Słoń w rezerwacie Masai Mara w Kenii

Wielka Migracja

Wielka Migracja

Sprzed namiotu dobiegają głośne dźwięki wydawane przez hipopotama. Coś jakby donośny śmiech. Wielki zwierz wędruje korytem rzeki Talek tuż przed naszym namiotem. Po ciemku jednak lepiej z namiotu samemu i bez światła nie wychodzić. Po kempingu, szczególnie nocą, lubią chodzić bawoły, słonie i pawiany, a czasem nawet lwy. Pierwsze ptaki zaczynają poranny śpiew. To miła pobudka. Trzeci dzień safari w rezerwacie Masai Mara właśnie się zaczyna. Mam nadzieję, że Wielka Migracja w Masai Mara zdarzy się dziś.

Balony w Masai Mara

Jeszcze przed wschodem słońca na horyzoncie widać startujące balony. Płomienie buchają i balony wznoszą się w powietrze. Jeff zaparkował dziś po drugiej stronie rzeki. Żeby dojść do samochodu musimy przejść przez Talek, dokładnie tu, gdzie rano szedł hipopotam. Teraz go nie ma.

Masai Mara to jednak potężny rezerwat. Ma ponad 1 500 km2. Ciężko więc dojechać w niektóre miejsca. W trzy dni wszystkiego nie da się zobaczyć. Ale próbujemy. Dziś jedziemy na południe od rzeki Talek w kierunku rzeki Mara i punktu widokowego zwanego potocznie Look Out Hill. Już po kilkunastu minutach spotykamy lwy. Kryją się w buszu. Ale to chyba to samo stado, które widzieliśmy pierwszego dnia. Mijamy też bawoły z bąkojadami na potężnych cielskach, wszechobecne gazele, gnu, kilka zebr, strusie, sekretarza i sępy.

Wielka Migracja. Sępy w rezerwacie Masai Mara w Kenii
Wielka Migracja. Sępy w rezerwacie Masai Mara w Kenii

Przez całą drogę Jeff i Tim nasłuchują przez radio informacji, więc wszystkim wiedzą szybciej. Wymiana informacji jest bardzo sprawna. Gdy tylko coś się dzieje, każdy kto ma CB radio wie dokąd jechać. Dlatego nie mijają dwie godziny i wiemy, że znów widziano stado lwów.

Wielka Migracja. Lwy w Masai Mara

Trzy samice zaczynają polowanie. To świetnie zorganizowana akcja. Tym razem upatrzyły sobie gnu. Skradają się w zagłębieniach wyschniętej rzeki i po kolei wychodzą, rozbiegając się i otaczając antylopy. Mają plan. Dobrze wiedzą, którą chcą dopaść. Biegną i odcinają od stada jedną z nich. Gnu gna ile sił w nogach. A lwica za nią. Już na nią ma skoczyć, ale antylopa jest szybsza. Nie udało się tym razem. Lwy w końcu zwalniają i zaczynają szukać kolejnego celu. Antylopy pobiegły daleko.

Krążymy tu jeszcze chwilę. Nie mija dłuższa chwila i mamy kolejny sygnał. Kolejne lwy. Tym razem kilka samic i malutkie lwiątka. Pięć, a może sześć. Wędrują pośród buszu. Nie zdążyłem nawet zrobić zdjęcia, gdy otrzymujemy kolejną informację. Leżący kilkaset metrów dalej w cieniu krzaka gepard. Leżący i umazany w krwi kociak rozrywa upolowaną gazelę. Kawałek po kawałku. Wgryza się w świeże mięso. Tuż obok leżą wnętrzności pozostawione dla szakali, hien i sępów. Gepard wcina mięso. Gazela jest już zjedzona prawie w całości. Widać nabrzmiały brzuch kociaka.

