Na szczycie Kilimandżaro

Zdobyłem Kilimandżaro!

Zdobyłem Kilimandżaro!

Jest punktualnie 23.30. Budzik dzwoni. Nie śpię. Czuwam. Nie zdrzemnąłem się ani chwili. Ubieram przygotowane ciuchy i zmierzam w kierunku jadalni. Po chwili gromadzą się wszyscy w oczekiwaniu na owsiankę i herbatę. W rozmowach i zachowaniu można poznać panującą ekscytację  dzisiejszą wędrówką na szczyt. Wszyscy próbują i zamierzają wejść na Uhuru Peak. Czy będziemy mogli krzyknąć: „Zdobyłem Kilimandżaro!”? Zobaczymy.

Przed wyjściem robimy pamiątkowe zdjęcie i ruszamy. Nasza dziewiątka i sześć osób z ekipy. Jest ciemno i zimno. Na zegarku kilka minut przed pierwszą. Idziemy jako jedna z ostatnich ekip. Przed nami widać poruszające się świetlne postacie. Idą wężykiem. Kluczą, a jednocześnie są wyżej i wyżej. Krok po kroku. Wolno. Równym tempem. Podążamy za nimi. Z każdą chwilą wyżej i bliżej. Kilimandżaro wzbudza ogromne emocje. Wijemy się zygzakami po ścianie. Robi się coraz chłodniej. Zakładamy kolejne warstwy ubrań. Na wysokości 5000 m n.p.m. zapada pierwsza decyzja o zakończeniu trekkingu. Jedna osoba wycofuje się. Jest w kiepskim stanie i nie ma siły żeby iść wyżej. Wraca do namiotu z jednym z naszych asystentów.

Na wysokości 5260 m n.p.m. drugi uczestnik stwierdza, że dalej nie da rady. Ma zbyt słabe rękawice i dodaje, że nawet jak wejdzie to będzie problem z zejściem ze szczytu. Podejmujemy wspólną decyzję o zejściu do obozu. Wraca z kolejnym asystentem.

Została siódemka

Została nas już tylko siódemka. Doganiamy z kolegą pozostałą część ekipy, która wolno, bez odpoczynku pięła się w górę. Od tego czasu staramy się iść w jednej grupie. Wysokość, chłód, wydolność naszych organizmów, a w dużej części również psychika przeprowadzają jednak naturalną selekcję. Dzielimy się na dwa zespoły. Ja jak zwykle idę na końcu z najwolniejszymi. Ale to dobrze. Przechodzę właśnie solidny kryzys. Zimno mi w pale u rąk. Gdy idziemy bez odpoczynku przez dłuższy czas, zamykają mi się oczy. Myślę, że zaraz zasnę. Mam kłopot z oddychaniem i automotywacją. Nie poddaję się. Nie mogę się poddać. Walczę sam ze sobą. Wiem, że gdy na horyzoncie pojawi się kolorowy brzask doda mi sił. Czekam z niecierpliwością. No kiedy to się w końcu stanie?!

Wschód słońca w drodze na Kilimandżaro
Wschód słońca w drodze na Kilimandżaro

Wschód słońca

I jest! Widzę! Miałem rację. Około szóstej pojawia się kolorowa poświata. Wiem, że zaraz moim oczom ukaże się przepiękny wschód słońca. Zrobi się cieplej. Wiem też, że do Stella Point zostało tylko około 150 metrów podejścia. To tak niewiele. A stamtąd na szczyt tak blisko. Jest stromo. Przeszkadza mi to jednak coraz mniej. Głośno i ciężko oddycham. Czuję się jak lokomotywa. Wdech i wydech. Wdech i wydech. Równo i regularnie nabieram powietrza i wypuszczam.

Stella Point
Stella Point

Zbliżam się do wysokości 5700 m n.p.m. Słońce wyłania się zza linii horyzontu. Rozświetla okolicę. Odzyskuję siły. Jestem na Stella Point. Zostało tak niewiele. Wolno zmierzam do celu. Jeszcze kilkaset metrów. Jeszcze tylko kilkadziesiąt. Już widzę tablicę, przy której dziesięć lat temu uwieczniłem pierwsze wejście na Kilimandżaro. Za chwilę zrobię to po raz drugi. Łzy napływają do oczu. Nie mogę się powstrzymać. Płaczę. Łkam. Cieszę się jak dziecko. Łzy ciekną po policzkach. Myślę o Mateuszu. Tak za nim tęsknię. Cieszę się i płaczę jednocześnie. W głowie mam mętlik.

Zdobyłem Kilimandżaro! Po raz drugi. Pamiątkowe zdjęcia, gratulacje, obowiązkowe Ptasie Mleczko na szczycie i zdjęcie z maskonurem. Chwilę po 9.00 zaczynamy schodzić. Trasa jest nieco inna niż ta prowadząca do góry. To taki skrót po sypkim żwirze i kamieniach. Można nawet napisać, że ześlizgujemy się z górki. Na wysokości około 5000 m n.p.m. wracamy na prawdziwą ścieżkę. Kilkadziesiąt minut później meldujemy się w obozie Barafu. Jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani. Zdobyliśmy przecież Kilimandżaro! W nagrodę dostajemy po soku z mango.

