W drodze do Harare

Wodospad Mutarazi – najwyższy wodospad Afryki

Wodospad Mutarazi – najwyższy wodospad Afryki

To nie miała być długa noc z założenia. Już o piątej rano dźwięk piejącego koguta w moim telefonie wyrywa mnie ze snu. Po co on dzwoni? Zastanawiam się przez chwilę. Już wiem. O szóstej mamy ruszyć w stronę wodospadu Mutarazi, który jest najwyższym wodospadem w Zimbabwe i drugim pod tym względem w Afryce (najwyższym jest wodospad Tugela w Republice Południowej Afryki). Posłusznie wstajemy i zabieramy się za pakowanie. Na śniadanie serwujemy we własnym zakresie pomarańcze i jabłka.

Punktualnie wychodzimy przed hotel i oczywiście nikt na nas nie czeka. Mija 10 minut. Mija 20 minut. Pół godziny. 40 minut. I już wiemy, że nie możemy jechać o tej porze nad wodospad, bo spóźnimy się do Harare.

Africa time

Mieszkańcy Zimbabwe żyją w swoim tempie i w swoim świecie. Spóźniony samochód przyjeżdża tuż przed 7 i najzwyczajniej w świecie kierowca zaprasza do środka. Jesteśmy źli. Bardzo chcieliśmy zobaczyć wodospad Mutarazi. To w końcu 762 – metrowy wodospad, siedemnasty pod względem wysokości wodospad na świecie. Jest jednak zbyt późno. Ostro wypowiadamy się na temat punktualności kierowcy. Odprawiamy go z kwitkiem i stajemy przy drodze czekając na autobus do Harare. Gość jest zdziwiony. Dlaczego nie chcemy z nim jechać? Zachęca. Mówi, że zdążymy, że droga do wodospadu zajmie nam tylko godzinę. Jesteśmy nieugięci. Żegnamy go.

Czekamy z 10 minut i postanawiamy, że zaryzykujemy. Proponujemy kierowcy jednak niższą stawkę. Dodatkowo żeby go zmobilizować umawiamy się, że jeśli nie zdążymy na czas otrzyma od nas jeszcze niższe wynagrodzenie. Może to go zmobilizuje. Chociaż szczerze w to nie wierzymy. Tak, czy inaczej najpóźniej o godzinie 11.30 musimy wrócić.

W drodze nad wodospad Mutarazi – najwyższy wodospad Afryki

Zgodnie z przewidywaniami dojazd na parking przed wodospadem zajmuje ponad 90 minut. Do punktu widokowego musimy podejść jeszcze około 600 metrów. Niestety. Wszystko tonie we mgle. Przez całą drogę na parking towarzyszyło nam piękne słońce i bezchmurne niebo. Tu pogoda zmieniła się diametralnie. Mgła i chmury gramolą się z doliny ku skałom, z których z hukiem spada woda. Niestety tylko słyszymy jak spada. Mgła opanowała okolicę. Nie widać absolutnie nic. Ta mgła nas w tym roku prześladuje. Na górze Binga mgła. Na górze Nyangani mgła. Tu również. Kolejną atrakcję możemy sobie tylko wyobrazić. Czekamy jeszcze kilkadziesiąt minut. Może jednak mgła opadnie. Ale nic z tego.

Wodospad Mutarazi – najwyższy wodospad Afryki
Wodospad Mutarazi – najwyższy wodospad Afryki

Czas goni. Nie zobaczyliśmy wodospadu. Nie weszliśmy też na wiszący most, który jest jedną z najwyżej zawieszonych tego typu konstrukcji w Afryce. Nawet nie wiemy, czy ten most jest już otwarty dla turystów. W internecie widzieliśmy sprzeczne informacje. W Zimbabwe ludzie też różnie mówią. Wydaje się jednak, że oficjalnie wejść na most nie można. My też nie wchodzimy, ale gdyby cokolwiek było widać pewnie przecisnęlibyśmy się przez barykadę z krzaków pomimo zakazu. Odnotowujemy mały zawód i liczymy tylko na punktualny przyjazd do Harare.

