Wrażenia z podróży do Togo i Beninu
Wrażenia z podróży do Togo i Beninu są trudne do opisania jednym zdaniem. Koniec podróży. Ląduje w Warszawie. Togo i Benin już za mną. Dwa niezbyt duże kraje w Afryce Zachodniej. Dwudziesty piąty i dwudziesty szósty kraj na mojej mapie Afryki. Odwiedzone.
Jaka była podróż? Długa, chociaż to niecałe trzy tygodnie. Udana, chociaż nie wszystko zobaczyłem. Męcząca, nawet dla mnie.

Wrażenia z gór i szczytów
Górsko – spełniona. Plan wykonany. Zdobyte najwyższe góry/miejsca w Togo (Atilakoutse), Beninie (Tanekas) i Ghanie (Leklata). Dodatkowo dwie inne (Agou i Sokbaro), które czasem nazywane są najwyższymi, chociaż nimi nie są. Nie da się ukryć, że te góry, to jak nie góry. Na część można wjechać. Na niektóre prawie, a niektóre są najwyższym stosem kamieni pośród upraw yamu, kasawy i jabłek nerkowca. Wszystkie pomiędzy 600 a 1000 m n.p.m., więc dla koneserów. Nic tam nie ma. Po prostu najwyższe. Żeby na nie wchodzić trzeba mieć fantazję albo nie po kolei w głowie, albo nie wiem dlaczego jeszcze. Ja wchodzę.
Obrzędy i Voodoo – intensywne przeżycia
Voodoo, maski, fetysze, bóstwa, szamani, kapłani, magia. Zwłoki, krew, kości, czaszki, rozkładające się na stosach zwierzęta, palone kozy, ćwiartowane krowy, psy i koty w klatkach na rzeź. Chwilami mocne wrażenia, trochę brutalne, a także nieprzyjemne i nie do końca zrozumiałe.

Obrzędy. Ceremonie. Trans. Tu czuję niespełnienie, chociaż spodziewane. Marzec nie jest doskonały pod tym względem. Najlepiej jest w styczniu, gdy trwa najbardziej znany festiwal Voodoo w Ouidah. To chyba jedyny powód i cel ewentualnego powrotu do Beninu.
Plemiona i spotkania – warto było
Plemiona. Spotkania. Tak, były. Udane, a także warte czasu, wysiłku i nie da się ukryć – pieniędzy. Fulani, Taneka, Kabyè, Nago, Somba/Otamari, Yoruba. Niektórzy żyją tuż obok, jeszcze trochę w swoim rytmie. Zajmują się swoimi sprawami, pielęgnują tradycję, obrzędy, ceremonie, wiarę, jak kiedyś. Teraz trochę z boku, równolegle. Coraz trudniej. Nowe jest obok i wkrótce ich zmieni. Niestety.
Codzienność w Togo i Beninie
Codzienność w Beninie i w Togo. W afrykańskim wydaniu. Rozpadająca się i działająca jednocześnie. Na ulicy, w domu, hotelu – wszędzie. Nie wiem, jak to nazwać. Pisałem o tym. Tu wszystko jest z innej planety, równoległa rzeczywistość. Pomysłowość swojego rodzaju. Normy na odwrót, rozwiązania techniczne, patenty na naprawę nienaprawialnego – wszystko tu można. Fantazja nie zna granic. Trochę śmieszne i straszne, a działa. Albo nie. Bo po co. Kto był, ten wie, o co mi chodzi.

Krajobrazy, miasta i drogi – afrykańska rzeczywistość
Krajobrazowo – niekoniecznie. Ani na wybrzeżu, ani w miastach. W górach też nie bardzo. Chociaż nie – Góry Atakora były całkiem spoko. Najbardziej w okolicy Kpalime. Może byłoby inaczej w innym czasie, przy mniejszym zapyleniu, dynamiczniejszej zieleni, po deszczu. Może. W marcu monotonnie.
Miasta? Afrykańskie miasta, wyróżniające się niczym. Brudne, chaotyczne, rozwalone, nieciekawe, zadymione i głośne. Nie lubię.

Drogi. W Togo całkiem całkiem. W Beninie gorzej. Ale wszędzie dojechaliśmy osobową Toyotą. Na drogach? Wszystko. Motocykle, tuktuki, samochody osobowe i ciężarówki. Nie ma rzeczy niemożliwych. Da się przewieźć wszystko. WSZYSTKO! Pięć osób motocyklem – luz. Towar dwukrotnie wyższy od samochodu? Jasne. Samochodem osobowym motocykle, węgiel, banany, blaszane misy, stosy wiader, materace, rowery, opony, metalowe pręty, bawełnę, zwierzęta, krzesła, deski, kanapy, stoły, walizki. WSZYSTKO! Bez limitu. Dopóki się toczy.
Zwierzęta i natura – czego brakuje
Przyrodniczo? Zwierząt w zasadzie nie ma, bo nie ma dla nich miejsca. Ludzi za dużo, za gęsto. Chociaż nie byliśmy na północy. Tam jest kilka parków narodowych. Ale tam się teraz nie jeździ. W ogóle na safari do Togo i Beninu nie warto. Od tego są inne miejsca. Tu ewentualnie są ptaki, nietoperze, gady i owady, nad rzekami, w górach i lasach. Ale te duże? Nie tu.

Wypoczynek, jedzenie i ceny – czy warto?
Wypoczynkowo. No cóż. Mecząco, delikatnie mówiąc. Nawet dla mnie. Chociaż luksusowy nie jestem. Plażowiczem też nie. Za pięć gwiazdek dziękuję. Zasnę w wielu hotelach, umyję się w wiadrze albo nigdzie. Prąd bywa, bywa, że nie. Męcząco, gorąco i parno. Za bardzo.
Kulinarnie. Nieźle. Przy ulicy, w knajpach, w hotelach. Smacznie i tanio. Przeróżne ciasteczka, owoce, ryby, kurczaki, soki i sosy, białe paćki, warzywa. Do nazw odsyłam do wcześniejszych odcinków. Minus? Hotelowe śniadania. Jakby obowiązkowy zestaw „complete”. Zawsze taki sam. Bagietka, dżem, omlet, herbata i kawa Nescafe w saszetce.
Cenowo. Bardzo tanio, naprawdę. Taniej, niż się spodziewałem. Noclegi, jedzenie, paliwo, transport, samolot, napoje, pamiątki. Wszystko. I Benin, i Togo.

Towarzystwo i plany na przyszłość
Towarzysko – bardzo fajnie. Lubię podróżować z Łukaszem. Mamy pomysł na kolejną wspólną podróż. Dokąd? Do nowego państwa. Może do dwóch. Niedługo.
Ps.
Nie wybrałbym się do Togo i Beninu w pierwszą podróż po Afryce. To nie miejsca na wakacje marzeń. Ale polecam przewodniczkę Mireille i kierowcę Follyego z Togo oraz przewodnika Jonasa z Beninu. Są naprawdę dobrzy, a to rzadkość. W razie czego – kontakt na priv.

Zdjęcia i relacja z podróży do Togo i Beninu
Moje najlepsze zdjęcia z Togo i Beninu znajdziesz w dwóch galeriach: w galerii zdjęć z podróży do Beninu i w galerii zdjęć z podróży do Togo. A wszystkie odcinki relacji z podróży do Togo i Beninu możesz też znaleźć na blogu z podróży do Togo i Beninu.