Hipopotam w Mana Pools

W drodze do Parku Narodowego Mana Pools

Droga do Mana Pools

Za oknem wciąż ciemno. W domu też. Generator jeszcze nie działa. Pakujemy się. Szybkie śniadanie. Do drzwi w tym czasie dzwoni kierowca, który ma nas zawieźć do Marongora, gdzie załatwia się formalności związane z pobytem w Parku Narodowym Mana Pools. Tam umówiliśmy się z Dardleyem, który będzie naszym przewodnikiem. Przed nami trzy, a może cztery godziny jazdy. Przysypiamy dość szybko. Budzimy się w połowie drogi. Kierowca właśnie się zatrzymał. Prowadzona przez białego mieszkańca Zimbabwe knajpa serwuje podróżnym hamburgery, napoje i biltong. Chwilę odpoczywamy pijąc kawę, po czym ruszamy. Droga do Mana Pools wciąż przed nami.

Plujemy sobie w brodę, że nie zatrzymaliśmy się po drodze na zdjęcie starej lokomotywy, na której bawiły się dzieci. To mogło być wyjątkowe zdjęcie. Musimy pamiętać o tym miejscu w drodze powrotnej. Gdy dojeżdżamy do biura Parku Narodowego, Dardleya nie ma. Jest niepewność. Przyjedzie? Czy nas wystawił? Wpłaciliśmy Dardleyowi zaliczkę na poczet organizacji naszego pobytu. Pieniądze utknęły gdzieś w bankach. Nikt nie wie co się stało z pieniędzmi. Dlatego obawiamy się, czy Dardley przyjedzie. Nie odbiera telefonu. Nie odpisuje na smsy. Czekamy. Nic innego nam nie pozostało. Tu jest zdecydowanie cieplej niż w górach i w Harare. Idzie lato. Idą upały. Może nawet w nocy będzie ciepło.

Ulga

Dzwoni Dardley! Będzie za godzinę. Ale ulga. Tak jak obiecał pojawia się po godzinie. Wygląda w pełni profesjonalnie. Świetnie mówi po angielsku. Wybór jego na przewodnika to była chyba dobra decyzja. Załatwia niezbędne formalności i po paru chwilach jedziemy w trzygodzinną podróż na kemping Nyamepi, gdzie zamierzamy spędzić pięć najbliższych nocy. Droga do Mana Pools powoli dobiega końca.

Po drodze nie spotykamy praktycznie żadnych zwierząt. Widzimy jedynie malutkie papużki przy wodopoju. Większość drogi, która jedziemy nie wymaga napędu na cztery koła. Ale im bliżej kempingu tym więcej piachu i nierówności. Kilka fragmentów mogłoby być problematycznych. Zjeżdżamy w kierunku rzeki. W dół i w dół i w dół. Nyamepi jest położone nad samą rzeką Zambezi.

Hipopotam w Mana Pools. Droga do Mana Pools
Hipopotam w Mana Pools

Pięć nocy w buszu

Szykuje się pięć nocy w buszu, na nieogrodzonym kempingu pod namiotem. Spacerujące słonie, nocne wizyty hien, ryczące hipopotamy. Zapowiada się rewelacyjny czas. Zanim jednak dojedziemy na kemping, pierwszy raz ruszamy na popołudniowe safari. Jedziemy nad rzekę. Na niewielkim krzaku przysiadła żołna. Możliwe, że udało mi się zrobić dobre zdjęcie. Obok w rzece odpoczywa stado hipopotamów. Otwierają paszcze jak na komendę. Apetyt rośnie. Jedziemy do buszu. Rozglądamy się po zaroślach i łąkach w poszukiwaniu wszystkiego. Są impale, koby śniade (waterbucki), słonie, zebry, guźce i nieco ptaków. Z niecierpliwością czekam na lwy i lamparty. Dziś ich nie widzimy.

Łukasz Toch w Parku Narodowym Mana Pools
Łukasz Toch w Parku Narodowym Mana Pools

Po ciemku wracamy na kemping. Nasz namiot już stoi. Pali się ognisko. Dardley wita nas drinkiem. To po prostu gin z tonikiem. Znika w mgnieniu oka. Wypijamy alkohol prawie na pusty żołądek. Na efekty nie trzeba długo czekać. Szumi w głowach. Drugi drink wzmacnia efekt pierwszego. Dopiero teraz zaczynam kolację. Grillowane mięso z ziemniakami i sałatką. Do tego deser. To wszystko wygląda mega profesjonalnie i pysznie.

Słoń na kempingu

Nagle przez środek obozowiska wędruje słoń. Nic się nie dzieje. Nikt nie panikuje. Słoń po prostu idzie. Wolno i dostojnie. Po chwili zaskoczenia wracamy do kolacji. Gdy kończymy, przesiadamy się w pobliże ogniska. Tym razem dostrzegamy krążącą w pobliżu hienę. Jej oczy odbijają światło. W ciemnościach widzimy dwa wędrujące świetliki. Wyciągamy aparaty i gdy tylko hiena kładzie się na ziemi staramy się ją oświetlić czołówkami, aby zrobić zdjęcie. Próbujemy, ale trudno to zrobić.

Nocne niebo nie jest tak rozgwieżdżone jak w górach. Księżyc jest coraz jaśniejszy. Zbliża się pełnia. Świeci centralnie nad naszymi głowami. Jakby ktoś zawiesił lampkę na gwiezdnym suficie.

Noc na kempingu w Mana Pools
Noc na kempingu w Mana Pools

Mija godzina 22.00. To pora na sen. Nie wiem co z tego wyjdzie. Setki nieznanych odgłosów buszu może nie pozwolić zasnąć. Kładę się i wsłuchuję się w nieznane dźwięki. Rzeczywiście nie mogę zasnąć. Lekko się boję, ale jednocześnie bardzo się cieszę, że mogę tu być i przeżywać takie chwile. Nie śpię przez większość nocy. Coś trzasnęło. Słychać ryki. Mam wrażenie, że widzę słonia sięgającego trąbą wysoko po liście na drzewie, pod którym nocujemy. To tylko cienie. Wkrótce jednak rzeczywiście słoń wędruje obok namiotu. Przechodzi hiena. W oddali ryczą lwy i hipopotamy. Jest świetnie.

Kolejne odcinki bloga z podróży do Zimbabwe znajdziecie tu: Blog z podróży do Zimbabwe

Galeria zdjęć z podróży do Zimbabwe i Botswany do obejrzenia tu:

Zdjęcia z podróży do Zimbabwe

Zdjęcia z Botswany

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.