Przesiadka

Sen mnie morzy w drodze powrotnej. Budzę się na skrzyżowaniu dróg prowadzących do Nyangi i Rusape. Tu powinniśmy zaczekać na autobus. Nie musimy. Wszystko jest już zorganizowane. Kierowca wywiązał się z umowy i zdążył na czas. Na drodze stoi pickup, którym mamy pojechać do Harare. Okazuje się, że zanim będziemy mogli ruszyć w drogę do stolicy minie jeszcze parę chwil. Pickup jest zepsuty. Brakuje paliwa. Ktoś pobiegł z baniakiem po kilka litrów paliwa na stację benzynową w Juliasdale. To powinno wystarczyć, żeby samochód ruszył. Widzimy jak paliwo wycieka z rury prowadzącej do zbiornika. Kropelka po kropelce. Podobno tak ma być. Nie znamy się. Wierzymy na słowo, że uciekające z przewodów paliwo to normalna rzecz. Jesteśmy przecież w Afryce.

W międzyczasie ze stacji benzynowej wraca młody chłopak. Kierowca z trudem odpala silnik. Nie wsiadamy jeszcze. Czekamy aż kierowca pojedzie na stację, zatankuje do pełna i wróci po nas. Na wszelki wypadek zaczynamy łapać stopa. Wracają zanim zatrzymujemy okazję. Pakujemy się na pakę i w pół leżącej pozycji ruszymy w ponad dwustukilometrową podróż. Fajna przygoda. Tak sobie tylko myślę, że w wypadku zginęlibyśmy z pewnością. Po drodze jest kilka przerw. Jedna u mechanika. Odnoszę wrażenie, że kierowca chce sprzedać nasz samochód. Druga przerwa w knajpie. Samochód w trakcie całej podróży nie gaśnie ani razu.

Wodospad Mutarazi – najwyższy wodospad Afryki
W drodze do Harare

Podróż na pace daje nam świetną okazję do zrobienia kilku ciekawych zdjęć. Jest nawet całkiem wygodnie. Jest tak wygodnie, że przysypiamy z głowami na plecakach. Nagle jednak budzę się, gdy nasz samochód zjeżdża na szutrową drogę. Nie wiem co mogło się stać. Kierowca najnormalniej w świecie stwierdził, że dalej nie jedzie.

Malarz ścienny z Rusape
Malarz ścienny z Rusape

Mamy czas

Mamy jeszcze trochę czasu w zapasie. Przewidzieliśmy takie przygody, aczkolwiek limit opóźnienia na dzień dzisiejszy powoli się wyczerpuje. Na szczęście w miasteczku, do którego dojechaliśmy stoją minibusy do Harare. Zapełniają się dość szybko, ale po drodze zatrzymują się masakrycznie często. Ktoś wsiada i ktoś wysiada. Co kilkaset metrów. Szacujemy, że mamy wciąż szansę dotrzeć do Harare przed 16.00. Czyli idealnie. I tak się dzieje. Przyjeżdżamy na dworzec, z którego ruszaliśmy do Mutare kilka dni temu.

Pani Krystyna umawia się z nami w ekskluzywnym hotelu Meikles. To kilkaset metrów od miejsca, gdzie wysiadamy. W drodze do hotelu pojawia się pierwsza okazja na kupno płyt z muzyką z Zimbabwe. Mijamy stragan z płytami. Każda kosztuje 0,5 USD. Kupuję 25 płyt. W ciemno. Będzie z czego wybierać.

Znów w Harare

Pani Krystyna przyjeżdża po kilku chwilach wracając ze swojej kliniki i podrzuca nas do domu. Opowiadamy o naszej podróży i szybko docieramy do konsulatu. Nie ma prądu. Tym razem to poważna awaria. Prądu nie ma w całej dzielnicy. Generator zastępczy jednak działa i dzięki temu możemy załatwić wszystko, co trzeba. Kąpiel, ładowanie baterii, pakowanie. Korzystamy również z uprzejmości gospodarzy i przy smacznych kanapkach opowiadamy o przygodach w górach.

Dziś wieczorem podczas nieobecności Państwa Grabowskich w domu spędzimy czas z Tryem, czyli piłkarzem, którego poznaliśmy podczas pierwszego pobytu w stolicy. Wybieramy się więc we trzech do centrum handlowego. W tym czasie nasi gospodarze spędzą czas na obiedzie u jednego z wiceprezydentów. Przyjeżdża po nich Pan Marek wypasionym terenowym Land Roverem z watykańską flagą umieszczoną na masce. My wędrujemy przez ciemne ulice Harare do miejsca, gdzie można złapać busik do centrum. Zatrzymujemy combo taxi i za 0,5 USD podjeżdżamy do centrum handlowego.

