Masajski przewodnik z wulkanem Ol Doinyo Lengai w tle

Trekking z Empakaai nad jezioro Natron

Trekking z Empakaai nad jezioro Natron

Prawie nie spałem, bo chłód nocy dał się we znaki. Z przerażeniem myślę o wyjściu ze śpiwora. Czym prędzej chyba muszę zacząć się ruszać to może będzie nieco cieplej. Jest mi cieplej niż podczas próby spania. Mam nadzieję, że trekking z Empakaai nad jezioro Natron nieco mnie rozgrzeje.

Wschód słońca. Powoli robi się widno. Śniadanie czeka już stole. Omlet, kiełbasa, ziemniaki i owoce. Pakujemy się szybko, aby wyruszyć chwilę przed siódmą, bo zależy nam na czasie. W końcu mamy zamiar przejść aż 28 km po górach, od krawędzi kaldery Empaakai aż do podnóża wulkanu Ol Doinyo Lengai. Czy to się uda? Czy moje kolano na to pozwoli? Dowiem się tego za kilkanaście godzin.

Trekking z Empakaai nad jezioro Natron. Fotografowanie ptaków

Słońce powoli rozgrzewa powietrze i w końcu nie trzeba ciepłych ubrań. Idziemy niecałe pół godziny, by stanąć przed gąszczem kwiatów. Patrzymy z zadowoleniem, jak lądują na nich nektarniki. Przynajmniej kilka gatunków. Przysiadają na kilka chwil, aby zanurzyć języki w kwiatach i przelatują dalej. Idziemy dalej pół godziny i znowu stajemy. Tym razem przed pomarańczowymi kwiatami, gdzie nektarników jest jeszcze więcej.

Trekking z Empakaai nad jezioro Natron, Nektarnik dwuwstęgi w Tanzanii
Nektarnik dwuwstęgi w Tanzanii

Nie przeszliśmy nawet dwóch kilometrów, a minęły ponad dwie godziny. Od teraz musimy nieco przyspieszyć, żeby zdążyć przed zmrokiem. Nie zatrzymujemy się więc prawie wcale. Prowadzi nas droga, która z każdym metrem jest coraz gorsza. W końcu urwie się w masajskiej wiosce Nayiobi.

Masajskie zwyczaje

Daniel opowiada o masajskich zwyczajach. Weryfikuję w ten sposób informacje, które posiadałem wcześniej. Opowiada o życiu Masajów i niektórych tradycjach. Idąc przez masajskie wioski łatwo się domyślić, że ich dieta jest dość uboga. Składa się przede wszystkim z mleka, mięsa, czasem krwi. Obecnie jednak w ich posiłkach pojawił się też główny posiłek, czyli ugali. Warzyw nie ma w tym zbyt dużo.

Większość dzieci chodzi podobno do szkół. Gdy przychodzi okres, gdy powinni stać się wojownikami odbywa się ważna uroczystość, a w zasadzie szereg uroczystości trwających wiele dni. W ich trakcie chłopcy czasem trzymają się razem. Dla rozpoznania malują twarze na biało i zakładają czarne ubrania. Gdy ten etap dobiega końca stają się wojownikami. Teoretycznie powinni nosić inne stroje, fryzury i zajmować się bydłem. Coraz rzadszy to jednak widok, bo muszą chodzić do szkół. Na szczęście zwyczaj jeszcze nie zaginął.

Nazwy masajskich wiosek i imion biorą się od ważnych wydarzeń, czy podobieństw. Nayiobi – wioska w rejonie Highlands oznacza zimne miejsce. Masajskie imię Daniela – Liarin – oznacza długie życie. Masajowie mają wiele żon. Daniel ma dwie. Jeden z szamanów zwanych u Masajów Laibon miał podobno 50 żon. Inny szaman z tego samego klanu Ingidong ma 24 żony.

Trekking z Empakaai nad jezioro Natron. Kurz i pył

Dzięki opowieściom droga mija bardzo ciekawie. Powoli opuszczamy rejon Highlands. Dawno zeszliśmy z krawędzi kaldery i wędrujemy po koszmarnym wulkanicznym pyle. Każdy krok powoduje chmurę unoszącego się kurzu.

