Podróż z Gambii do Senegalu

Podróż z Gambii do Senegalu

Musimy jakoś dostać się dziś do Senegalu, bo musimy zdążyć na wieczorny samolot. To nie do końca prawda, ale Pan wydaje się być przejęty. Dzwoni do kierowcy autobusu, który właśnie odjechał i pyta, czy ma wolne miejsca. Są. Zamawia nam taksówkę. Mówi kierowcy dokąd ma jechać i zaczynamy gonić uciekający gambijski autobus taksówką. Doganiamy go w Bandżul.

Na targu rybnym w Gambii

Na targu rybnym w Gambii

jedziemy do wioski rybackiej Tanji. To będzie wyzwanie fotograficzne. Bać się czy nie? Robić zdjęcia? Spróbujemy. To podobno największa rybacka wioska w Gambii. Cuchnie okropnie. Dookoła resztki rozkładających się ryb. Sprzedawcy, rybacy i kupujący. Mnóstwo ludzi spogląda na nas i na aparaty niezbyt przychylnym okiem. Chociaż jest kilka wyjątków. Niektórzy Gambijczycy z chęcią pozują do zdjęcia. Ryby smażone, pieczone, suszone i grillowane. Mnóstwo gatunków. Patrząc na to, w jakich warunkach trzymane są ryby, mam wątpliwości, czy jeść ryby w Gambii.

Kotu Creek

Kotu Creek i Serrekunda

Łódeczka jest bardzo chybotliwa. Łatwo się wywrócić. Siedzimy bez ruchu po środku. Bakary z tyłu z jednym wiosłem. Nie wiem, jak będziemy robić zdjęcia. Wolniutko płyniemy środkiem Kotu Creek. Są już rybaczki, zimorodki i czaple i większość innych wodnych ptaków, które już widzieliśmy. Powoli wstaje dzień. Słońce pięknie oświetla namorzynowy las. Ptaki polują. My w pewnym sensie też.