Na szczycie Kilimandżaro
Na szczycie Kilimandżaro

Odpoczynek

Jestem skrajnie wyczerpany pod każdym względem. Kładę się w namiocie i natychmiast zasypiam. Budzę się po godzinie. Jest lepiej. Trochę odpocząłem. Zbieramy się w namiocie żeby zjeść gorący lunch. Pakujemy bagaże, bo przed nami jeszcze ze cztery godziny schodzenia do kolejnego obozu. Do pokonania około 1700 metrów w dół. Nasz cel to obóz Mweka.

Krajobraz zmienia się co kilkaset metrów. Kończą się skały i doniczkowe kamienie. Pojawiają się pierwsze porosty i trawy. Potem kwiaty, krzaki i niewielkie drzewa. Wracamy do zieleni. Mijamy obóz High na wysokości 3950 m n.p.m. Ale to jeszcze nie koniec marszu. Wciąż idziemy w dół. Droga zdaje się nie mieć końca. Dachy obozu Mweka są wciąż tak daleko. Nie cieszy nawet widok nektarników przesiadujących na czubkach drzew. Po prostu mam dość. Ten dzień jest bez wątpienia najtrudniejszym dniem w górach podczas tego wyjazdu.

Z ulgą docieram na kemping. Obozowisko mieści się pośród gęstych drzew obrośniętych porostami i wyglądających jak leśni starcy. Kolacja, odpoczynek, plany na kolejne dni, liczenie kasy na napiwki. To zajmuje resztę wieczora. Przede wszystkim jestem szczęśliwy, że zdobyłem po raz drugi najwyższą górę Afryki. Zdobyłem Kilimandżaro!

Poradnik przed podróżą do Afryki – Ebook

Jeśli myślisz o podróży do Afryki, mam dla Ciebie więcej przydatnych wskazówek i porad, z których możesz skorzystać podczas planowania swojej afrykańskiej podróży. Korzystając z wielu własnych doświadczeń przygotowałem dla Ciebie „Poradnik przed podróżą do Afryki – Tanzania, Kenia” w postaci czytelnego Ebooka w czterech najpopularniejszych elektronicznych formatach do pobrania: pdf, mobi, epub oraz pdf na komórkę. Znajdziesz w nim przejrzysty komplet materiałów niezbędnych do zaplanowania podróży po Afryce, a w szczególności po Tanzanii i Kenii.

Ebook Poradnik przed podróżą do Tanzanii i Kenii - poziome informacje

Dowiesz się, jak się przygotować, na co zwrócić uwagę przed podróżą, gdzie szukać tanich biletów lotniczych, jak uzyskać wizę, co ze szczepieniami, co zabrać w podróż do Afryki: na trekking, safari i plażowanie. Dowiesz się też, dlaczego podróżowanie po Afryce wcale nie jest tanie. Przekonasz się, co tak naprawdę składa się na wysoką cenę trekkingu na Kilimandżaro i Mount Kenya. Znajdziesz też odpowiedź na pytanie, dlaczego safari w Kenii lub Tanzanii jest drogie i w jaki sposób obniżyć nieco jego cenę. Znajdziesz tu również szczegółowe informacje na temat realnego kosztu trekkingów na Kilimandżaro, Mount Meru, Ol Doinyo Lengai i Mount Kenya. Dowiesz się też, jak ograniczyć koszty górskich wędrówek w Afryce. Poznasz proste sposoby na obniżenie ceny safari w Kenii i Tanzanii. Dowiesz się o wiele wiele więcej!

To jedyny, aktualny i kompletny tego typu praktyczny poradnik podróżniczy, który ułatwia przygotowania i planowanie wyjazdów na Czarny Ląd. Znajdziesz go tu: w moim afrykańskim sklepie Szczyty Afryki. Naprawdę polecam!

Album fotograficzny ze zdjęciami z Tanzanii

Jeśli zainteresowała Cię moja relacja z podróży polecam też album fotograficzny „W drodze na najwyższe szczyty Afryki” (jestem jego autorem!) ze zdjęciami z różnych państw Afryki (również z Tanzanii). Znajdziesz w nim również sporo informacji praktycznych, wspomnienia i ciekawostki na temat wędrówek po afrykańskich górach, safari i podróżowaniu po Afryce. Oczywiście są w nim też obszerne fragmenty poświęcone górom i podróżowaniu po Tanzanii.

Album W drodze na najwyższe szczyty Afryki z pięknymi zdjęciami z Afryki

Informacje praktyczne i wskazówki przed podróżą do Tanzanii

Zdjęcia i relacja z podróży do Tanzanii

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.