Najładniejszy górski wschód słońca w Tanzanii

Najładniejszy górski wschód słońca w Tanzanii

Najładniejszy górski wschód słońca w Tanzanii

Lekki ból głowy spowodowany wysokością połączony z emocjami nie pozwalają na zaśnięcie nawet na moment. Leżę w łóżku od kilku godzin i po prostu mam dość. Dobrze, że jest już po północy. To dobry moment, aby szykować się do wyjścia najładniejszy górski wschód słońca w Tanzanii na Mount Meru (4 566 m n.p.m.), czyli na drugą co do wysokości górę w Tanzanii i piątą w całej Afryce. To trzeci cel tej podróży.

Czy się uda? Będzie ciężko. Tak wcześnie w góry jeszcze nie ruszaliśmy. Jest 1.10. Powinniśmy dojść na szczyt po około sześciu godzinach. Bierzemy ze sobą pełen „zimowy” ekwipunek, jaki ze sobą przywieźliśmy do Tanzanii. Rozgwieżdżone niebo nie oświetla drogi. Nie widać księżyca. Ale krok po kroku, przy świetle czołówek pniemy się pod górę. Szybko dochodzimy do Rhino Point na wysokość 3 800 m n.p.m. Żadnych problemów, więc można iść szybciej.

Mozolna wędrówka

Kijki, które przy żmudnym podejściu pod górę pomagały, teraz przeszkadzają. Dwukrotnie pokonujemy strome skalne ściany, trzymając się rękoma wystających kawałków skał. Dobrze, że nie pada. W deszczu nie pokonalibyśmy tego odcinka. Chyba, że mielibyśmy sprzęt wspinaczkowy, na potrzeby którego wkręcono w ścianę śruby. Ale nie mamy nic. A kijki przeszkadzają i plączą się. No i na dodatek jest ciemno. To trochę utrudnia, bo nie widzimy drogi dalej niż kilka metrów przed sobą. Udaje się z pierwszą ścianą. Udaje się też z drugą. Aż się trzęsę z nerwów. A może z zimna?

Przed nami długi odcinek w gęstym żużlu i pyle wulkanicznym. W ciągu dnia widoki muszą być niezwykłe. Teraz nie widać nic. Idziemy krawędzią wulkanu. Po obu stronach przepaść. Ciemność pomaga pokonać ten odcinek i strach. Ale będzie trudniej. Wchodzimy na skały. Jest coraz zimniej. Skały i kamienie pokryte lodem i szronem skrzą się w świetle czołówek. Jest ślisko. Chwila nieuwagi i można spaść w wielką przepaść wprost do krateru.

Zimno. Cienkie rękawiczki nie wystarczają. Trzeba się przytrzymywać oblodzonych kamieni. Rękawiczki robią się mokre i zalodzone. A palce marzną. Skalny odcinek dłuży się i dłuży. Daje niezły wycisk.

Najładniejszy górski wschód słońca w Tanzanii – na szczycie Mount Meru

Nagle widzimy tanzańską flagę, a po chwili tabliczkę z informacją, że jesteśmy na Mount Meru. Zdobyliśmy Mount Meru nagle i niespodziewanie. Zgodnie z planem podejście miało zająć jeszcze godzinę. A tymczasem nie ma jeszcze szóstej. Nie było nawet czasu żeby się popłakać. Podejście zajęło 4 godziny i 40 minut. Na szczyt weszliśmy jeden po drugim, w kilkusekundowych odstępach. Byliśmy dobrze przygotowani na wędrówkę po trekkingu w Rwandzie.

Mount Meru
Mount Meru

Zaczyna świtać. Niebo przybiera niesamowite barwy. Szaleję z aparatem. Zdjęcia wychodzą bajeczne. Na szczyt docierają Holendrzy. Zdążyli na wschód słońca nad Kilimandżaro. Kolory wciąż zadziwiają. To najładniejszy górski wschód słońca w Tanzanii, a być może nawet najładniejszy jaki widziałem. Tu jest pięknie. Mount Meru to kolejny zdobyty przeze mnie wulkan, a każdy z dotychczasowych jest zupełnie inny.