Gepard pożerający antylopę w rezerwacie Masai Mara w Kenii
Wielka Migracja. Gepard pożerający antylopę w rezerwacie Masai Mara w Kenii

Lampart w Masai Mara

Kolejna wiadomość. Ktoś widział w końcu lamparta. Podobno samica przenosiła malutkie lamparciątka w zębach. Włożyła je do niewielkiej jamy pośród traw, aby chronić przed zagrożeniami. Obok zebrało się ponad dwadzieścia samochodów, w tym nawet wielka ciężarówka z turystami. Zamieszanie, tłok i hałas. Każdy chce zobaczyć lamparty i chce być jak najbliżej nie myśląc o tym, że lamparty muszą być przerażone. Czekamy więc dobre pół godziny. Nic nie widać. Gdy już mamy odjechać dostrzegamy wychodzącą z dziury samicę. Myje się, odwraca i odchodzi w stronę buszu. Mamy to! W końcu widzimy kenijskiego lamparta. Młode zostały w norze.

Przed nami długi odcinek do miejsca zwanego Look Out Hill. Wjeżdżamy na górę żeby zobaczyć panoramę Masai Mara. Po paru minutach jedziemy pod samotne drzewo. Chcemy tu zjeść lunch. Mamy ochotę na przerwę. Jest bardzo gorąco. Ale powtarza się sytuacja z wczoraj. Momentalnie dopadają nas dziesiątki natarczywych much. Nie dają nam spokoju. Nici więc z relaksu. Może to i dobrze, bo przez radio nadchodzi kolejna wiadomość. Stado gnu planuje przejść przez rzekę Mara.

Wielka Migracja w Masai Mara nad rzeką Mara

Zjeżdżamy w jej kierunku. Kilkadziesiąt może nawet ponad setka antylop kręci się nerwowo przy rzece. Spoglądają w kierunku przeprawy. Chyba się boją, bo obok stoi jeden z Land Cruiserów z turystami. Przez CB radio prosimy żeby odjechał i ustawił się w rządku razem z kilkunastoma innymi samochodami, dając antylopom szansę na dojście do rzeki. Zwierzęta długo zastanawiają się co zrobić. Kręcą się nerwowo. W końcu zdecydowanie ruszają w stronę rzeki. Jednocześnie jest to sygnał, aby podjechać bliżej. Niestety ten sygnał został potraktowany przez niektórych jak początek wyścigu.

Wielka MIgracja. Gnu w rezerwacie Masai Mara w Kenii
Wielka Migracja. Gnu w rezerwacie Masai Mara w Kenii

Kierowcy z turystami pędzą w kierunku rzeki. „Kto pierwszy!” – krzyknął po angielsku jeden z turystów z Azji tryumfalnie wznosząc rękę do góry. Istne zawody. Kurz i zamieszanie. Zwierzęta oszalały. Przestraszyły się i zawróciły. Pędzą na złamanie kopyt w przeciwną stronę. To było żenujące. Część stada uciekła w końcu w popłochu. A druga część została i po chwili ponownie ruszyła w stronę rzeki. Razem z nimi samochody. To znów je przestraszyło. Znowu uciekły w popłochu. Czy tak wygląda Wielka Migracja? To było nieprzyjemne doświadczenie pokazujące, że turystów jest zbyt wielu. Każdy chce być jak najbliżej nie szanując zwierząt i natury. Ludzie nie umieją się zachować. Dokładnie tak samo, jak przy lampartach. Dlatego odjeżdżamy w niesmaku. Antylopy pewnie jeszcze długo będą się bały.

Nad rzeką Mara

Jedziemy chwilę jeszcze wzdłuż rzeki Mara. Z daleka widzimy krokodyle i hipopotamy. Szans jednak na przeprawę antylop nie widać. Wracamy więc w kierunku lamparta. Może teraz będzie tam spokojniej. Mijamy miejsce gdzie wielkie stado sępów rozrywa resztki martwego gnu. Mijamy miejsce z małymi lwami.

Przy lampartach nikogo nie ma. Parkujemy jednak i cierpliwie czekamy. Mija pół godziny. Nic się nie dzieje oprócz podjeżdżających samochodów. Jeden za drugim zbliża się licząc na informacje. Ale tu nic nie widać. Może samica przeniosła małe kocięta do innej kryjówki.

Przez dłuższy czas nic nie widać. Teren jest bardzo suchy. Nie ma więc żadnych zwierząt. Dopiero gdy zjeżdżamy w stronę rzeki Talek coś zaczyna się dziać. Dik diki, bawoły i gazele. Lwy, które widzieliśmy rano są prawie w tym samym miejscu. To dowodzi teorii, że bardzo długo odpoczywają. Podobno nawet dwadzieścia godzin dziennie. Nie dziwne, że daleko nie odeszły.

