy. A do restauracji obawiamy się iść o tej porze. Wychylamy więc po piwie i chowamy się pod moskitierę. Tym razem we dwóch w małżeńskim łożu razem z Robertem. To był udany dzień. Strasznie mi się podobał. Życzę każdemu żeby kiedyś mógł poznać taką Afrykę, jak my dziś.

Informacje praktyczne i wskazówki przed podróżą do Ugandy i Kenii

Przed podróżą do Ugandy i Kenii warto zerknąć na kilka wskazówek ułatwiających planowanie podróży do Afryki. Sprawdź, jak zaplanować podróż do Afryki, gdzie znaleźć tanie bilety oraz co spakować. Możesz również sprawdzić, jakie są koszty organizacji safari w Kenii. A jeśli szukasz kontaktu do sprawdzonego biura, które zajmuje się organizacją safari albo trekkingu w Kenii lub Ugandzie, napisz po prostu do mnie – postaram się pomóc.

Zdjęcia i wspomnienia z podróży do Ugandy i Kenii

W galerii znajdziecie zdjęcia z podróży do Ugandy i zdjęcia z podróży do Kenii. Wszystkie odcinki relacji z podróży można przeczytać na blogu z podróży do Ugandy i Kenii.

Album fotograficzny ze zdjęciami z Ugandy i Kenii

Polecam też album fotograficzny „W drodze na najwyższe szczyty Afryki” (jestem jego autorem!) ze zdjęciami z Ugandy i z Kenii. Oprócz zdjęć znajdziesz w nim również opowieści z podróży po Afryce oraz wspomnienia i ciekawostki z górskich wędrówek po Afryce. Oczywiście są w nim obszerne fragmenty poświęcone górom w Kenii i Ugandzie. Polecam!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.