Na szczycie spędzamy prawie godzinę. Po wschodzie słońca robi się cieplej. A może kwestia ogromnych emocji? Niestety czas wracać. Zostawiamy wierzchołek Mount Meru, piękny widok na Kilimandżaro i schodzimy. Niebezpieczne nocą oblodzone kamienie i skały już są suche. Sprawnie przechodzimy skalny odcinek, żużlową krawędź wulkanu i niebezpieczne skalne zbocza z początku trekkingu. Chyba dobrze, że wspinaczkę rozpoczynaliśmy nocą. Szkoda tylko krajobrazów, których w nocy nie widzieliśmy. Droga na szczyt nie była wcale taka łatwa.

Na szczycie Mount Meru
Na szczycie Mount Meru

Zejście z Mount Meru

Do chaty Saddle wracamy przed 10. Przed nami jeszcze bardzo długi marsz w dół. Pakujemy bagaże i z apetytem zjadamy to, co przygotował kucharz. Dopiero teraz dociera do mnie, że zdobyłem Mount Meru jedynie na kilku herbatnikach i herbacie, które zjadłem jeszcze przed wyjściem w górę. Żołądek od razu to sobie uświadamia i zaczyna mi burczeć w brzuchu. Smakuje mi nawet kanapka z marchewką. A ananas w tym momencie jest najlepszą potrawą na świecie.

Czas pokonać kolejnych 1 000 metrów w dół. Ponownie idziemy z uzbrojonym strażnikiem na wypadek gdybyśmy spotkali bawoły albo słonie. Nie byłoby w tym nic złego, ale chcielibyśmy iść troszkę szybciej. Niestety musimy dostosować tempo do wlokących się Holendrów. Ostatni odcinek po niekończących się schodach wydaje się trwać wiecznie. W końcu jednak docieramy do chaty Miriakamba.

Padam ze zmęczenia. Tu można kupić colę. To mnie uratuje. Kupujemy od razu dwie po dwie butelki na głowę. Nieważne, że w tym miejscu kosztuje pięć razy tyle, co w sklepie. Zasłużyliśmy na nią. Po chwili odpoczynku idziemy dalej.

Ostatnie chwile wędrówki

Do pokonania kolejnych 1 000 metrów w dół. Też ze strażnikiem. I też z Holendrami, czyli wolno. Holendrzy przewracają się, odpoczywają, wyglądają jakby zamiast na kolejną wędrówkę na Kilimandżaro, w trybie pilnym musieli udać się do sanatorium. Nie widzę ich wchodzących na Kili. Nie ukrywam, że my też jesteśmy wykończeni. Nogi drżą ze zmęczenia, kolana bolą, a plecy odmawiają posłuszeństwa. Dostaliśmy solidnego łupnia. Start po północy, 1 000 metrów pod górę i 3 000 metrów w dół. Takiego wycisku w górach w ciągu jednego dnia jeszcze nie dostałem.

Holendrzy mogliby się jednak pośpieszyć, bo nadciąga burza. A oni ledwo przebierają nogami. Do pokonania jest jeszcze spory kawałek. Wszystko wskazuje na to, że nie zdążymy na metę przed burzą. Udawało się uciec przed ulewą w Rwandzie i Burundi. Ale podczas tego trekkingu chyba w końcu nas dopadnie. Burza nadchodzi dokładnie w momencie, gdy siadamy pod dachem w miejscu, z którego wyruszyliśmy.

Ale ulga. Koniec marszu. Jest cola! Nie trzeba iść! Jesteśmy zmęczeni i szczęśliwi. Zdobyliśmy górę! Tam było naprawdę ładnie. Kierowca zabiera nas na obiad z szampanem, aby uczcić zdobycie Meru, a potem odwozi do Aruszy.

Powrót do Aruszy

Joseph jest w Moshi. Chce żebyśmy przyjechali do Moshi, ale zapomina, że w hotelu zostawiliśmy część bagażu. Jedzie więc do Aruszy. My w tym czasie bierzemy zasłużoną kąpiel – pierwszą od trzech dni.