Starsza Masajka z wioski Nayiobi w Tanzanii
Starsza Masajka z wioski Nayiobi w Tanzanii

Jesteśmy w wiosce Nayiobi, gdzie kończy się droga. To rozrzucone po wzgórzach tradycyjne masajskie chaty zwane w języku Maa Inkajijik. Chaty budowane są przez kobiety. Zresztą kobiety wykonują większość obowiązków domowych. Kilka chat otoczonych jest tak zwanym Kraalem, czyli płotem. Im liczniejsza rodzina tym więcej domostw w środku Kraala. Oprócz domów znajdują się tam otoczone patykami wbitymi w ziemię zagrody dla bydła. Mniejsze dla kóz i większe dla krów. Bardzo często wszystko otoczone jest również niebezpieczną niepozorną i odporną na suszę rośliną kwitnącą na żółto.

Krowy wciąż są ważne dla Masajów, którzy uważają, że tylko oni potrafią się nimi zajmować. Dodatkowo uważają, że wszystkie krowy należą do nich. Nie prowadzą już jednak z tego powodu wojen. Daniel mówi też, że w tej chwili raczej nie ma już większych konfliktów. Może z wyjątkiem konfliktów z mieszkającymi tuż obok Sonjo.

Nayiobi

Nayiobi jest mało przyjemne. Pełno tu kurzu i pyłu. Gdy tylko pojawiamy się w tym miejscu, towarzyszą nam dzieci i kobiety, które chcą nam sprzedać wszelkiego rodzaju pamiątki, głównie bransoletki z koralików. Wiemy, że pieniądze przydadzą się w tym miejscu. Kupując kilka rzeczy w sklepie z pamiątkami w Aruszy zapłacilibyśmy pewnie ze dwa, a może trzy razy więcej. Tu płacimy też za zdjęcia, które wykonujemy. Tak już to działa.

Kolejny etap wędrówki to przejście przez piękny akacjowy las. Nareszcie odmiana od pyłu. W korycie wyschniętej rzeczki robimy przerwę, bo przeszliśmy połowę trasy. Jest już czternasta i jestem pewny, że do celu dojdziemy po zmroku. Jedząc przekąski fotografujemy piękne żołny białoczelne.

Żołna białoczelna w Tanzanii
Żołna białoczelna w Tanzanii

Dalej jest coraz łatwiej, bo wychodzimy na piękne łąki na przełęczach i wzgórzach. Krajobraz iście bieszczadzki. Idzie się już szybciej, chociaż czujemy zmęczenie. Łąki są coraz piękniejsze. A falujące pożółkłe od słońca wysokie trawy robią ogromne wrażenie. Dzisiejszy spacer to jeden z fajniejszych trekkingów w Afryce, na których byłem.

Ol Doinyo Lengai

Schodzimy coraz niżej i niżej. W końcu pojawia się Ol Doinyo Lengai. Jest pięknie oświetlony popołudniowym słońcem. Wygląda jakby miejscami pokrywał go śnieg. Nie wiem jak na niego wejdziemy, bo sprawia wrażenie niedostępnego. A my musimy zejść aż do samego dołu, a jutro dwa kilometry pod górę.

Krok za krokiem zbliżamy się do celu. Chłód już nam nie grozi, a ciepły popołudniowy wiaterek uprzyjemnia ostatnie chwile wędrówki. Promienie zachodzącego słońca oświetlają wulkan. Gdy słońce zachodzi jesteśmy na miejscu. Przeszliśmy 28 kilometrów w nieco ponad 11 godzin. Przed nami jeszcze kilka kilometrów samochodem na kemping w pobliżu jeziora Natron. Byłem tu w 2013 roku z Agnieszką, ale wtedy trwała pora deszczowa. Dziś jest jednak sucho.

Na pokrytym zieloną trawą kempingu pośród akacjowych drzew spędzimy trzy najbliższe noce. Co za ulga, że nie trzeba już iść. Można zdjąć w końcu buty i usiąść, a przede wszystkim zmyć pył pod prysznicem. To był bardzo udany dzień. Szkoda, że nie mamy tu zasięgu. Bardzo tęsknię za Mateuszkiem. Chciałbym usłyszeć jego „halo tata”.

Zdjęcia i wspomnienia z podróży do Kenii i Tanzanii

W galerii znajdziecie zdjęcia z podróży do Kenii i zdjęcia z podróży do Tanzanii. Wszystkie odcinki relacji z podróży można przeczytać na blogu z podróży do Kenii i Tanzanii.

Informacje praktyczne i wskazówki przed podróżą do Kenii i Tanzanii

Przed podróżą do Kenii i Tanzanii warto zerknąć na kilka wskazówek ułatwiających planowanie wyjazdu. Sprawdźcie jak zaplanować podróż do Afryki, gdzie znaleźć tanie bilety, co spakować, ile kosztuje safari w Kenii oraz jaki jest koszt trekkingu na Ol Doinyo Lengai.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.