Wędrówka na Ol Doinyo Lengai

Trekking na Ol Doinyo Lengai

Trekking na Ol Doinyo Lengai

Nie zasnąłem nawet na chwilę. Emocje wzięły górę. Skończyło się na trzech godzinach leżenia i myślenia, jak to będzie. A do tego przekonywania samego siebie, że warto iść na trekking na Ol Doinyo Lengai.

Wiele osób uważa, że wulkan jest trzecią pod względem wysokości górą w Tanzanii. A to nieprawda. Trzecią pod względem wysokości górą w Tanzanii jest Lomalasin mierzący około 3 648 m n.p.m. Ol Doinyo Lengai mieści się pewnie w pierwszej dziesiątce najwyższych gór Tanzanii.

Po 22:00 wstajemy. Jesteśmy spakowani, więc tylko chwilę zajmuje zabranie wszystkich rzeczy do samochodu. Jestem przygotowany. Tak mi się wydaje dopóki nie przypomniałem sobie o rękawiczkach. Na górze będzie zaledwie kilka stopni, a do tego podobno na wielu odcinkach trzeba się trzymać rękoma ostrych kamieni. Kierowca dowozi nas na parking pod górą, co zajmuje czterdzieści minut. Całą drogę walczę ze sobą i wmawiam sobie, że dam radę. Co z tego, że to będzie sześć godzin bardzo ostrego podejścia. Mówię do siebie w myślach, że zdobędę górę.

Przed wędrówką chcę jeszcze uchwycić na zdjęciu Ol Doinyo Lengai razem z Drogą Mleczną. Jest jednak zbyt ciemno. W końcu ruszamy! Równym tempem wędrujemy pośród gęstych traw. Ścieżka jest prosta i taka podobno ma być do samego końca. To znaczy ma być bez zakrętów, bo z pewnością nachylenie będzie duże. Dobrze się idzie. Jest ciepło. Mam na sobie koszulkę z krótkim rękawem. Kijki w dłoniach pomagają utrzymać równe tempo. Mija godzina, a my nie zatrzymujemy się. Nad nami piękne rozgwieżdżone niebo i cisza. Absolutna cisza. Jest obłędnie.

Strome podejście

Zrobiło się nieco stromiej, ale tempo wciąż chyba jest to samo. Mija druga godzina. Kilka łyków wody i znów w drogę. Masajski przewodnik mówi, że w takim tempie będziemy na szczycie sporo przed wschodem słońca. Jakoś w to nie wierzę. Czekam aż zrobi się stromo. I powoli, powoli nachylenie jest coraz większe. Zaczynają się skały. Traw jest coraz mniej. Celu w ciemności nie widać. Tempo spada, chociaż wciąż się nie zatrzymujemy. Ekspozycja znów wzrosła. Czasem trzeba sobie pomóc rękoma. Idziemy po niekończącej się skale, z której w różnych miejscach wystają kamienie. To one dają punkt zaczepienia.

Dochodzimy do najbardziej stromego odcinka. Odwracamy się do tyłu i z przerażeniem patrzę w dół. Boję się. O rany jak się boję! Wyobraziłem sobie, że nagle źle stawiam stopę i lecę w dół bez zatrzymania. Obijam się jak worek o skały. Przeraziłem się. Szybko staram się odzyskać koncentrację. Wyobraziłem sobie, że nagle ginę gdzieś na górze w Tanzanii. I przed oczami pojawia mi się Mati. Od razu mówię do siebie w myślach, że nie dopuszczę do czegoś takiego. Stawiam więc kroki z wielką uwagą. Długo zastanawiam się nad kolejnymi krokami. Przed piątą docieramy w końcu do tak zwanego ‘Last point’, z którego podobno zostaje zaledwie kilkanaście minut podejścia na szczyt.

Drzemka pod kraterem Ol Doinyo Lengai
Drzemka pod kraterem Ol Doinyo Lengai

Trekking na Ol Doinyo Lengai – nocleg pod wulkanem

Jest zbyt wcześnie. I całkowicie ciemno. Wschód słońca dopiero około 6:40. Zakładamy więc wszystkie ciepłe ubrania i chowamy się na miękkich wapiennych skałach w zagłębieniu chroniącym przed wiatrem. Przykrywamy się we trzech masajską shuką (ubraniem, narzutą) i zasypiamy. Wspaniałą ciszę zakłóca jedynie pochrapywanie Łukasza. Po szóstej w końcu wstajemy i bez zwłoki podchodzimy ostatni fragment. Przed nami ukazuje się krater aktywnego wulkanu. W dole latający pył i kamienie utworzyły mały kopczyk. Czuć smród siarki. Jest też małe bulgoczące jeziorko czarnej mazi.