Lwy w Kenii
Lwy w rezerwacie Masai Mara w Kenii

Koniec safari

Nagle Jeff z Timem informują, że to koniec safari. Jest dopiero szesnasta, czyli idealna godzina fotograficzna. Ostra wymiana zdań nic nie zmienia. Jesteśmy bardzo zdenerwowani brakiem zaangażowania, inicjatywy i postępowaniem Kenijczyków. Doskonale wiedzą, że jesteśmy tu dla zdjęć, a to oznacza korzystanie z w dobrych godzin w fotografii.

Dojeżdżamy do miejsca, skąd dziś zaczynaliśmy. Dookoła stoją żyrafy. W końcu rozstajemy się z Jeffem i Timem w niemiłej atmosferze. Tim dostaje od nas mniejszy napiwek niż początkowo chcieliśmy dać. Przechodzimy przez rzekę i dalej przeżywamy tą sytuację. Jesteśmy bardzo źli, wręcz wściekli. Gdy napięcie nieco opada rozglądamy się za ptakami. Nie chcemy do końca zmarnować tego czasu. Dopytujemy obsługę kempingu o Safari organizowane przez Julia’s River Camp, o ceny i godziny. Tylko utwierdzamy się w przekonaniu, że Timowi i Jeffowi po prostu już się nie chciało. Znów jesteśmy źli. Nie zapomnę też powiedzieć Jeffowi, co myślę na temat tej sytuacji.

Z nieba spada kilka kropel deszczu. Na stole pojawia się kolacja. Masajowie śpiewają i tańczą przed grupą hiszpańskich turystów. Na szczęście nie są tak nachalni, jak Ci w Amboseli. Kończę powoli ostatnią butelkę wina Four Cousins.

Motylik niebieskobrzuchy
Motylik niebieskobrzuchy w rezerwacie Masai Mara w Kenii

Wieczorne rozmowy

Prawie umawiamy się z menadżerem kempingu na poranne safari, gdy okazuje się, że chyba Jeff nie kupił nam biletów wstępu do rezerwatu. A może kupił, tylko nam ich nie dał. To kolejny powód naszego oburzenia, a jednocześnie powód, dla którego Mike z kempingu nie chce ryzykować porannej przejażdżki z nami. Gdyby służby parkowe nas skontrolowały, a my nie mielibyśmy biletu, zapłaciłby 200 USD kary.

Jeden z masajskich ochroniarzy odprowadzana nas do namiotu i zapada noc. Wspaniałe dźwięki znów rozbrzmiewają dookoła. W rzece buszuje hipopotam. Na drugim brzegu przechadza się słoń. Z oddali dobiegają odgłosy hien. Do tego dziesiątki nieznanych dźwięków. Każdy trzask łamanej gałęzi powoduje przyspieszone bicie serca. Szmery, szumy i trzaski. Dźwięki są dookoła. Hipopotam wędruje tuż obok namiotu. Liczę na to, że nie będzie zainteresowany wejściem do środka. Emocje unoszą się w powietrzu. Podejrzewam, że długo jeszcze nie zasnę wpatrując się w moskitierę namiotu i w to, co się dzieje na zewnątrz. Lubię to bardzo!

Zdjęcia i wspomnienia z podróży do Kenii i Tanzanii

W galerii znajdziecie zdjęcia z podróży do Kenii i zdjęcia z podróży do Tanzanii. Wszystkie odcinki relacji z podróży można przeczytać na blogu z podróży do Kenii i Tanzanii.

Informacje praktyczne i wskazówki przed podróżą do Kenii i Tanzanii

Przed podróżą do Kenii i Tanzanii warto zerknąć na kilka wskazówek ułatwiających planowanie wyjazdu. Sprawdźcie jak zaplanować podróż do Afryki, gdzie znaleźć tanie bilety, co spakować, ile kosztuje safari w Kenii oraz jaki jest koszt trekkingu na Ol Doinyo Lengai.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.