Joseph jedzie długo. Chłopaki w międzyczasie zasnęli ze zmęczenia. Ja cierpliwie czekam. Mamy kilka spraw do obgadania. No i powinien mieć dla nas kilka rzeczy: dżemy, ananasa, arbuza i trzcinę cukrową. Liczymy na wyżerkę na śniadanie. Ale czy się doczekam? Oczy mam tak ciężkie, że ledwo jestem w stanie pisać. Czekam, bo nie wiem kiedy się znów z Josephem zobaczę. Jutro przecież wyjeżdżamy. Czekam, ale w końcu poddaję się. Zasypiam w fotelu na recepcji, a po chwili idę do pokoju do łóżka.

Nocna wizyta

Nagle zrywam się na równe nogi. W pokoju dzwonią równocześnie dwa telefony: hotelowy i komórkowy. Chwilę trwa, zanim orientuję się, co chodzi? To Joseph. W końcu przyjechał. Jest na dole. Właśnie minęła pierwsza w nocy. Jednak się z nim zobaczę.

Schodzę do recepcji i widzę Josepha stojącego na baczność. Na głowie ma czapkę polskiego policjanta. Wariat. Skąd on ją wziął w Tanzanii? Mówi, że ktoś z Polski przysłał mu w zamian za czapkę tanzańskiego policjanta. Niezły zbieg okoliczności.

Czapka czapką, ale Joseph przywiózł też gigantyczny zapas owoców: ananasy, pomarańcze, arbuzy, marakuje. Jest tego tak dużo, że musimy je zanieść do pokoju we trzech. Ciekawe, co chłopaki rano na to powiedzą. Zanosimy owoce na górę i wracamy na dół pogadać na temat trekkingu. Obiecuję Josephowi zrobić poprawki na jego stronie internetowej. Joseph daje mi jeszcze dżemy i pamięć z tanzańską muzyką. Załatwił wszystko, o co go poprosiłem. Jest zajebisty! Oczy zamykają mi się w trakcie rozmowy. Czas zdrzemnąć się przed podróżą. Tym razem naprawdę. Joseph wraca do Moshi, a ja do łóżka. To była miła niespodzianka i prezent od Josepha. Nie spodziewałem się tego. Lubię tego gościa.

Informacje praktyczne przed podróżą do Tanzanii

Przed podróżą do Tanzanii warto zerknąć do Poradnika przed podróżą do Afryki w wersji elektronicznej, w którym umieściłem komplet praktycznych informacji, niezbędnych do zaplanowania podróży do Tanzanii. Poradnik znajdziesz z moim sklepie Szczyty Afryki.

Ebook Poradnik przed podróżą do Tanzanii i Kenii - poziome informacje

Zdjęcia i wspomnienia z podróży

W galerii znajdziesz też zdjęcia z podróży do Tanzanii. Wszystkie odcinki relacji z tej podróży do Tanzanii można przeczytać na blogu z podróży do Rwandy, Burundi i Tanzanii.

Pamiątki z Afryki – sklep afrykański z rzeźbami i maskami

Jeśli ciekawią Cię różne oryginalne przedmioty z drewna z Afryki – zajrzyj do mojego sklepu afrykańskiego. Znajdziesz w nim dużo interesujących masek, rzeźb i figurek wykonanych przez artystów z wielu afrykańskich państw. Gorąco polecam!

Sklep Szczyty Afryki informacja pozioma

Album fotograficzny ze zdjęciami

Polecam też album fotograficzny „W drodze na najwyższe szczyty Afryki” (jestem jego autorem!) ze zdjęciami z Rwandy. Oprócz zdjęć znajdziesz w nim również opowieści z podróży po Afryce oraz wspomnienia i ciekawostki z górskich wędrówek po Afryce. Oczywiście są w nim obszerne fragmenty poświęcone górom Rwandy, Burundi i Tanzanii. Polecam!

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.