Luksus w Harare

Tu jest wszystko. Luksusowe sklepy różnych sportowych marek, supermarkety, wypasione kino, a w sklepach wszystko. Szczególnie w Food Lovers. Tu jest wszystko, ale wszystko ma swoją wartość. Bo to miejsce zakupów bogatych mieszkańców Harare. Tu czas spędzają głownie biali i bogaci obywatele Zimbabwe. Dookoła luksusowe samochody i ekskluzywne knajpy. Wszystkiego pilnują ochroniarze.

Kupujemy kilka smakołyków w Food Lovers na spróbowanie i na pamiątkę: biltong, tabliczkę słodkiej krówki, jogurt o smaku aloesu i wino Four Cousins. Tym razem białe. Do kina nie idziemy, bo mamy zbyt mało czasu. Siadamy więc w barze. Zamawiamy skrzydełka kurczaka z frytkami. Zamawiamy też drinki. W zasadzie tylko ja zamawiam wymyślnego drinka. Łukasz bierze piwo, a Try tylko Sprite. Mój drink nazywa się chyba Zappa. Podpala się ciecz. Do środka wkłada się słomkę i do palącego się alkoholu dolewa się po kolei cztery kolorowe szoty. Wrażenie robi ogromne, gdy piję palący się pod nosem alkohol. Rozpływa się słodkością w ustach.

Łukasz i Try w Harare
Łukasz i Try w Harare

Wspólny wieczór

Punktualnie o 22.00 dołączają do nas nasi gospodarze i ambasador Watykanu. Po krótkiej naradzie przenosimy imprezę do konsulatu. Wypijamy po lampce Grant’sa, za którym nie przepadam i jak zwykle dyskutujemy o polityce. O tej w Zimbabwe i o tej w Polsce. Nie da się jednak tego uniknąć. Pan Wiesław mocno drąży temat aktualnej sytuacji politycznej w Polsce i delikatnie podśmiewa się z sytuacji w Zimbabwe. Mimochodem dowiadujemy się różnych szczegółów z życia dyplomatów w Zimbabwe.

Dyskutujemy o leciwym Robercie Mugabe. Zastanawiamy się, jak długo będzie jeszcze prezydentem. Ten staruszek chyba nie jest do końca świadomy obecnej sytuacji w Zimbabwe. Najstarszy prezydent na świecie otoczony doradcami najpewniej trzymany jest w swoim świecie i zapewniany, że w jego kraju jest super. No bo niby jak to ma sprawdzić. On ledwo się rusza. Nie ma więc kontaktu ze zwykłymi ludźmi. Tymczasem jego najbliżsi współpracownicy kradną setki tysięcy dolarów bez opamiętania. Przyznają sobie nagrody, gigantyczne wynagrodzenia, wyrzucają białych z ich farm, kupują za bezcen ziemię, budynki, zatrudniają fałszywych pracowników. Zarabiają po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset tysięcy dolarów miesięcznie. Szok? Jak można zniszczyć dobrze prosperujące państwo, z niezłą infrastrukturą, szkolnictwem, służbą zdrowia, dosłownie wszystkim.

Trudna sytuacja

Obecnie ponad 90% ludzi nie ma pracy. A ci co mają to głównie pracownicy państwowi. Trzymają władzę w swoich rękach. Co będzie, gdy Mugabe umrze? Moim zdaniem walka o władzę. W zasadzie wszyscy czekają na zmianę i liczą na to, że sytuacja się poprawi. To czuć w powietrzu. Wiele osób o tym mówi, chociaż publicznie nikt nie odważy się o tym wspomnieć. Takie właśnie dyskusje toczą się przy stole wieczorową porą. Przeplatamy to wątkami polskimi i mocno krytykujemy to, co aktualnie się dzieje w Polsce, bardzo mocno! Gdy już mamy dość wyłączamy generator. Wszystko gaśnie i robi się cicho i ciemno. Nadchodzi noc.

Kolejne odcinki bloga z podróży do Zimbabwe znajdziecie tu: Blog z podróży do Zimbabwe

Galeria zdjęć z podróży do Zimbabwe i Botswany do obejrzenia tu:

Zdjęcia z podróży do Zimbabwe

Zdjęcia z Botswany

2 komentarze

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.