Krater wulkanu Ol Doinyo Lengai w Tanzanii
Krater wulkanu Ol Doinyo Lengai w Tanzanii

Przewodnik mówi, że weszliśmy na szczyt. Ale zaraz! Przecież widzę, że kilkaset metrów dalej jest sporo wyższe wzniesienie. Tak to miało właśnie wyglądać. Najpierw krater, który można obejść dookoła, a tuż obok właściwy szczyt. Masaj dziwi się i pyta, po co tam chcemy iść? Przekonujemy go powodując chyba jego niezadowolenie. Dziwi się, że nie chcemy, jak wszyscy, popatrzeć na wschód słońca nad kraterem tylko idziemy w inne miejsce. Po to przecież tu wyszliśmy.

Trekking na Ol Doinyo Lengai – na szczycie

Po kilkudziesięciu minutach stajemy we właściwym miejscu. Cieszę się bardzo, ale z przerażeniem myślę o drodze powrotnej. Wyjmuję w jednak Ptasie Mleczko i maskonura islandzkiego. To tradycyjne moje talizmany, które niosę na szczyt. Dokumentujemy pobyt na Górze i wracamy. W końcu widzimy którędy szliśmy. Jest cholernie stromo. Zsuwamy się po skale przytrzymując rękoma. Nogi drżą z wysiłku. Serce wali z nerwów. Uparcie w myślach powtarzam, że nie mogę upaść. Nie mogę popełnić błędu. W domu czeka na mnie Mateusz. Zejście kosztuje nas sporo energii i nerwów. W końcu jednak robi się mniej stromo. To nie oznacza, że jest łatwiej.

Robert Gondek na szczycie wulkanu Ol Doinyo Lengai w Tanzanii
Robert Gondek na szczycie wulkanu Ol Doinyo Lengai w Tanzanii

Suniemy w wulkanicznym pyle. Czasem mogą się obsuwa trafiając na kawałek kruchej skały. Krok po kroku schodzimy niżej, ale końca jakby nie było. Stromizna już jest mniejsza. Zadaję sobie pytanie jak tam wszedłem? Dobrze, że to było po ciemku. W końcu pojawia się trawa. Upał doskwiera jednak coraz bardziej. Punkt, który widzieliśmy z daleka robi się coraz wyraźniejszy. To nasz samochód.

Koniec trekkingu

Z niecierpliwością czekam na koniec marszu. Mija trzynaście godzin od chwili, gdy wyruszyliśmy. Szczęśliwie zrealizowaliśmy zadanie. Zdobyliśmy Ol Doinyo Lengai! Zeszliśmy z góry. Nareszcie koniec marszu. Z wędrówek górskich wyleczyłem się na dłuższą chwilę.

Droga na szczyt
Droga na szczyt Ol Doinyo Lengai w Tanzanii

W samochodzie szwankuje hamulec. A w zasadzie to szwankował już wcześniej. Okazuje się, że jego części nie ma. Dziś zaczął nawalać z drugiej strony. Mam jednak nadzieję, że jutro bezpiecznie wrócimy do Aruszy. A tymczasem wracamy na kemping.

Ledwo chodzę. Nogi bolą. Trudno zmusić się do kąpieli, ale w końcu idę. Co za ulga! W końcu zmywam z siebie cały kurz i po chwili ucinam zasłużoną drzemkę. Nic już chyba dziś nie zrobimy. Zbytnio dostaliśmy w kość. Rezygnujemy nawet z dwugodzinnego trekkingu pod wodospad Engaresaro. Jedyne, na co się decydujemy to wizyta w pokazowej masajskiej osadzie. Jeszcze tylko wieczorne zdjęcia nietoperzy i sowy. Kilka łyków wiśniówki z Polski popitych zimną colą powoduje odprężenie. Można w końcu spać!

W masajskiej wiosce w Tanzanii
W masajskiej wiosce w Tanzanii

Zdjęcia i wspomnienia z podróży do Kenii i Tanzanii

W galerii znajdziecie zdjęcia z podróży do Kenii i zdjęcia z podróży do Tanzanii. Wszystkie odcinki relacji z podróży można przeczytać na blogu z podróży do Kenii i Tanzanii.

Informacje praktyczne i wskazówki przed podróżą do Kenii i Tanzanii

Przed podróżą do Kenii i Tanzanii warto zerknąć na kilka wskazówek ułatwiających planowanie wyjazdu. Sprawdźcie jak zaplanować podróż do Afryki, gdzie znaleźć tanie bilety, co spakować, ile kosztuje safari w Kenii oraz jaki jest koszt trekkingu na Ol Doinyo Lengai.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.